Rozmowa z Andrzejem Pełczyńskim – menedżerem Polsko-Amerykańskiego Centrum Kulturalnego w Passaic, New Jersey. Hackensack, NJ rozmawiał „2Tygodnik Polonijny”.
Kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęła się Pana przygoda z Polsko – Amerykańskim Centrum Kulturalnym w Passaic?
Przygoda ta zaczęła się w październiku 1994 roku. Wcześniej byłem menedżerem klubu „Scorpios“ w Elizabeth, NJ.
W jakim stanie zastał Pan Centrum? Jak wspomina Pan początki swojej działalności jako jego menedżer?
Początkowy okres to okres bardzo wytężonej pracy. Budynek potrzebował wielu remontów, między innymi modernizacji barów, pomalowania pomieszczeń, konserwacji oraz wymiany podłóg. Najważniejszą potrzebą było założenie nowego systemu przeciwpożarowego oraz centralnego układu chłodzenia. Bardzo ważne było też doprowadzenie nowego serwisu elektrycznego, dostosowanego do nowych warunków. W następnych latach prace remontowe były kontynuowane. W ramach tych prac wymieniliśmy okna oraz przebudowywaliśmy toalety.
Jakiego typu przedsięwzięcia są Pana udziałem?
Charakter Polsko-Amerykańskiego Centrum Kulturalnego wymaga organizowania imprez kulturalno-oświatowych (wykłady, prelekcje), rozrywkowych (konkursy piękności, koncerty, dancingi, dyskoteki) oraz sportowych (turnieje).
Gościł Pan w Centrum wielu znakomitych artystów…
Z dumą muszę powiedzieć, że gościliśmy gwiazdy takiego formatu, jak: Zdzisława Sośnicka, Zbigniew Wodecki, Irena Jarocka, Halina Frąckowiak, Halina Kunicka, Marek Grechuta, Janusz Laskowski, Andrzej Rosiewicz, Alicja Majewska, Krystyna Giżowska, Ryszard Rynkowski, Stachursky, Doda, Mandaryna, Kayah oraz wiele innych. Wystąpiły u nas takie polskie zespoły, jak: Universe, Krywań, Sumptuastic, Kult, TLove, Ich Troje, Perfect, Lady Pank, Manaam, Bajm, De Mono, Liroy, Dżem i Wilki. Mieliśmy przyjemność gościć gwiazdy kabaretu: Hankę Bielicką, Jana Pietrzaka, Jerzego Kryszaka, Marcina Dańca, Wiesława Gołasa, Jana Kobuszewskiego, Dorotę Stalińską, Katarzynę Skrzynecką, Andrzeja Grabowskiego, Ani Mru Mru, Bohdana Smolenia, Pigwę, Masztalskich i Mumio. Odwiedziło nas także wielu wybitnych polskich sportowców: Kazimierz Górski, Andrzej Szarmach, Jan Tomaszewski, Grzegorz Lato, Władysław Kozakiewicz, Andrzej Gołota. Z gwiazd światowych gościliśmy m.in. Boney M, La Bouche, Brooklyn Bounce, Amber, ATC, Ingrid, DHT, Coronę, Kevina Little.
Jeszcze do niedawna występował w Centrum zespół „Bez Atu”, którego założycielem był Pana ojciec, Józef Pełczyński.
Zespół „Bez Atu” przyleciał do USA w 1982 roku. Po występach w Chicago przybył do New Jersey, gdzie grał w klubach „Zodiak“ i „Wisła“. Gdy zostałem menedżerem Centrum, zespół przeniósł się do nas i grał tu nieprzerwanie do lutego 2005 r. Od 1999 roku, bez mojego ojca, który niestety zmarł. Mój ojciec wniósł duży wkład w rozbudowę i działalność klubu, dzieląc się swoim doświadczeniem z innymi. Grając tyle lat w polskich klubach, wpisał się na stałe w pamięć Polonii. Obecnie podczas dancingów organizowanych przez Centrum gra zespół „Good News” pod kierownictwem Krzysztofa Chutnika, a dyskotekę na dolnym poziomie prowadzą DJ Kamil oraz DJ Tom.
Pochodzi Pan z rodziny związanej od dawna z polską kulturą…
Tato w Polsce występował wraz ze swoim zespołem na wielu festiwalach, w klubach i na estradzie razem z czołówką polskich wykonawców. Tak więc wychowałem się w środowisku artystycznym, jeżdżąc na imprezy od wczesnych lat.
Moja mama Aleksandra była nauczycielką języka polskiego oraz dyrektorem szkoły.
Wróćmy do Centrum… Jakie plany wiąże Pan z klubem na przyszłość?
Chciałbym nadal kontynuować działalność artystyczną i kulturalną z myślą o Polonii.
Kto wspóldecyduje o Klubie?
Jest to grupa kilkunastu osób tworzących Zarząd Dyrektorów. W skład zarządu wchodzą: Artur Sroka – President, Danuta Buroń - Vice President, Anna Bednarz – Secretary, Richard Daszczyszak - Financial Secretary. Anetta Sroka – Treasurer, Gerald Włodarczyk – Director, Ted Bednarski – Director, Louis Gill - Director, Stanley Kobylarz – Director, Stasia Masny – Director, Stanley Trojaniak – Director, John Budziński – Director i ja - Menedżer.
Jako menedżer Polsko – Amerykańskiego Centrum Kulturalnego ma Pan doświadczenie w pracy z naszymi rodakami oraz sporą wiedzę na temat funkcjonowania Polonii w Stanach. Co Pana cieszy w kontaktach z Polakami? Na jakiego typu problemy Pan natrafia?
Wśród Polonii jest wiele ciekawych osobowości. Charakter mojej pracy sprawia, że mogę takie osoby bliżej poznać. Cieszy mnie, jeżeli nasz rodak osiągnął sukces na ziemi amerykańskiej. Zadowolony jestem również, gdy na imprezy kulturalno- rozrywkowe przychodzi licznie Polonia. Najlepszą nagrodą za wysiłek włożony w zorganizowanie danej imprezy jest uśmiech oraz dobre słowo.
Z którego przedsięwzięcia jest Pan najbardziej dumny?
Najbardziej dumny jestem z faktu współorganizowania Parady Samochodowej w miastach Passaic, Wallington, Garfield z okazji Dnia Polonii. W ostatniej paradzie wzięło udział ok. 200 samochodów udekorowanych w polskie flagi oraz biało-czerwone balony.
Cieszę się również, że mogę pomóc Centrali Polskich Organizacji Polonijnych w przygotowaniach do Parady Pułaskiego. Od kilku lat z radością maszeruję 5. Aleją na Manhatanie razem ze swoją dywizją. W przeszłości miałem nawet przyjemność być „sobowtórem“ generała Pułaskiego i jechać na rydwanie.
Jaką imprezę wspomina Pan jako najbardziej udaną i interesującą?
Jest kilka takich imprez, które wspominam szczególnie miło. Jedną z nich był koncert grupy La Bouche, który odbył się w sierpniu 1996 roku. Był to wtedy pierwszy koncert amerykańskiej grupy w polskim klubie. Przebój tej grupy „Be my lover“ był na pierwszych miejscach list przebojów, zarówno w Ameryce, jak i w Europie. Gościliśmy wtedy Polonię nie tylko z NJ, ale również z Connecticut, Pensylwanii oraz Nowego Jorku. Drugą bardzo udaną imprezą był koncert Edyty Górniak w Webster Hall na Manhatanie, której byłem współorganizatorem.
Największa „wpadka”…
Za „wpadki” uważam imprezy, na które przyszła mała liczba osób. Taką imprezą był koncert „Dance Across America“. W koncercie wystąpiły znane grupy amerykańskie i europejskie, które niestety nie przyciągnęły publiczności. Jedną z „wpadek” był występ kabaretu Bohdana Smolenia bez… Smolenia. Organizator imprezy do końca nie przekazał nam informacji o kłopotach, jakie miał Smoleń z otrzymaniem wizy. Informacja ta doatarła do nas dopiero na początku imprezy. Mało kto w nią zresztą uwierzył. Dopiero w miarę upływu czasu, gdy Smoleń wciąż nie pokazywał się na estradzie – publiczność dała wiary. Koledzy Smolenia poprowadzili jednak program na tyle atrakcyjnie, że się podobał.
A teraz trochę poplotkujmy… Może zdradzi nam Pan kilka sekretów polskich gwiazd. Która z nich szczególnie zapisała się w Pana pamięci?
Niestety, sekretów nie mogę ujawnić, ponieważ... są to sekrety. Mogę na przykład zdradzić kilka ciekawostek. Podczas podróży samolotem uszkodzona została trąbka Zbigniewa Wodeckiego. Dowiedział się o tym na pół godziny przed koncertem, otwierając futerał. Zapytał mnie, czy nie może zagrać na trąbce mojego nieżyjącego taty. Ponieważ znajdowała się ona w klubie, wszystko skończyło się szczęśliwie. Zbyszek mógł wystąpić i wypadł świetnie.
Z którą gwiazdą pracowało się Panu najlepiej (podczas przygotowań związanych z jej przyjazdem oraz pobytu w USA)?
Bardzo miło wspominam współpracę z Hanką Bielicką. Mieszkając u mnie w domu podczas pobytu w USA, udzieliła mi wielu rad osobistych oraz z życia show-biznesu. W czasie dojazdów na koncerty i w drodze powrotnej zabawiała nas wielką ilością dowcipów i anegdot. Natomiast będąc w domu, rozwiązywała niesamowitą liczbę krzyżówek, ćwicząc w ten sposób swoją pamięć. Mile wspominam również współpracę z Edytą Górniak, choć wiem, że inni organizatorzy różnie się o niej wyrażali.
Czy mógłby Pan wskazać najdziwniejszy, najbardziej zapadający w pamięć kaprys gwiazdy?
Za taki dziwny kaprys uważam decyzję Kory, która przylatując na koncerty do USA, zażyczyła sobie oddzielne pokoje dla siebie oraz męża.
Wiemy, że jest Pan człowiekiem niezwykle zajętym.Jak wygląda Pana dzień?
Moja praca nie jest określona sztywnymi ramami czasowymi. Nie pracuję więc np. od 8 do 4. Ma to swoje dobre i złe strony. Praca nasila się podczas weekendów. Czasami trzeba być w klubie do 5 rano, a następnego dnia zacząć pracę we wczesnych godzinach porannych. Na spotkania z przyjaciółmi i rodziną w trakcie weekendów nie ma zupełnie czasu. Wesela, chrzciny, imieniny oraz komunie to imprezy, na które ciężko znaleźć czas.
Gdyby nie było Panu dane kierować Centrum, to z pewnością byłby Pan…
Na to pytanie ciężko jest odpowiedzieć, ponieważ życie płata różne figle. Kiedyś pracowałem w biurze konstrukcyjnym, więc może to byłaby moja kariera.
Jakie przesłanie chciałby Pan skierować do Polonii Amerykańskiej?
Uważam, że Polonia amerykańska jest bardzo podzielona. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, lecz w sprawach kluczowych powinno być wypracowane jednolite stanowisko. Jako liczna Polonia amerykańska nie mamy zbyt dużego wpływu na władze amerykańskie w sprawach nas dotyczących. Powinniśmy jednoczyć się w najprostszych sprawach, chociażby dotyczących wyborów radnych do władz miasta. Na tym polu mamy jeszcze wiele do zrobienia.
Dziękujemy za rozmowę