O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2006
Drodzy Czytelnicy,
Święta Bożego Narodzenia w naszej polskiej tradycji mają szczególne miejsce. To czas radości, spędzania czasu w gronie rodzinnym, ale także zadumy i refleksji. Trochę nam się one skomercjalizowały, ale to przecież od nas samych zależy, czy będą radosne i zachowają swój magiczny urok. Nowy Rok z kolei to nie tylko sylwestrowe szaleństwa, ale i czas podsumowań, nowych nadziei i planów – coś się kończy i coś zaczyna. Mamy nadzieję, że będzie to dla Państwa dobry rok, pełen spełnionych marzeń i zrealizowanych celów, a „2Tygodnik Polonijny” będzie Państwa przyjemnym i nieodzownym towarzyszem.
Nr 54 12-19-2006
Tradycja
Boże Narodzenie na sprzedaż

Mama z dzidziusiem
Nie znam zwyczaju bardziej odrażającego ani bardziej niebezpiecznego niż obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia zanim nadejdą. Istotą każdego święta jest przecież właśnie to, że rozpoczyna się tak cudownie nagle. Chwilę temu był jeszcze zwyczajny dzień i wtem, moment później, dzień staje się nadzwyczajny.

(..) Wszystkie tradycje związane z Bożym Narodzeniem sprowadzały się do tego, że nie wolno było czegoś robić - czy to dotykać, czy mówić, czy wiedzieć - póki nie nastały Święta.“ Tak pisał w 1908 r. Gilbert Keith Chesterton. To, co tak bardzo oburzało brytyjskiego pisarza i publicystę to fakt ukazywania się świątecznej prasy na długo przed nadejściem świąt. „Rzuca się w oczy - pisał - zwłaszcza gdy człowiek kupuje świąteczne wydania miesięczników, które ukazują się z takim wyprzedzeniem, że czytelnik, dalibóg, nie zdążył jeszcze odżałować makowca z zeszłego roku, a co dopiero mówić o przymierzaniu się do makowca w roku bieżącym.“ Dziś, po prawie stu latach, Chesterton miałby, niestety znacznie więcej powodów do oburzenia. Katolickie święto, jakim jest Boże Narodzenie od wielu już lat jest przekształcane w gigantyczny kiermasz przemysłowo-handlowy. Towarem stał się nawet opłatek, sprzedawany w supermarketach przez ekspedientki namawiające do jego kupna obok serków, mydełek i innych produktów wciskanych klientom jako szczególne okazje. Na długo wcześniej, zanim w Kościele rozpocznie się okres Adwentu będący czasem duchowego przygotowania się do przeżycia tajemnicy Bożego Wcielenia na ulicach, w sklepach, instytucjach inauguruje się święta. Pojawiają się choinki, rzęsiście oświetlone świąteczne dekoracje, świąteczne reklamy, girlandy, na ulicach i w sklepach rozbrzmiewają kolędy, pojawiają się masowo „mikołaje“, którzy reklamują lub sprzedają wszystko, co tylko jest do sprzedania. I to wszystko odbywa się w kraju, w którym zdecydowana większość deklaruje wyznawanie religii katolickiej. Czyżby cały handel znajdował się już w obcych, wrogich katolicyzmowi i Polakom rękach, a wszyscy „mikołaje“ i ekspedientki-śnieżynki to jakaś kosmiczna inwazja ? Na naszych oczach i przy naszej milczącej aprobacie odbywa się proces laicyzacji świąt Bożego Narodzenia, proces mający odebrać tym świętom ich charakter religijny. Boże Narodzenie traktowane wyłącznie zewnętrznie, sprowadzane do świątecznych rekwizytów nie tylko prowadzi do utraty „wewnętrznego“ sensu Bożych Narodzin, ale również do swego rodzaju profanacji istotnych jego elementów. Opłatek, przynoszony do domów z Kościoła, od którego dzielenia się z najbliższymi rozpoczyna się wieczerza wigilijna, ma w naszej Ojczyźnie szczególne znaczenie. Polski opłatek towarzyszył nam we wszystkich najtrudniejszych i najbardziej tragicznych wydarzeniach naszej historii. Łamano się nim ze łzami na emigracji po klęskach narodowych powstań i w wigilie lat drugiej wojny światowej. Wysyłamy go w listach do krewnych i przyjaciół znajdujących się daleko od rodzinnego kraju. Kiedy w wieczór wigilijny śpiewamy kolędę „Cicha noc“ to mamy świadomość, że dane jest nam przeżywać tę jedną, jedyną i niepowtarzalną noc, która zdarza się tylko raz w roku. Oczywiście, może ktoś powiedzieć, że kolędy, choinka, Mikołaj, na którego czekają dzieci to tylko oprawa świąt, a nie ich istota. To prawda. Jednak nie sposób nie zgodzić się tu z następującą opinią Chestertona: „... cała ta bożonarodzeniowa tajemniczość stanowi po prostu ceremoniał; ale ten, kto nie lubi ceremoniału, w ogóle nie powinien obchodzić Bożego Narodzenia. (...) Nie pojmuję, czemu ktoś miałby sobie zawracać głowę udziałem w ceremonii, skoro nie chce jej spełnić z należytą ceremonialnością. (...) Bądźmy zatem konsekwentni. Albo obchodźmy Boże Narodzenie jak przystoi - albo nie obchodźmy tego święta wcale.“

Psycholog radzi
Powszednie gesty miłości

Pełna miłość małżeńska szuka różnych form wyrazu. Małżonkowie wyrażają swoje uczucia bez specjalnie wybranego czasu i miejsca. Wzajemne odnoszenie się do siebie męża i żony to coś więcej niż przejaw dobrego wychowania czy czegoś, co nazwiemy kulturą bycia ze sobą.

Mama z dzidziusiem

Ton wypowiedzi, przelotny uśmiech, spojrzenie, porozumiewawcze mrugnięcie okiem, przytulenie się, pogłaskanie, uścisk, spacer pod rękę to gesty, które mówią o małżeńskiej miłości, które tworzą atmosferę życia w rodzinie i w domu. Gesty dla nas, ale również dla naszych dzieci. Niech one widzą, że rodzice się kochają i wyrażają to wobec siebie w taki właśnie sposób. Można być dobrze wychowanym, umieć powiedzieć: „dziękuję”, „przepraszam”, ale można to robić bez cienia życzliwości, serdeczności, bez uczucia. Z wielu kontaktów z ludźmi posiadamy takie doświadczenie zimnej uprzejmości. Ktoś nawet się uśmiechnie, ale czujemy, że nie jest to uśmiech wyrażający szczerość i sympatię. Mówimy wówczas: „Trudno, taki jest, trzeba z nim delikatnie się obchodzić, aby nie zaogniać niemiłej sytuacji“. W małżeństwie też jest to możliwe, ale o wiele bardziej bolesne, gdy brakuje czułości, szczerości uczuć, serdeczności. Bywa i tak, że małżonkowie nie mogący wyrazić uczuć nie zauważają, że miłości już nie ma, że już ją zagubili. Albo jedno z małżonków stwierdza, że to nie była miłość, tylko młodzieńcza fascynacja. Teraz są już sobą znudzeni. Nie wystarczy powiedzieć sobie raz na początku, że się kochamy. Miłość musi być codziennie uobecniana przez różne znaki. Kiedyś młoda mężatka powiedziała mi: „Proszę pana, gdyby nie ta cała oprawa czułości, zalotne nasze gesty, nastrój podczas dnia, wówczas nasze spotkanie, to najbardziej intymne, byłoby czymś okropnym, rozładowaniem tylko fizycznego napięcia. Dzięki nieustannym gestom informującym nas o naszym uczuciu, nasze współżycie jest ukoronowaniem tych powszednich gestów miłości”. Są nimi m.in.: - miłe, czułe zwroty, imiona wypowiedziane zdrobniale, ton wypowiedzi w ogóle, - przelotne pocałunki na „dzień dobry”, „do widzenia”, „dziękuję”, - przytulenia, objęcia, głaskanie, trzymanie się za ręce, - kwiaty jako wyraz pamięci, jako symbol słów „kocham cię“, „jestem przy tobie“, - uśmiech serdeczny, czuły, a czasem zalotny, - wspólna odpowiedzialność za pracę w domu, za to, co się dzieje w domu, w rodzinie, - czułość, troska rozumiana jako troska o drugiego człowieka wyrażana słowami: „pragnę, aby tobie kochanie było ze mną dobrze“, - bardzo indywidualne i osobiste znaki, rozumiane tylko przez małżonków, np. czułe przezwiska, pstryczek w nos lub ucho, drobny prezencik bez okazji, szczególny dotyk Wiemy, że czasami bardzo trudno jest dorosłego człowieka nauczyć czułości, jeżeli nie zaznał jej w dzieciństwie. Trudno wymagać zwykłej grzeczności, jeżeli dookoła jest chamstwo i wulgaryzmy, gdy ktoś ma bardzo trudny charakter, niepohamowane, chore ambicje bycia kimś za cenę rozbicia własnej rodziny. Niektórzy wręcz wstydzą się okazywania swoich uczuć, a jeszcze inni po prostu nie umieją. Ale... właśnie małżeństwo jest taką intymną wspólnotą, gdzie w zaufaniu można otworzyć się przed współmałżonkiem całkowicie, bo przecież się kochamy, bo mamy do siebie zaufanie. Im wcześniej podejmiemy próbę ubogacania naszej miłości o czułość, serdeczność wyrażaną poprzez te powszednie gesty miłości, tym większą mamy szansę poczuć się prędzej bardziej szczęśliwymi w małżeństwie, odkryć jeszcze jedną formę naszych wzajemnych kontaktów, ubogacić miłość: „Jak dobrze, że jesteś obok mnie. Bez ciebie moje życie byłoby bardzo smutne, bezbarwne, zimne, nieczułe, bez poczucia bezpieczeństwa. Byłoby po prostu źle“. Teraz chciałbym zaprosić do osobistej refleksji nad własnym małżeństwem i nad tymi gestami. Jak to jest u nas, teraz gdy jesteśmy razem 2, 10, 15, 25, a może więcej lat?

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt