Ze wschodzącą gwiazdą muzyki Marcinem Rybakiem rozmawiała Agnieszka Karaś z „2Tygodnika Polonijnego”.
Czym jest dla Ciebie muzyka?
Muzyka to dla mnie język, którego używam, aby mówić o rzeczach, o których trudno czasem rozmawiać. Są pewne uczucia, które niełatwo wyrazić bez sięgania po przykłady, dowody, gesty, czyny. Dlatego dla mnie muzyka to łatwy sposób przekazania tego, co trudno czasem powiedzieć.
Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Wszystko zaczęło się w szkole średniej, kiedy miałem 16 lat, a więc 10 lat temu. Słuchałem wtedy muzyki Billy Joel’a i postanowiłem sobie, że muszę nauczyć się grać jego piosenek na fortepianie. Po prostu muszę. Kupiłem książkę i zacząłem się uczyć. Na fortepianie pierwsze kroki stawiałem kilka lat wcześniej. Na lekcje zapisali mnie rodzice. Wtedy jednak nie czułem jeszcze muzyki tak, jak kilka lat później.
Grasz również świetnie na gitarze. Kiedy zacząłeś na niej grać?
Gdy miałem 17 lat złamałem nogę. Mojej mamie było mnie szkoda, więc na pocieszenie kupiła mi gitarę. I tak się to zaczęło. Praktycznie sam nauczyłem się gry na tym instrumencie. Dopiero później, na studiach miałem zajęcia z muzyki, ale była to nauka bardziej teoretyczna niż praktyczna.
Można więc powiedzieć, że jesteś samoukiem i większość tego, co osiągnąłeś - zawdzięczasz sobie.
To prawda. Jestem osobą, która lubi poszukiwać, eksperymentować i ciągle się uczyć. Samemu, a nie pod czyjeś dyktando. Na gitarze czy fortepianie gram wtedy, gdy odczuwam głód muzyki. I wtedy robię to z pasją.
Miałam okazję posłuchać utworów, które skomponowałeś i sam wykonałeś. Są znakomite! Jak powstaje taki utwór i skąd czerpiesz inspirację?
Dziękuję bardzo. Zwykle zaczyna się to tak, że gram sobie jakieś dźwięki, akordy, a następnie dorzucam do tego parę słów, potem coraz więcej słów. Zaczynam od melodii, a słowa przychodzą same. Sprawdzam wszystko co zaśpiewałem, co mi przyszło w danym momencie do głowy. Jeżeli podoba mi się, to rozwijam pomysł i idę w tym kierunku. Myślę, że istnieje powód dla którego do tej muzyki narodziły się te właśnie słowa. Wtedy wiem, że muzyka i słowa tworzą jedność. Jeżeli chodzi o ich wykonanie, to pozostawiam to ekspertom, którzy do mojej kompozycji dodają jeszcze coś od siebie i wtedy powstaje cała piosenka.
Pracujesz właśnie nad swoją płytą...
Jest to duży projekt muzyczny. Współpracuję z producentem z Nowego Jorku - Dan’em McLoughlin i grupą profesjonalnych muzyków. Na płycie, która ma nosić tytuł „Best placed days”, będzie 12 utworów. Część pochodzi z mojego demo, które sam nagrałem wcześniej, a które można posłuchać na mojej stronie internetowej, natomiast reszta utworów będzie zupełnie nowa.
Jakie jest przesłanie tego albumu?
Dni, w których żyjemy to nasze najlepsze dni. Cieszmy się nimi i wszystkim, co posiadamy. Niezależnie od wieku. Życie nie jest łatwe, ale to my je kontrolujemy i nie pozwólmy nikomu robić tego za nas. Nie przegapmy szczęścia, ani też nie odkładajmy go na później. Pamiętajmy też, że szczęściu trzeba wyjść naprzeciw.
Które utwory z tego albumu są Ci najbardziej bliskie?
To utwory, które najbardziej odzwierciedlają to, co pragnę przekazać, czyli np. „Back to free” i „Float”. Dwa ostatnie utwory z albumu „Summer song” oraz „Live for a day” są moimi ulubionymi. Napisałem je jako jedne z ostatnich i wydaję mi się, że są one najbardziej dojrzałe i dopracowane.
Czy bycie blisko Nowego Jorku jest pomocne?
Oh tak, jak najbardziej. Los Angeles oraz Nowy Jork to stolice świata muzyki. Mieszka w nich również dużo utalentowanych ludzi.
A to wiąże się z dużą konkurencją…
Tak, ale nie do końca. Tych, których można uważać za konkurencję, tak naprawdę są chętni do współpracy. Gitarzystę, z którym nagrywam obecnie moją płytę, spotkałem kiedy grał z innym zespołem w jednym z nowojorskich klubów. Grał niesamowicie i postanowiłem przedstawić się i zapytać, czy nie byłby zainteresowany pracą nad moim projektem. Muzyka nie powinna mieć nic wspólnego z rywalizacją. Jest całe mnóstwo przeróżnych zespołów, utalentowanych ludzi i miejsce dla wszystkich. I to jest właśnie to, co jest piękne w muzyce. Jeżeli potrafisz śpiewać, grać, jeżeli podoba się to ludziom, to powinni cię usłyszeć.
Jaki, Twoim zdaniem, rodzaj muzyki w USA jest obecnie najbardziej popularny?
Amerykanie lubią rytmiczną i optymistyczną muzykę. Na świecie jest tyle smutku, dlatego staram się tworzyć muzykę, która sprawia, że jesteś szczęśliwy i chcesz się poruszać.
Jak nazwałbyś rodzaj muzyki, którą komponujesz?
To, co gram to „funky pop rock”. Funk, to uderzenie, rytm, wobec którego nie możesz i nie chcesz pozostać obojętny. To taki styl, który sprawia, że chcesz się poruszać. ”Pop” od słowa popularny, czyli ten, który przemawia do większości. „Rock” to pewność siebie, energia, brak kompromisów. Artysta ma coś do powiedzenia i chce być wysłuchany. Jeżeli jesteś na scenie, to pokaż, co potrafisz. Nikt nie będzie cię chciał słuchać, dopóki nie pokażesz, że wiesz co robisz, dopóki nie będziesz miał nastawienia, że jesteś tu dla nich i mają cię słuchać (śmiech).
Jacy artyści mieli na Ciebie największy wpływ?
Zdecydowanie bardzo utalentowany Billy Joel. To ktoś, kto komponuje niesamowite i wzruszające utwory, które przemawiają do ludzi. Ma on doskonały sposób przekazywania ważnych treści, z którymi inni mogą się utożsamiać. Inny artysta, który wywarł na mnie duży wpływ to Dave Matthews. Tak, jak Billy Joel wpłynął na naukę gry na fortepianie, tak Dave Matthews zainspirował mnie, jeżeli chodzi o grę na gitarze. To byli moi najwięksi nauczyciele. Inni ulubieni artyści to Elton John, Bruce Hornsby, Ben Folds, John Mayer, Guster, Howie Day, Duncan Sheik, Vertical Horizon, U2, The Push Stars i Kotter.
Co do tej pory było Twoim największym sukcesem muzycznym?
Największym dotychczasowym osiągnięciem był występ w jednym z bardzo popularnych bostońskich klubów “Paradise Rock Club”. Występowały tam takie gwiazdy jak: Aerosmith, Elton John, U2 i wiele, wiele innych. W tym klubie w lutym zeszłego roku zagrały zespoły, które reprezentowały bostońskie uczelnie: Harvard, Northeastern University, Boston University. Mój zespół został wybrany, aby reprezentować tą ostatnią i to właśnie my wygraliśmy. To było niesamowite uczucie widzieć cały ten tłum ludzi, którym podoba się to co robimy, ludzi, którzy nas nie znają, ale świetnie się bawią do rytmu naszej muzyki.
Poza muzyką, jakie masz inne zaintresowania?
Lubię technologię, komputery, gadżety, jak również sterowanie małymi samolotami. To fajna zabawa, czujesz, że masz nad czymś kontrolę.
Lubisz kontrolować, co?
(śmiech)
Co jeszcze lubisz robić, kiedy nie grasz i nie śpiewasz?
Lubię robić inne, ciekawe rzeczy. Co roku np. 4 lipca bywam w Bostonie. Z grupą przyjaciół wybieramy się na spływ na pontonach. Stało się to już swego rodzaju tradycją. W zeszłym roku wzięło w tym udział około 50 osób i mieliśmy około 17 pontonów. Pakujemy jedzenie, picie i pływamy około 5 godzin, a potem wieczorem oglądamy pokaz fajerwerków na rzece. Świetna sprawa. Poza tym uwielbiam jeździć na nartach. Jeżeli chodzi o rzeczy bardziej ekstremalne, to np. skoczyłem ze spadochronem z samolotu. To było niesamowite. Jeszcze teraz, na samą myśl o tym, przechodzą mnie ciarki.
Czy Twoja rodzina popiera Twoje zamiłowanie do muzyki?
Hmm… myślę, że gdzieś tam w głębi duszy tak, ale pojawiały się pytania, czy jestem pewien, że to jest to, co chcę robić. Wynikają one pewnie z tego, że chcą dla mnie jak najlepiej. Raczej mnie nie namawiają do tego, żeby brnąć w tym kierunku za wszelką cenę, ale akceptują. Zdają sobie sprawę, że kocham muzykę i ciężko będzie mnie przekonać do czegoś innego.
Czy ktokolwiek z Twojej rodziny jest muzycznie utalentowany?
Oh, tak. Mój brat kocha muzykę i świetnie gra na pianinie. Widać w nim już ten zapał i pasję dla muzyki. Moja siostra ma prześliczny głos i również gra na pianinie, ale jeszcze nie złapała muzycznego bakcyla, którego złapałem ja i mój brat (śmiech). No, ale pewnie wkrótce tak się stanie. Moja mama jest bardzo umuzykalniona i ładnie śpiewa. Na studiach w Polsce wiele występowała i była znaną wokalistką.
Od niedawna jesteś wiceprezydentem popularnych polskich delikatesów “Piast”. Jak łączysz biznes z muzyką?
Nie jest to łatwe zadanie. “Piast“ jest otwarty codziennie, więc jest to siedem dni, w których coś może się wydarzyć. Mój tata lub ja musimy tam zawsze być dla naszych pracowników i klientów.
Czy lubisz swoją pracę?
Ta praca na pewno różni się od tego co naprawdę kocham, czyli muzykę, ale jak każdą pracę należy ją wykonywać dobrze. Stałem się nowym szefem i musiałem się uczyć ludzi, zrozumieć ich, dowiedzieć się co lubią, a czego nie. Nie było łatwo, gdyż znalazłem się na terenie, gdzie pewne zasady i reguły zostały już ustalone.
Mówisz dobrze po polsku. Ile miałeś lat, jak przyleciałeś do Ameryki?
Urodziłem się w Polsce, w Tarnowie i miałem roczek, kiedy pojawiłem się w USA. Czuję się Polakiem. Kocham Polskę. Byłem w Tarnowie, Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Zakopanem. To piękny kraj, mający taki urok, którego nie można odnaleźć tutaj w Ameryce. Ostatnio byłem w Polsce 6 miesięcy temu.
Co cenisz w ludziach?
Lubię ludzi, którzy mówią, to co myślą i robią, to co mówią. Wiele osób stara się być miłymi i przypodobać się każdej osobie, którą spotykają. Niestety w życiu nie da się uszczęśliwić wszystkich, dlatego często można w ten sposób rozczarować wiele osób.
Szczerość jest zawsze najlepsza. Może myślisz, że kogoś zranisz lub rozczarujesz, ale tak naprawdę będąc z kimś szczery - wyświadczasz mu przysługę.
Jaki jest Twój ideał kobiety?
Moim ideałem jest kobieta atrakcyjna, miła, inteligentna, która uwielbia się śmiać.
Dobrze jest mieć kogoś z kim pod koniec dnia jest o czym porozmawiać lub z czegoś się pośmiać.
Czy chciałbyś, żeby była Polką, czy niekoniecznie? A może masz już kogoś?
Zdecydowanie wolę, żeby była Polką i to z wielu powodów. Po pierwsze, dobrze jest być z kimś, kto został wychowany w tej samej kulturze i tradycjach. Po drugie, język polski może być naszym sekretnym językiem, kiedy jest się w towarzystwie, w którym osoby nie mówią po polsku (śmiech). Po trzecie, myślę, że sprawi to radość moim rodzicom, którzy zawsze chcieli mieć dużą, polską rodzinę. Uważam, że mam szczęście, bo moja dziewczyna, Joanna Rodzeń, podobnie jak ja - została wychowana w polskiej rodzinie, dlatego też łatwiej jest nam się porozumieć. To wspaniała osoba, która bardzo wspiera moją muzyczną karierę.
Czy masz jakieś złe nawyki?
Tak, jestem uzależniony od muzyki! (śmiech). Tak naprawdę, to myślę, że jeżeli robię coś, co kocham robić, to całkowicie mnie to pochłania. Np., kiedy pracuję nad piosenką to bywam odcięty od świata przez długie godziny.
Jakie są Twoje marzenia?
Chciałbym, aby moja muzyka czyniła jej słuchaczy ludźmi szczęśliwymi. Chcę, żeby ktoś słysząc moją muzykę, chociaż na chwilę zapomniał o problemach i żeby się zrelaksował. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że moja muzyka wprowadza kogoś w dobry nastrój. W przyszłości chciałbym móc utrzymać się z tego, co kocham robić.
Kiedy odbędzie się Twój najbliższy koncert?
Myślę, że po wydaniu mojego albumu, czyli w lipcu tego roku.
Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na koncercie.
Muzyki Marcina Rybaka można posłuchać na jego stronie internetowej www.martinrybak.com. Można się również wpisać na tzw. mailing list i otrzymywać regularnie informacje m.in. o terminach koncertów.