|
Ku czci Jana Pawła II.
3 kwietnia 2007 roku po trwających dwa lata staraniach, Cynthia Stępień zarejestrowała niedochodową fundację Polish American Foundation For the Faithful of John Paul II, Inc. Dziewczyna jest szczęśliwa, że wreszcie po wielu trudach spełnia się jej wielkie marzenie.
„Pomysł o założeniu fundacji zrodził się na drugi dzień po śmierci Ojca świętego Jana Pawła II, pod wpływem snu mojej mamy. Postanowiłam wtedy, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby powstała fundacja” – mówi 25-letnia Cynthia Stępień z Wayne, NJ. Aż dwa lata trwała procedura rejestrowania fundacji. Wszelkie koszty z tym związane pokrył Route 3 Liquor, prowadzony od lat przez rodziców Cynthii – Annę i Tadeusza Stępień.
Prezesem fundacji jest brat Cynthii Daniel Stępień, dyrektorem wykonawczym Cynthia i sekretarzem siostra Katarzyna Gryszkiewicz.
„Fundacja będzie zrzeszać ludzi z całego świata, niezależnie od wyznania, nacji czy światopoglądu. Jej celem jest gromadzenie dokumentacji i pamiątek związanych z osobą Jana Pawła II, rozpowszechnianie nauki o nim, pogłębianie więzi między narodami, stworzenie funduszu stypendialnego oraz propagowanie nauk Jana Pawła II i wcielanie ich w życie” twierdzi Cynthia.
Marzy o powstaniu sanktuarium pod wezwaniem Jana Pawła II, w którym mogliby się spotykać wszyscy ci, którym osoba Papieża Polaka jest bliska.
Cynthia Stępień urodziła się w Passaic, NJ. Po ukończeniu szkoły podstawowej w East Rutherford wraz z rodziną zamieszkała w Wayne i tu uczęszczała do gimnazjum. Była prymuską. Następnie studiowała communication i film na New York University. Odbywała też studia w Pradze na Charles University, gdzie zgłębiała m.in. znajomość niemieckiego, na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz we Florencji.
Uczestniczyła w Międzynarodowym Tygodniu Studenta, jaki odbył się w Niemczech w 2001 r. i w Norwegii w 2003 r., a także w Światowym Szczycie Mediów, w Światowym Forum Medialnym i Festiwalu Filmowym w NY w 2003 r. Włada językiem angielskim, polskim i hiszpańskim. Porozumiewa się również w j. niemieckim. Przez ostatnie kilka lat pracowała dla takich kompanii jak KPI Productions, Two of Hearts, Blonde Halloween, Moving Pictures, Carlito’s Angels i Oxygen Media. Uczestniczyła w produkcji Goo Goo Dolls Custom Concert, Sarah McLachlan & Avril Lavigne Concert, Live with Alanis Morissette, ProProductions, Michael Rosenblum Productions, NBA Entertainment i Guiding Light. Cynthia daje się poznać nie tylko jako producentka programów, ale i jako świetna dziennikarka.
Urodziwa Cynthia niemal od dziecka udziela się społecznie. Należy do wielu organizacji polonijnych, w tym do KPA i PARC, i nie szczędzi swojego czasu i zapału. Nade wszystko kocha pomagać innym.
„Życie ma sens dopóki żyjemy dla innych”, głosi Cynthia.
„Jeśli pragniesz wesprzeć nowo powstałą fundację i Ojciec święty Jan Paweł II jest Ci bliski - to złóż minimalną darowiznę wysokości 1 dolara!” – apeluje Cynthia.
Pierwszą darowiznę Cynthia otrzymała od Grega Witczaka, który w ramach wdzięczności za społeczną pracę Cynthii w organizacji Polish Happy Hour, przekazał na rzecz fundacji 360 dolarów. Datki w wysokości jednego dolara ofiarowało fundacji ponad 30 osób, a 3 osoby podarowały po 10 dolarów.
Darowiznę można składać w Wawel Savings Bank, nr konta 221272125 01 400479 0.
|
|
Nadopiekuńczość rodzicielska
„Moje dzieci uważają, że jestem nadopiekuńcza kiedy przestrzegam je przed niebezpieczeństwem i gdy daję dobre rady. Jak zdefiniować rodzica nadopiekuńczego?” – pyta 39-letnia Anna Stelmach.
Kiedy dwulatek próbuje wybiec na ulicę - zapobiegliwy rodzic powstrzymuje go i przyciąga z powrotem do siebie. Jest to wyraz adekwatnej kontroli i rozsądnej opieki. Jeśli jednak 13-letnie dziecko strofujemy wciąż by uważało jak przechodzi przez jezdnię - stajemy się nadopiekuńczym rodzicem, gdyż zdrowy nastolatek posiadł już dawno sztukę poruszania się po ulicach. Jest to jeden z wielu możliwych przykładów zbytniej przezorności i nadkontroli. Oczywiste wydaje się, że u źródła tkwi po prostu troska o bezpieczeństwo potomka.
Jak zachowuje się rodzic, którego określimy mianem nadopiekuńczego? Taki rodzic przoduje w nadmiarze opieki, kontroli i „prowadzenia za rękę“ swojego dziecka, nie dostosowując rozmiaru tej opieki do rozwojowych możliwości dziecka i jego wieku, jakby nie przyjmując ich do wiadomości.
Przykładem nadopiekuńczości jest mama, która nie uczy swojego dorastającego dziecka obsługi pralki automatycznej, załatwiając za nie wszystko co z praniem się wiąże. Będzie więc zbierać ubrania dziecka do prania, segregować, prać, suszyć, układać w szafie, często jeszcze nawet wobec dorosłego syna.
Z niepokojem przyjmuje wiadomość o wyjeździe, jeśli się zgodzi. Będzie pakować dziecko, decydować za nie, co powinno wziąć, a co nie.
Za punkt honoru przyjmie sprawę „prawidłowego“ żywienia dziecka, co często w praktyce oznacza przekarmianie, narzucenie się z jedzeniem, decydowanie za dziecko co powinno mu smakować i ile powinno jeść, bez uwzględnienia jego gustów, jego własnych sygnałów o głodzie i sytości. Dziecko nie nauczy się w domu rodzinnym gotować - to pozostanie domeną rodzica, który tym samym chce zachować pewną władzę.
Sposób ubierania się dziecka postawi jako jeden z ważniejszych problemów, a więc będzie się domagać często cieplejszego ubrania, czy też bardziej dostosowanego do okazji - w poczuciu rodzica, nie dziecka.
Kiedy na drodze potomka pojawią się jakieś trudności będzie starać się usuwać je swoim wysiłkiem, pozbawiając dziecka możliwości odkrycia własnych zasobów zaradczych. Czasem zrobi więc coś za młodego człowieka (np. zadanie domowe, porządek w pokoju, przeprosiny wobec nauczyciela czy krewnego, sprawę w urzędzie, itp.). Niekiedy zarzuci dziecko „dobrymi radami“ narzucającymi sposób rozwiązania. Nie są też rzadkością rodzice już dorosłych dzieci, którzy uruchomią się w sytuacji konfliktu małżeńskiego ich dorosłego już dziecka - ruszą ze swoiście pojętą odsieczą, pomimo braku zaproszenia do pomocy.
Przejawy samodzielności i uniezależniania się dziecka są trudnym orzechem do zgryzienia. Tak więc znalezienie przez dziecko partnera, dobrze płatnej pracy, samodzielny wyjazd na wakacje, wyprowadzka z rodzinnego domu, pojawienie się wnuków - te i podobne sytuacje będą odbierane częstokroć jako zagrażające. Nadmierna opieka i chęć dominacji rodzica dojdą wtedy do głosu, wprost lub manipulacją będzie on chciał odzyskać swoją pozycję „dyktatorskiego opiekuna“.
Jednym z najbardziej charakterystycznych zachowań jest „zamartwianie się“, manifestowane zarówno werbalnie: „jak ty sobie poradzisz?“, „boję się o ciebie?“, „no, a jeśli coś się stanie, to co ty synku zrobisz?“, „ja chyba zawału dostanę, tak będę się o ciebie martwić“, jak i niewerbalnie: płacz, demonstrowanie objawów stresu, częste telefony do dziecka sprawdzające „czy wszystko w porządku“, łykanie tabletek uspokajających, bezsenne noce, itp.
Część osób wchodzących w dorosłość czuje się bezradna i nieprzystosowana, bo nie były przez swojego nadopiekuńczego rodzica zachęcane do podejmowania działań, dokonywania prób, do ryzykowania i narażania się na porażki, do samodzielnego stawiania czoła wyzwaniom. Przesadna kontrola i wyręczanie dziecka ze strony bojaźliwych, niespokojnych rodziców sprawia, że dzieci też stają się niespokojne i lękliwe. Trudno im zdobyć się na dorosłe samodzielne życie, na wyrośnięcie z potrzeby nieustannego odwoływania się do rodzica, jego rady i opieki.
Czy dziecko obdarowane w nadmiarze taką nad-opieką jest szczęśliwe? Z pewnością nie. Męczeńska, pełna poświęceń postawa rodzica bywa często wręcz szkodliwa dla dziecka, a to dlatego, że przywiązuje się ono do rodzica, nierzadko na całe życie. Niektóre dzieci czują się w obowiązku zrezygnować z całości lub części swoich potrzeb i planów by towarzyszyć rodzicom; czasem żyją z nimi pod jednym dachem nie wyobrażając sobie by mogło być inaczej, czasem próbują uciec jak najdalej w odruchu buntu (jednak rodzic ma swoje sposoby na przywoływanie „dorosłych pociech“ z powrotem).
Nadopiekuńczość pozbawia dziecko zaradności życiowej, czasem nawet w zupełnie podstawowym wymiarze. Okaleczony w ten sposób nastolatek lub młody dorosły często nie potrafiłby zająć się sobą: przygotować jedzenie, zrobić pranie, zorganizować sobie dzień, sięgnąć po bardziej adekwatną niż rodzicielska pomoc, wykazać inicjatywę życiową, zbudować realne plany na przyszłość, bo owa nadopiekuńczość podcina mu skrzydła pozbawiając pewności siebie, opierającej się u zdrowych ludzi na wielokrotnym doświadczaniu pokonywania różnych trudności.
Jeśli dziecko nie miało możliwości pokonywać przeszkód życiowych samodzielnie i wg własnych reguł - nie miało szans wykształcić ani odnaleźć w sobie różnych zasobów. Nadopiekuńczość tłamsi też poczucie własnej wartości dziecka, wzbudza w nim poczucie winy i przekonanie, że jest złym człowiekiem za każdym razem, gdy próbuje zdobyć się na samodzielne działanie i niezależne życie, wzbudza jego złość i niechęć wobec nadopiekuńczego rodzica i implantuje w nim trwały lęk, nie zawsze uświadomiony. Jeśli bowiem dziecko nauczyło się żyć w „zrośnięciu z rodzicem“, powstaje lęk związany z oddzieleniem się od niego i życie własnym życiem, lęk co będzie, gdy zabraknie rodzica, lęk związany z poczuciem własnej bezwartościowości i bezradności.
W poradniach terapii uzależnień nierzadko pojawiają się uzależnieni, ponad 40 i 50-letni „synusiowie“, wieczni kawalerowie, czasem przypadkowi ojcowie nie umiejący się odnaleźć w tej roli, nieodpowiedzialni, bezradni, z rzadka podejmujący pracę, żywiący się emeryturami i rentami swoich matek. Ich kręgosłupy złamano już w dzieciństwie, a ich pełne „poświęcenia“ matki płaczą teraz po nocnych awanturach i spłacają długi dorosłego dziecka. Dramat przeżywa cała rodzina, kolejne pokolenia dostają w spadku okaleczone emocje.
Rodzic nadopiekuńczy budzącą się niezależność swojego dziecka odczuwa jak utratę kawałka siebie. To zjawisko, gdy ktoś tak bardzo wplątuje się w życie innej osoby, że zapomina, gdzie kończy się on sam, a zaczyna ktoś inny - nazywamy fuzją. Część rodziców działa właśnie według takiego wzorca: żyje życiem swojego dziecka, pozornie, dla jego szczęścia, przygniata troskliwością, koncentruje swoją energię na dziecku, jest czujny na sytuacje, w których może się odnaleźć jako pomocnik lub opiekun.
Bycie rodzicem wymaga ciągłej konfrontacji z własnym lękiem o bezpieczeństwo dziecka, ale zdrowy rodzic przyjmuje do wiadomości, że nie jest w stanie uchronić go przed każdym zagrożeniem. Wie też, że dziecko aby się wzmocnić potrzebuje pewnej dawki stresu, wyzwania, czasem ryzyka, a przede wszystkim samodzielności w myśleniu i działaniu. Naturalnym jest też, że z każdym rokiem powinno oddalać się od rodziców a rodzica zadaniem jest powstrzymywać się od odruchowej pomocy i opieki, ograniczać własną ingerencję wraz z wiekiem dziecka.
|