|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
2007 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
|
Drodzy Czytelnicy,
Święta Zmartwychwstania Pańskiego to czas odradzania wszystkiego, co piękne i dobre w człowieku, i co daje radość i nadzieję na lepszą przyszłość.
Ufamy, że dla Państwa te Święta będą okresem prawdziwej radości i wypoczynku, któremu towarzyszyć będzie nasz magazyn, w którym znajdą Państwo wiele ciekawych artykułów. |
|
Nr 6 3-27-2007 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Gość specjalny „2TP” |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Rodzina, sukces, szczęście.
Z mecenasem Jerrym Kuzemczakiem, rozmawiała red. Barbara Aleksandrowic.
Uprawia Pan niełatwy zawód prawnika. Specjalizuje się Pan w prawie kryminalnym. Dlaczego wybrał Pan właśnie prawo?
Moim marzeniem zawsze była chęć pomagania innym.
Z jakimi sprawami ma Pan najczęściej do czynienia?
Są to głównie narkotyki, przemoc i kradzieże. W naszym społeczeństwie panuje przekonanie, że za tego typu przestępstwa nie grozi zbyt wysoka kara. Prawda jest jednak taka, że wymienione przestępstwa, szczególnie te związane z narkotykami, niosą za sobą bardzo poważne konsekwencje. Bardzo często mam do czynienia z przemocą w rodzinie. Zdarza się, że kobieta jest maltretowana przez męża, ale o przeżywanym dramacie nie mówi nikomu. Ma to zapewne związek z przekonaniem, które tkwi w podświadomości niektórych osób, że cokolwiek dzieje się w domu to ma w domu zostać i nikt nie ma prawa ingerowania. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych za tego typu przestępstwa ponosi się poważne konsekwencje, łącznie z wysoką grzywną, więzieniem oraz w przypadku nielegalnych - deportacją.
Wśród Pana klientów wielu jest Polaków. Czy często łamią oni prawo amerykańskie? Jakiego typu są to przestępstwa?
Polacy stanowią znaczną część moich klientów. Nie widzę jednak żadnej różnicy między Polakami, a innymi grupami etnicznymi, jeśli chodzi o ilość popełnianych przestępstw czy wykroczeń. Faktem jest, że tych przestępstw i wykroczeń jest sporo. Stosunkowo rzadko są to przestępstwa cięższego kalibru. Najczęściej zdarzają się przypadki przemocy rodzinnej, bójki, jazda pod wpływem alkoholu i kradzieże.
Słyszy się, że większość kłopotów Polaków z prawem amerykańskim ma związek z alkoholem...
Absolutnie nie zgadzam się z tą opinią. Jestem jednak świadom, że Polaków nierzadko kojarzy się z nadużywaniem alkoholu. Jest to krzywdzące dla nich, bo nie piją wcale więcej niż inne grupy etniczne. Przestępstw dopuszczają się niekoniecznie pod wpływem alkoholu.
Jakich rad udzieliłby Pan Polakom nielegalnie mieszkającym w USA w odniesieniu do amerykańskiego prawa?
Dałbym jedną, ale zarazem najważniejszą radę wszystkim i nie tylko nielegalnym: Starajmy się nie łamać prawa! Szczególnie dla nielegalnych jest to ważne ze względu na status w tym kraju. Radą, którą powtarzam bardzo często moim klientom jest też to by nie dać się oszukać przez różnego rodzaju agencje oferujące za spore pieniądze „legalne” dokumenty takie jak prawo jazdy, numer Social Security czy pozwolenie na pracę. Jeśli osoba nielegalnie przebywająca w Stanach Zjednoczonych prowadzi samochód bez amerykańskiego prawa jazdy, a na międzynarodowym lub polskim, to dopuszcza się wykroczenia drogowego. Kończy się to zazwyczaj naganą lub mandatem. Nie grozi ono deportacją. Gdy jednak taka osoba po przeczytaniu ogłoszenia w polskiej prasie, skusi się na wyrobienie “legalnego” prawa jazdy (bardzo często z innego stanu) i zostanie złapana na oszustwie, to w świetle prawa amerykańskiego osoba ta popełnia oprócz wykroczenia drogowego poważne przestępstwo zaliczane do kategorii przestępstw kryminalnych. Takiej osobie grozi deportacja. Warto wiedzieć, że jakiekolwiek próby „załatwienia” nielegalnych dokumentów stają się automatycznie sprawami kryminalnymi, które po 9/11 podlegają surowym karom – najczęściej więzieniu i deportacji.
Czy zdarzają się Panu porażki? Powiedzmy jest Pan przekonany o niewinności klienta, a mimo wszystko sąd uznaje go winnym.
Niestety, tak. Takie porażki zdarzają się. System prawny nie jest doskonały. Każda sprawa jest indywidualna, a prawo w niektórych przypadkach jest zbyt ogólne i ma luki. Porażkę przeżywam boleśnie jako człowiek i trudno też jest mi pogodzić się z nią jako adwokatowi. W każdej tego typu sprawie istnieje możliwość odwołania się. Proces ten jest jednak długotrwały i niebywale kosztowny. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie przegrałem żadnej sprawy. Jestem przekonany, że adwokat, który twierdzi, że nigdy nie przegrał żadnej sprawie to taki, który nigdy nie był w sądzie albo taki, który nie zajmuje się sprawami kryminalnymi lub cywilnymi. Każdy ma porażki zawodowe. Pytanie tylko - ile ich ma i czy ma odwagę przyznać się do nich. Moim zdaniem z każdej takiej przegranej sprawy można, a raczej powinno się wyciągnąć odpowiednie wnioski. Oczywiście nie można po poniesieniu porażki złożyć przysłowiowej broni, ale należy jak najszybciej odwołać się od decyzji sądu i starać się za wszelką cenę udowodnić swoje racje.
Co sądzi Pan o prawie amerykańskim? Czy nie jest zbyt surowe?
Moim zdaniem prawo amerykańskie jest bardzo surowe. Nie zapominajmy, że Stany Zjednoczone są drugim państwem na świecie (po Chinach), gdzie rocznie odbywa karę więzienia największa liczba obywateli. Prawo amerykańskie jest pod dużym wpływem polityki i jest niejako kształtowane przez opinię publiczną. Gdy w latach 70. i 80. w Stanach Zjednoczonych odnotowano poważne problemy z narkotykami, wprowadzono wręcz drakońskie prawo mające na celu walkę z narkotykami. Obowiązuje ono do dziś. Proszę zauważyć, że obecnie więzienia amerykańskie pełne są więźniów odbywających kary za przestępstwa związane z narkotykami. I choć nie użyto broni, ani przemocy to prawo jest bezlitosne w tego typu przypadkach. W ostatnich latach drastycznie zaostrzono również kary za popełnienie przestępstw na tle seksualnym, głównie za pedofilię.
Czy jest Pan za karą śmierci?
Owszem, jestem za karą śmierci, ale na pewno nie w takim systemie, jaki obecnie istnieje. Kara śmierci orzekana przez sąd bywa często kontrowersyjna i nie zawsze sprawiedliwa. Wystarczy tylko popełnić jakiś jeden błąd w dochodzeniu by skazać na śmierć niewinnego człowieka. Moim zdaniem prawo powinno być zmienione. Uważam, że powinna istnieć kara dożywotniego więzienia, jednak bez możliwości składania odwołania od wyroku, a także kara śmierci, którą wykonywałoby się do dwóch lat po wydaniu wyroku. Zaoszczędziłoby to wiele pieniędzy państwu i podatnikom.
Jaki miał Pan najciekawszy przypadek w swojej karierze adwokackiej?
Pracuję w swoim zawodzie już 14 lat. Wiele było ciekawych spraw. Trudno jednak ocenić, która z nich była najciekawsza. Staram się wszystkie sprawy jakie prowadzę traktować równie poważnie. Najwięcej satysfakcji daje mi pomoc prawna biednej rodzinie. Może dlatego, że sam pochodzę z niezamożnej rodziny. Jestem też pełen współczucia dla matek samotnie wychowujących swoje dzieci. Ja również wychowałem się bez ojca w małej wiosce. Pomagam tym kobietom w uzyskaniu alimentów od ojców, którzy nie chcą płacić na utrzymanie swoich dzieci. Ojcowie, którzy uchylają się od płacenia alimentów bywają surowo karani, łącznie z więzieniem. Z moim partnerem prowadzimy również sprawy o odszkodowania powypadkowe. Ogromną satysfakcję sprawia nam pomyślne zakończenie sprawy trwającej nawet kilka lat i otrzymanie przez naszego klienta odszkodowania jako formy zadośćuczynienia za ból i cierpienie. Bardzo miło jest potem dostać kartki z podziękowaniem za pomoc. To uskrzydla.
Jak ma postąpić ktoś, komu „zdarzyło się” przejechać czerwone światło lub zapomnieć zapłacić mandat? Czy potrzebna jest wizyta u adwokata?
Tego typu sprawy nie należą do poważnych. Aczkolwiek, jeżeli osoba posiada już kilka punktów karnych na swoim prawie jazdy to radziłbym, aby jednak skorzystała z pomocy prawnika. Konsekwencje – zawieszenie prawa jazdy. Należy też pamiętać, że wraz z rosnącą ilością punktów karnych rośnie koszt ubezpieczenia samochodu. Dlatego, jeżeli jest to pierwsze przewinienie i „zarobiliśmy” pierwsze punkty karne to możemy spróbować bronić się sami. Jeżeli jednak tych punktów „uzbiera się” więcej to najlepiej zasięgnąć opinii prawnika.
Czy to prawda, że nielegalni imigranci popełniają więcej przestępstw niż rodowici Amerykanie? Czy nie wynika to przede wszystkim z nieznajomości prawa?
Nie prowadzę żadnych statystyk. Wydaje mi się jednak, że imigranci popełniają więcej przestępstw od obywateli amerykańskich, jak Pani słusznie zauważyła, ze względu na brak znajomości prawa. Bardzo często zdarza się, że nie zdają sobie oni sprawy z powagi sytuacji w jakiej się znaleźli, bowiem w ich rodzinnym kraju dane przestępstwo podlegało łagodnej karze, gdy tu w USA, jest ono karane bardzo surowo. Np. kary cielesne, które czasem stosujemy wobec naszych dzieci. Gdy w swoim rodzinnym kraju wymierzamy naszemu dziecku “klapsa”, to nie ma tu mowy o łamaniu prawa. Tu, w USA taki „klaps” może mieć poważne reperkusje. Dochodzi do wezwania policji, przesłuchania rodziców, czasem opieki kuratora, a nawet sprawy sądowej.
Jakie argumenty przemawiają za tym by Polak udał się w potrzebie do prawnika polskiego pochodzenia?
Rzeczą niezmiernie ważną jest by osoba potrzebująca pomocy prawnej wybrała prawnika, który mówi jej językiem. I nie jest to żadna autoreklama. Uważam, że często prawnicy amerykańscy nie rozumieją naszej kultury, nie wiedzą jakim wysiłkiem imigrant zarabia na swoje utrzymanie w tym kraju i postrzegają klienta jedynie jako źródło dochodu. Często też nie biorą pod uwagę faktu, że ich klient uznany winnym, będzie zmuszony opuścić USA, bo jest tu nielegalnie, bądź straci zieloną kartę wskutek popełnienia przestępstwa i grozi mu deportacja. Kolejny problem to bariera językowa. To oczywiste, że znacznie łatwiej jest prowadzić sprawę, jeżeli i adwokat i klient potrafią się swobodnie porozumieć.
Zajmuje się Pan działalnością charytatywną...
Jak już wcześniej wspomniałem, zostałem wychowany w biednej rodzinie bez ojca. Właśnie z tego względu odczuwam potrzebę pomagania ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej. Wspólnie z moją żoną Danną staramy się w różny sposób pomagać takim ludziom. Bardzo często zdarza się, że przychodzą do mojego biura osoby, które nie stać na adwokata. Nie mam sumienia odsyłać ich z kwitkiem i zawsze w takich przypadkach staram się pomóc im najlepiej jak tylko potrafię. A jeżeli pytają mnie jak mogą mi się odwdzięczyć to proszę o modlitwę za mnie i moją rodzinę oraz dobre słowo. Czuję się potem dziwnie szczęśliwy, że mogłem komuś pomóc zupełnie bezinteresownie.
Jaki jest mec. Jerry Kuzemczak na co dzień? Jakie ma zainteresowania, hobby? Jak spędza wolny czas?
Praca pochłania większość mojego czasu i nie pozostaje go zbyt wiele na wypoczynek i zainteresowania. Przede wszystkim staram się jak najwięcej czasu spędzić z moimi synami: Krystianem i Andrzejem oraz moją żoną Danną. Uwielbiamy wszyscy, cała czwórka, jazdę na nartach oraz jazdę na motorach. Lubimy też urządzać przyjęcia dla znajomych i rodziny. Co roku organizujemy z żoną “Christmas Party” na ponad sto osób.
Jaka jest ulubiona muzyka mec. Kuzemczaka i ulubione danie? Jak się czuje w kuchni?
Jako że wyjechałem z Polski w latach 70. bardzo lubię polską muzykę tamtych czasów. W naszej rodzinie to ja jestem kucharzem. Mam pomocnika w osobie młodszego syna. Jeśli chodzi o menu to lubię wszystko, co jest jadalne.
Zawód prawnika jest ciężkim chlebem. Czy Pańscy synowie mają zamiar pójść w ślady taty?
Bycie prawnikiem to rzeczywiście ciężki i odpowiedzialny zawód. Ja bardzo przeżywam każdą sprawę i jestem emocjonalnie związany z moimi klientami. W wielu przypadkach po zakończeniu sprawy moi klienci dzwonią do mnie już jako moi przyjaciele by zapytać o moje zdrowie i by porozmawiać o zwykłych problemach.
Dzieciaki zmieniają swoje zdanie co do zawodu niemal każdego dnia. Na dzień dzisiejszy obaj synowie chcą być policjantami, a to dlatego, że mój młodszy brat jest policjantem w New Jersey State Police. Jak będzie pokaże czas.
Dziękuję za rozmowę.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Tradycja |
|
Wielkanoc świętem triumfu
Wielkanoc to największe i najstarsze święto chrześcijańskiego świata. To święto radości ze zmartwychwstania Jezusa, triumfu wiary i życia nad śmiercią.
Przypada na pierwszą niedzielę, po pierwszej wiosennej pełni księżyca i pięknie wkomponowuje się w rytm przyrody, która na naszych oczach, w promieniach coraz silniejszego słońca, ożywa po zimowym śnie, przynosząc nadzieję na lepsze jutro..
Uroczystym okresem przygotowawczym do Wielkanocy jest Wielki Post, zwłaszcza Wielki Tydzień, rozpoczęty Niedzielą Palmową. Początek Wielkiego Tygodnia wypełnia gospodyniom wielkanocne sprzątanie, szorowanie, bielenie. Błyszczą czystością szyby okien, połyskują stoły i ławy. Domieszka farbki do wapna daje ścianom barwę lekko-błękitną. Tam, gdzie dziewczyna jest w domu, szczytowa ściana chaty nie jest bielona, a na ciemne tło drzewa gospodarz chlapie wapnem białe plamy niby rozwinięte róże - znak dla kawalerów. Wraz z pajęczyną i kurzem należy wymieść całe zło, jakie się w sercu nagromadziło. Bo Wielkanoc to odnowa - zły człowiek ma umrzeć, by narodził się dobry.
Wielki Czwartek
Milkną dzwony, a służba kościelna ogołaca ołtarze. Przy wtórze klekotu drewnianych kołatek gromady wyrostków święcą „topienie Judasza“. Rozwrzeszczany korowód ciągnie wielką kukłę wykonaną z worków wypchanych słomą, odzianą w łachy zeszłorocznego stracha na wróble. Niegdysiejszą Marzannę, obecnie Judasza, wloką za głowę lub za nogi dookoła wsi aż ją zawloką do rzeki. Nim słoma nasiąknie, kukła pływa po wierzchu i wtedy chłopcy mają największą uciechę rzucając w chochoła kamieniami. Gdy tak dokazują, dziewczęta cichaczem biegną o zmroku do najbliższej wody, by się w niej wykąpać. Oj, łatwiej połknąć kocankę, chociaż kosmatą, niż wejść do wody, często lodowatej. Tradycja obiecuje jednak niemałe korzyści. Która panna wykąpie się tego dnia w strudze lub źródle, będzie cały rok czerwona jak krew, biała jak śmietana, zdrowa jak orzech i ponętna jak jabłko.
Dzień trwogi
W Wielki Piątek wszystko wszystkim leci z rąk. Gospodarz musi sieczki narżnąć na dwa dni, gospodyni piecze chleb i placki i do kościoła trzeba, choćby na moment zajść i na wiedźmy uważać, czy się która w pobliżu nie kręci. Wielki Piątek jest dniem trwogi. Dzwony, których cnotą jest płoszyć złego ducha - milczą. Chrystus Pan, dla którego zgina się każde kolano - leży zmarły w grobie, więc szatany, czarownice, upiory, zmory, dziwożony i wszelkie paskudztwo panoszą się po świecie do woli. Czarownice zaglądają do obór by krowom zabrać mleko. Inne znów wiedźmy chodzą od chaty do chaty, niby po prośbie, w rzeczywistości po to, by rzucić urok. Niemały w tym kłopot, bo i uczciwi żebracy chodzą tego dnia po prośbie i wielki grzech ich nie wspomóc. Wprawdzie tacy wołają od progu „Niech będzie pochwalony“. Czasem jednak się zdarza, że i wiedźma przebiegła wypowie te słowa, choć mało której to przejdzie przez gardło i wtedy młoda, niedoświadczona gospodyni przyjmie ją do chaty. Zaraz potem dziecko zachoruje, niezgoda w rodzinie zapanuje lub szkoda w inwentarzu się stanie. Spostrzegłszy w porę pomyłkę, można zło odwrócić, rzucając za odchodzącą skorupkami jaj, ale należy się śpieszyć, bo wiedźma tuż za drzwiami znika, jakby się rozwiała niczym mgła.
O, jakże straszny, groźny i beznadziejny jest świat, gdy Bóg spoczywa w grobie. Starsze kobiety, staruszki modlitewne, siedzą od rana w pustym kościele przy grobie Chrystusa i rozmyślają o sprawach śmierci, bo póki człowiek młody, nie myśli o śmierci, bo młody umrzeć może, ale stary musi. Staruszki patrzą na życie jakby z drugiego brzegu i drżącymi głosami śpiewają „Gorzkie Żale“, łzy przy tym roniąc rzęsiste po pomarszczonych twarzach.
Święcone
Wielka Sobota to koniec swawoli złych duchów. Nie dbając o wiedźmy można spokojnie przygotowywać święcone. Koło kościoła rozsiadły się wieńcem gospodynie, trzymając przed sobą odkryte koszyki z jadłem. Na spodzie białe płótno, na nim chleb, masło, ser, sól, kołacze, kiełbasa - wszystko przybrane cudnie pisankami, kwitnącym modro barwinkiem i liśćmi bukszpanu. Pisanki, owoc długiego mozołu, są dziś ukazane światu i każda z kobiet obiega ciekawie wzrokiem koszyki sąsiadek, by się przekonać, która z nich ma w koszu najładniejsze jajka. Kobiety milkną, bo z kościoła wychodzą ministranci, a za nimi ksiądz w komży z kropidłem. W imieniu Pana, z którego ręki pochodzą rozłożone dary, błogosławi je, by poszły ludziom na zdrowie. Przez święcenie pokarmów Kościół błogosławi byt doczesny i podkreśla znaczenie ciała, które dziś osiąga swą nieśmiertelność. Pożywienie stanowi afirmację życia i zasługuje na szacunek i ten okruch chleba, który nie powinien spaść na ziemię i sól i jajko, którymi domownicy będą się dzielić nazajutrz, życząc sobie wzajemnie pomyślności. Ksiądz rano święcił wodę, teraz święci ogień - wiernego przyjaciela człowieka. Wszak z żadnego komina nie snuje się dym, wygaszone są paleniska, bo ogień trzeba rozpalić na nowo tym poświęconym płomieniem przyniesionym z kościoła w postaci woskowej świecy lub smolaków.
Chrystus Pan przyszedł na świat „Gdy noc w swym biegu pół drogi miała“, ale nie znamy godziny Jego Zmartwychwstania - „O nocy błogosławiona, ty jedna znasz czas-godzinę, w której Chrystus wstał z grobu“, śpiewa Kościół. Dlatego rezurekcja bywa obchodzona o różnych porach w Wielką Sobotę wieczorem lub o świcie w Niedzielę. Wielka Noc. Święta noc, która grzechów ciemności blaskiem ognistego słupa rozproszyła. Błogosławiona noc, co zmywa winy, przywraca niewinność upadłym, radość smutnym, otwiera groby i jasność zsyła w przepaście. O nocy, w którą sprawy niebieskie łączą się z ziemskimi, a Boskie z ludzkimi...
Dzień Zmartwychwstania
W niedzielę Wielkanocną poza nakarmieniem inwentarza nie ma żadnej roboty. Nawet gospodyni odpoczywa, położywszy spracowane dłonie na stole zasłanym obrusem. Jadło przygotowane w ciągu poprzednich dni spożywane jest w skupieniu. Gdy się wszyscy nasycą, usiądą na przyzbie pod swą wybieloną chatą radując się wzajemnie. Stara tradycja chrześcijańska nakazuje witać w tym dniu każdego napotkanego słowami: „Chrystus Zmartwychwstał“. „Prawdziwie Zmartwychwstał“- odpowiada pozdrowiony i wymieniają pocałunek. I choćbyś spotkał śmiertelnego wroga i żywił doń zapiekłą nienawiść - tego dnia odpuścić musisz, darować, zapomnieć, bo ani tych słów wypowiedzieć, ani pocałunku dać nie wolno fałszywie, chowając urazę w sercu. Po południu młodzież wyrusza na tłuczenie jaj. Ty trzymasz pisankę w ręku i twój sąsiad również i stukacie się jajkami o siebie. Gdy oba pękną - partia nie rozegrana, jedno pęknie - zwycięzca zabiera uszkodzoną pisankę i czeka na rewanż.
Lany Poniedziałek
Jeszcze noc ciemna, ledwo brzask przebija mroki, a wieś już wypełniają piski, wrzaski, gonitwy, szamotanina i ucieczki. Polski zwyczaj zwany „śmigusem dyngusem“, lub „śmiergustem“ trwa w pełni. Dziewczyny nie wiedzą jak się ratować by nie być zawleczoną pod studnię i tam zlaną kilku wiadrami lodowatej wody lub być zepchniętą ze stromego brzegu do rzeki lub stawu. Ale ujść na sucho, nie zostać oblaną wcale, dowodzi braku powodzenia. I kto wie co gorsze. Wrzaski, piski przeraźliwe nie ustają. Gęsi uciekają przerażone. Psy ujadają głośno. Tymczasem woda leje się strugami po drodze, w obejściach stoją kałuże. Co za rwetes! Na szczęście dzwony wzywające do kościoła kładą koniec hałaśliwej zabawie.
|
|
|