|
Poszukiwacz złota rodem z Polski
|
|
 |
Aż dziw bierze, że do tej pory nikt o Panu nie słyszał tu w Ameryce, a przecież jest Pan jednym z bardzo nielicznych poszukiwaczy złota Alaski, z polskim rodowodem. Pewnie ma Pani rację. Z tego, co wiem, jestem jedynym poszukiwaczem złota polskiego pochodzenia, mieszkającym na Wschodnim Wybrzeżu Ameryki (jeśli nie w całych Stanach), poszukującym złota na Alasce. Pochodzę z Warszawy. Przez ostatnie 5 lat życia w Polsce byłem marynarzem w Polskiej Żegludze Morskiej. W USA przebywam od 1979 r. Mieszkam w Kinnelon, NJ z żoną Bożeną, której jestem bardzo wdzięczny za wyrozumiałość, cierpliwość i zgodę na uprawianie swojego hobby. Na co dzień pracuję w klinice na Manhattanie. Jestem odpowiedzialny za prawidłowe funkcjonowanie sprzętu medycznego, a ściślej mówiąc, sprzętu przeznaczonego do dializy.
Od kilku lat odwiedza Pan Alaskę, z której przywiózł Pan pokaźne ilości złota. Czyżby i Panu udzieliła się wciąż trawiąca niektórych gorączka złota?
Jakby nie było, złoto to czekało na mnie miliony lat. Zdobycie tego cennego kruszcu nie jest jednak głównym celem moich wypraw na Alaskę. To sprawa niepowtarzalnych wrażeń, jakich dostarcza ten cudowny zakątek świata. Myślę, że mogę się podpisać pod słowami Roberta W. Service’a, który w jednej ze swoich książek „The Spell of the Yukon” napisał: „...Tu znajduje się złoto i trwa niekończące się polowanie nań. Ale nie wartość złota jest ważna, lecz przyjemność i sam fakt znalezienia go. Jestem tu by podziwiać ten duży, malowniczy obszar tundry, piękno, które zachwyca i nęci i ciszę, która wypełnia mnie niewypowiedzianym spokojem...”.
Skąd pomysł na Alaskę? Kiedy zobaczył Pan ją po raz pierwszy?
O wyprawie na Alaskę marzyłem niemal od zawsze, zainspirowany opowieściami Curwooda i Londona. W pierwszą podróż na Alaskę wybrałem się latem 2003 r. W 2006 r. odbyłem czwartą już moją podróż w to niepowtarzalne miejsce na świecie i już planuję kolejną w 2007 roku. Każda z moich wypraw trwa zwykle trzy tygodnie i odbywa się w czerwcu lub lipcu.
Nim wyruszyłem po raz pierwszy na Alaskę, wiele czasu przeznaczyłem na staranne przygotowania. Najpierw zdobyłem potrzebne informacje, a potem zaplanowałem termin wyjazdu. Była to zorganizowana 2-tygodniowa wycieczka autobusowa. Namawiałem na nią kilku swoich znajomych, ale im bliżej było do wyjazdu, tym mniej chętnych. W końcu zostałem sam. Z wyjazdu jednak nie zrezygnowałem. W wycieczce wzięło udział 25 osób. Byli to głównie bardzo młodzi ludzie z Hiszpanii, Anglii, Kanady i rodowici Amerykanie. Koszt wycieczki wynosił 2,5 tys. dolarów. Przez 2 tygodnie przejechaliśmy ok. 2000 mil. Zaliczyliśmy wszystkie turystyczne atrakcje, m.in. w Anchorage, Denali, Valdez, Homer Spit (królestwo połowu halibuta), Chena Hot Springs i Fairbanks. Kuchnię prowadził...kierowca autobusu. Zależnie od sytuacji sypialiśmy w autobusie lub w namiotach. Podróż ta zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Przede wszystkim zachwyciła mnie nieopisanie piękna natura. Zainteresowałem się też złotem Alaski. Do domu przywiozłem ¼ uncji złotego piasku i 7 małych samorodków. Wiedziałem, że kiedyś tu wrócę.
I wrócił Pan już w następnym roku...
Rzeczywiście. Nim to się jednak stało nawiązałem kontakt z kilkoma organizacjami amerykańskimi w celu znalezienia informacji o poszukiwaniu złota. Dowiedziałem się m.in. o obozie w Nome, gdzie można dotrzeć statkiem lub samolotem. Jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie złoto występuje na plaży. Obecnie żyje tam ok. 3 500 osób. Nome to jedna główna ulica z pięcioma barami, dwoma sklepami, centrum dla ludzi starszych, kasynem, publiczną plażą. Obóz dla poszukiwaczy złota znajduje się w odległości 12 mil od Nome. Wokół rozciąga się malownicza tundra. Obóz to stołówka, noclegownia, ubikacja i niewielki magazyn ze sprzętem. Zajmujący powierzchnię ponad 2 tys. akrów obóz przyjmuje jednorazowo określoną ilość osób. Należy więc dużo wcześniej zrobić rezerwację.
Do Nome przybywają w większości obywatele Niemiec, Finlandii, Szwajcarii, Szwecji i Norwegii. Wszyscy oni pragną zachwycać się pięknem Alaski i przywieźć z podróży trochę znalezionego tam złota. Tam też i ja skierowałem swoje kroki podczas drugiej podróży na Alaskę. W obozie zdobyłem wiedzę nt. poszukiwania złota i metod odzyskiwania go poprzez „high banking” i „dredging”. W sumie to nic innego jak przerzucanie ton piasku przy pomocy łopaty. Posługiwałem się również detektorem metalu przywiezionym z New Jersey. Tym razem przywiozłem z wyprawy ważący 59 g samorodek. Poza tym wiele nauczyłem się i jeszcze więcej zachwyciłem pięknem tundry.
A potem odbyły się kolejne wyprawy...
I niezapomniane wrażenia oraz kolejne okazy samorodków złota. Z wykopanego przez siebie złota, własnoręcznie zrobiłem wnuczce kolczyki i wisiorek. Pozostało jeszcze trochę tych moich skarbów, które z dumą trzymam w szklanych gablotkach. Niektóre samorodki są imponująco duże.
Jak wyglądał Pana dzień na Alasce?
Pobudkę miałem już o 7 rano, śniadanie pół godziny później. Potem pakowanie sprzętu i w drogę po złoto. Na kopaniu spędzałem minimum 14 godzin na dobę, z przerwą na obiad o 5 po południu i na krótki wypoczynek. W lecie kopaniu sprzyja bardzo długi dzień. Temperatury w dzień sięgają 70F, w nocy 25F, ale zmiany pogody następują nawet w ciągu 5 minut. Żywiłem się najchętniej rybami – łososiem i halibutem. Posmakował mi zwłaszcza suszony łosoś i świeży kawior. Złowiłem tam sporo ryb, a niektóre naprawdę niezłych rozmiarów.
Gdzie można znaleźć złoto? Jak wygląda kopanie złota i jego odzyskiwanie?
Złoto, tak jak w Nome, występuje na plaży, ale największe ilości tego kruszcu występują w hałdach dawnych kopalń odkrywkowych. Z reguły są to miejsca bardzo odosobnione, z ograniczonym dostępem. Nazwy tych miejsc wywodzą się z nazw starych kopalń złota, takich jak Moore Creek, Ganes Creek czy Swift Creek. Obozy organizowane są przez okres 4-6 tygodni, a miejsca ograniczone do 8 osób. Bardzo pomocny w zlokalizowaniu tego kruszcu jest detektor metalu. Do płukania złota służą specjalne maszyny oddzielające złoto od piachu np. „high banking” i „dredging”, a mając dużo cierpliwości, można płukać złoto przy pomocy talerza.
W czasie wypraw na Alaskę poznał Pan ciekawych ludzi...
O, tak. Można tu spotkać naukowców różnych maści, w tym geologów, a także amatorów przygód i zapaleńców, takich jak ja. Kilku ze spotkanych przeze mnie ludzi pomieszkuje na Alasce, rezygnując ze zdobyczy cywilizacji. Spotkany przeze mnie John, który chętnie fotografuje się za posiłek i kilka drinków, stanowi dużą atrakcję w jednym z tamtejszych barów „Salty Dog Saloon” w Homer oraz w barze w Chena Hot Springs, żyjąc wyłącznie z opowiadania historyjek o ciekawych ludziach i tajemnicach Alaski.
W 2004 r. odwiedziłem Eskimosów i hodowlę psów zaprzęgowych. Wrażenie robią ogromne.
Wśród poszukiwaczy złota są również panie, głównie Kanadyjki, choć stanowią bardzo mały procent. Przybywają na Alaskę głównie jako towarzyszki podróży swoich mężów.
Tak naprawdę to takich poszukiwaczy złota jest stosunkowo niewielu.
Domyślam się, że Pana hobby jest kosztowne.
Faktycznie, takie wyprawy kosztują. Oprócz kosztów podróży i kosztów kilkutygodniowego tam pobytu, należy uwzględnić koszty zakupu odpowiedniej odzieży, odpowiedniego namiotu i śpiwora, obuwia nieprzemakalnego, odzieży przeciwkomarowej, narzędzi typu detektor metalu, kilof, ew. broni i koszty wyżywienia. Nie wszystko jednak da się przeliczyć na pieniądze. Są rzeczy, na które nie ma ceny.
Dziękujemy za rozmowę.
Kontakt z Krzysztofem Zającem
Email: kzajac@optonline.net
Zdjęcia pochodzą z arch. K. Zająca
|
|
O tempora, o mores
Liczba narodzin nieślubnych dzieci w USA wzrasta regularnie z roku na rok od początku lat 90. i w 2005 roku osiągnęła swój rekordowy poziom. Według najnowszych danych Urzędu Statystycznego, prawie czworo na 10 narodzonych w ub. roku dzieci pochodzi z pozamałżeńskich związków.
Jeszcze niedawno samotnymi matkami rodzącymi nieślubne dzieci były głównie nastolatki, w szczególności w przedziale wiekowym 14-17 lat. Tymczasem obecne badania wykazują, że właśnie w tej grupie wiekowej trend ten został zahamowany i ma tendencję spadkową. Obecnie dominująca grupą samotnych matek są kobiety po 20-tce. W 2005 roku urodziło się w sumie 4,1 miliona dzieci, co stanowi nieznaczny wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem, z czego ponad półtora miliona dzieci pochodziło od niezamężnych kobiet. Stanowiło to 37% wszystkich narodzin, ponad 1% więcej niż rok wcześniej. Zdaniem ekspertów ten zwyżkowy trend odzwierciedla tendencje do odkładania małżeństwa na później. Wynika to także z faktu, że wiele kobiet mieszka z partnerem bez ślubu i decyduje się na potomstwo bez związania się małżeńskim węzłem. Nieślubne dziecko przestało być w oczach opinii publicznej czymś haniebnym i źle odbieranym. Jeszcze nie tak dawno dzieci takie były nazywane bękartami i napiętnowane przez rówieśników. Ponadto wiele kobiet po 30-tce decyduje się na dziecko, nie posiadając stałego partnera lub męża. Nawet samotne kobiety po 40-tce coraz częściej decydują się na poród, próbując oszukać cykający zegar biologiczny dzięki postępowi w medycynie. Korzystają często z banku nasienia i sztucznej metody zapłodnienia „in vitro” lub znajdują atrakcyjnego partnera na intymne tête-a-tête., który zapewni odpowiedni materiał genetyczny dla ich potomstwa.
Wzrost odsetka narodzin nieślubnych dzieci w Stanach Zjednoczonych nastąpił we wszystkich grupach etnicznych i rasowych, ale szczególnie duży jest wśród kobiet pochodzenia latynoskiego. Także wśród hiszpańskojęzycznych nastolatek odnotowano znaczne zwiększenie narodzin dzieci przez samotne matki, mimo iż ogólny trend w tej grupie wiekowej jest negatywny.
Stephenie J. Ventura z National Center for Health Statistics, współautorka raportu powiedziała, że narodziny tak dużej liczny nieślubnych dzieci nie oznacza, że ich ojcowie są nieznani lub nieobecni w życiu samotnych matek. Badania wykazują, że ponad 20% wszystkich młodych mam poniżej 20 roku życia to panny, które mieszkają z ojcami dzieci w czasie, gdy te przychodzą na świat. Także wśród niezamężnych matek między 20 i 24 rokiem życia, które żyją z ojcami swoich dzieci bez zalegalizowania związku ten odsetek jest wysoki i wynosi 13%.
„Jestem z dziewczyną od 5 lat. Nie decydujemy się na ślub, bo to zbyt kosztowne. Mamy na to czas. Myślę, że decyzję o zawarciu małżeństwa mogłyby przyspieszyć narodziny naszego dziecka, ale narazie na to się nie zanosi” – twierdzi 27-letni Zbyszek K. z Queensu.
Według najnowszych danych statystycznych, średnia wieku mężczyzn wstępujących na ślubny kobierzec w USA to 27 lat, natomiast statystycznie kobieta wychodzi za mąż w wieku 25 lat. W 1950 roku średni wiek decydujących się na związek małżeński mężczyzn i kobiet wynosił odpowiednio 23 i 20 lat. Odnotowano też, że liczba nieślubnych par w USA w 2005 roku wyniosła ponad 1,7 miliona, podczas gdy w 1970 roku było ich jedynie 200 tysięcy.
|