Wielkim Marszałkiem tegorocznej 70. już Parady Pułaskiego jest znany nowojorski prawnik Marek Zawisny. Jest on najmłodszym w historii Wielkim Marszałkiem tej Parady. Uroczystość przekazania szarfy odbyła się 17 stycznia 2007 r. w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie. Szarfę przekazał Zawisnemu Wielki Marszałek Parady Pułaskiego 2006, członek legislatury stanowej New Jersey (Assemblyman) John Wisniewski. W uroczystości wzięło udział kilkaset osób.
Z mec. Markiem Zawisnym – Wielkim Marszałkiem Parady Pułaskiego 2007, rozmawiała red. Barbara Aleksandrowicz.
Jak to jest być Wielkim Marszałkiem Parady Pułaskiego i grać pierwsze skrzypce na tej największej w metropolii nowojorskiej manifestacji polskości?
To dla mnie wielki zaszczyt. Czuję się uhonorowany i wyróżniony. Jednakże znalezienie się w tej szczególnej roli nie będzie dla mnie trudne, bo w Paradzie Pułaskiego, chociaż w zupełniej innej roli, uczestniczę niemal od zawsze. Od dawna też jestem związany z Komitetem Parady Pułaskiego na Staten Island działającym przy Parafii św. Stanisława Kostki. W młodości występowałem w zespole, śpiewałem, tańczyłem i pomagałem w organizowaniu parady. Zawsze też czułem się dumny, że mogę brać udział w tej wielkiej polskiej imprezie, podczas której Polacy mieszkający w Ameryce są zjednoczeni i brzmią jednym głosem.
Urodziłeś się w USA, mówisz znakomicie po polsku i w dodatku z dumą przyznajesz się do polskich korzeni.
Mój ojciec Bogdan pochodzi z Koła k. Poznania, a mama Jadwiga z Sokołowa Podlaskiego. Poznali się tu, w Stanach Zjednoczonych, w latach 60. Mój ojciec był na tyle przedsiębiorczy, że już niebawem był właścicielem masarni na 1st Avenue. Gdy miałem 10 lat pomagałem mu w sklepie. Jakoże jego klientami byli głównie Polacy, językiem polskim miałem okazję posługiwać się każdego dnia. Niezależnie do tego w domu rodzinnym również rozmawialiśmy po polsku. O czystość tego języka dbała szczególnie mama. Potem, gdy poszedłem do gimnazjum, a następnie na studia, j. polski trochę ucierpiał. Na szczęście poznałem wspaniałą dziewczynę z Białegostoku o imieniu Marta, dzięki której mogłem szlifować j. polski, i która w 1997 r. została moją żoną. Mam z nią dwoje dzieci – syna Zachary’ego i córkę Lily. To głównie za sprawą żony bywam w Polsce niemal co roku.
Z zawodu jesteś prawnikiem. Jak długo prowadzisz swoją kancelarię adwokacką?
Prowadzę ją od 15 lat wraz z żoną Martą i siostrą Yolandą, tj. od czasu ukończenia St. John’s University. Nasza kancelaria Zawisny & Zawisny zlokalizowana jest na Williamsburgu. Mamy też biura w Clifton i w Linden..