O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2006
Drodzy Czytelnicy,
Święta Bożego Narodzenia tuż, tuż. Tu w Ameryce czuć je, widać i słychać na każdym kroku, już właściwie od początku listopada. My Polacy, mamy jeszcze przed sobą Andrzejki i związane z tym piękne tradycje. Mamy nadzieję, że Państwo je kultywują i będą się bawić na balach i prywatkach.
W obecnym wydaniu „2TP” znajdą Państwo ciekawe artykuły, felietony i reportaże z imprez polonijnych.
Nr 51 11-13-2006
Gość specjalny "2TP"
Od narodzin aż po szkołę...

Mama z dzidziusiem
Z dr Małgorzatą Kortowską, pediatrą rozmawiał „2TP”.

Jak długo przebywa Pani Doktor w USA i co tu Panią przywiodło?
Jestem w USA od 15 lat. Na fakt ten wpłynęła sytuacja w kraju i w polskiej medycynie. Nie widziałam w Polsce dla siebie perspektyw, no i trochę moje korzenie. Rodzice mojej mamy mieszkali dawno temu w New Jersey, a dokładnie w Passaic. Po I wojnie światowej i odzyskaniu niepodległości wrócili do Polski i kupili duży majątek ziemski. Nie przewidzieli II wojny światowej i wysiedlenia. Babcia zmarła w czasie wojny jako młoda kobieta, z całkiem błahego powodu - zapalenia pęcherzyka żółciowego. Jest pochowana na Cmentarzu Rakowieckim w Krakowie. Dziadek po wojnie wrócił z dziećmi do zrabowanego majątku. Niestety, wszystko wyglądało już inaczej. Jako posiadacz ziemski nie był mile widziany i zdecydował się wrócić do USA. Nigdy mu się to jednak nie udało, bo nie dostał pozwolenia i rodzina była zmuszona zrzec się obywatelstwa USA. Takie to były czasy.
Lekarz - powołanie czy zawód - jak inne?
W moim przypadku definitywnie powołanie i tradycje rodzinne. W domu nikt nie uprawiał innego zawodu. Tato mój był radiologiem. Wiele czasu spędzałam w ciemni pomagając mu odczytywać zdjęcia. Od dziecka wiedziałam, że będę lekarzem. Mój starszy brat był całkiem innym dzieckiem. Mdlał na widok krwi i zawsze twierdził, że nigdy nie będzie lekarzem. Aż do dnia, kiedy na 2 tygodnie przed egzaminami wycofał podanie z Politechniki i przeniósł je na Akademię Medyczną. No i jest wspaniałym chirurgiem. Zobaczymy, co wymyślą nasze dzieci.
Dlaczego wybrała Pani pediatrię?
Pediatria jest bardzo radosną i wdzięczną specjalnością. Miło jest być przy narodzinach dziecka, obserwować jak rośnie, stawia pierwsze kroki, idzie do szkoły i ze zbuntowanego nastolatka staje się troskliwym rodzicem. Jako pediatrę cieszy mnie fakt, że dzieci bardzo szybko wracają do zdrowia i to jest cudowne. Za to w poczekalni bywa bardzo głośno i nie każdy może to znieść (śmiech).
Czy lekarz pediatra powinien być również psychologiem dziecięcym?
Nie tylko psychologiem dziecięcym, ale i psychologiem rodziców, a w szczególności mam naszych milusińskich.
Jak dotrzeć do dziecka, by zaufał lekarzowi? Czy wystarczy uśmiech?
Sam uśmiech nie wystarcza, pediatra musi mieć także specyficzną osobowość i podejście do dzieci. Moi mali pacjenci często nawet nie zdają sobie sprawy, że są w gabinecie lekarskim. Ja nigdy nie zakładam białego kitla. Poza tym ważna jest także sprawa dekoracji, kolorów w gabinecie. To bardzo pomaga. Z tego względu sama zaprojektowałam i udekorowałam wnę­trza, a zbudował go od podstaw mój przyjaciel Staś Padykula. Mamy również spore akwarium, do którego dzieci przylepiają swoje noski.
Czy zgadza się Pani z opinią, że obecnie dzieci rodzą się mniej zdrowe niż np. nasi rodzice w momencie narodzin? Z czego to wynika?
Trudno powiedzieć czy dzieci rodzą się mniej zdrowe. Kiedyś chore dzieci po prostu nie przeżywały. Opieka zdrowotna nie była tak dostępna, jak obecnie. Dzisiaj wiele chorób można całkowicie wyleczyć. Pediatria to przede wszystkim profilaktyka, czyli zapobieganie chorobom. Zdążyliśmy już zapomnieć o wielu chorobach zakaźnych, które praktycznie zostały wyeliminowane dzięki szczepieniom. Praktycznie wyeliminowano przypadki odry, różyczki, świnki czy choroby Heinego-Medina. Ospa wietrzna należy również do rzadkości. Są to choroby wieku dziecięcego, które kiedyś trzeba było niestety przechorować. Większość dzieci jest szczepionych na WZW (wirusowe zapalenie wątroby – żółtaczka typu B i C – przyp. red.). Są również szczepionki redukujące ryzyko zachorowania na zapalenie uszu, pneumokokowe zapalenie płuc, meningokokowe zapalenie opon mózgowych. Pojawiła się ponownie szczepionka przeciw bardzo dokuczliwemu wirusowi Rota wywołującemu epidemię wymiotów i biegunki. Nadzieje niesie nowość na rynku - szczepionka zapobiegająca rakowi szyjki macicy. Przecież ciągle z tego powodu umierają kobiety. Szczepionkami będą objęte dziewczynki od 9-go roku życia. Natomiast definitywnie mamy więcej alergii, zarówno pokarmowych, jak i oddechowych. Związane jest to z zanieczyszczeniem środowiska i żywnością naszpikowaną związkami chemicznymi.
Poprawiła się sytuacja dzieci astmatycznych. Wczesne zdiagnozowanie i odpowiednie leczenie, zapobiegające ostrym atakom powoduje, że dzieci te chodzą do szkoły, mają znikomą absencję i co najważniejsze dla nich - mogą uprawiać sport.
Kim są Pani pacjenci? Jaki procent stanowią Polacy?
Mam pacjentów praktycznie z całego świata. Dużo jest polskich dzieci, ile procentowo - nie wiem, bo nigdy tego nie obliczałam. Ostatnio miałam ciekawy przypadek - rodzinę z Mongolii, mówiącą po polsku. Dziewczyny pracujące w moim gabinecie, oprócz j. angielskiego, mówią oczywiście po polsku i po hiszpańsku. Mój hiszpański jest również całkiem dobry i ciągle go udoskonalam.
Czy odwiedza Pani Polskę i co się w niej Pani najbardziej podoba?
Oczywiście, że odwiedzam Polskę, co najmniej dwa razy w roku. Od lat w lipcu i na Boże Narodzenie. Do tego stopnia mi się tam podoba, że zaczęłam budowę domu, który będzie repliką tego w Stanach, żeby nikt z domowników się nie mylił i po obudzeniu nie musiał myśleć, gdzie jest. Dom ma już swoją nazwę: „Pod kogutkiem”, więc zbieram wszystkie napotkane kogutki: szklane, porcelanowe, drewniane, metalowe, małe i duże. Czasami są to bardzo poważnych rozmiarów koguciska. Po czym pieczołowicie je pakuję i wysyłam do Polski. Ciekawe, jak zniosą tak daleką podróż przez ocean? Tego na razie się nie dowiem. Wypakuję je wszystkie dopiero wtedy, gdy dom będzie gotowy.
Jak spędza Pani wolny czas? Jakie są Pani pasje, zainteresowania?
Moje pasje? Mam ich całkiem sporo. Przede wszystkim uwielbiam podróżować, a szczególnie tam, gdzie jest ciepło. Jestem zakochana w Karaibach. Uwielbiam tam wszystko: wodę, powietrze, palmy, jedzenie, muzykę, wiecznie śmiejących się ludzi. Mam takie specjalne miejsce pod palmami, gdzie mogę godzinami patrzeć na morze i po prostu nic nie robić.
Jedno z moich hobby to zbieranie muszli. Robimy to na wyścigi z moją mamą, która zaczęła to robić wiele lat przede mną. Gdy jestem na jakiejkolwiek wyspie, to zawsze pierwsze pytanie przez telefon, które mi zadaje to „Czy są muszle?” Kupuję je w ogromnych ilościach w sklepach, na bazarach, od płetwonurków. Są dosyć uciążliwe w transporcie ze względu na kruchość i ciężar. Ale czego się nie robi dla swoich pasji.
Ulubiona książka, film, zespół, sztuka?
Moje ulubione książki w tej chwili to polski “Murator” i tym podobne ze względu na budowę domu. No i niezmiennie przewodniki po rożnych krajach. Film „Mój Nikifor”spodobał mi się do tego stopnia, że zaczęłam zbierać jego rysunki.
Gdzie i jak najchętniej Pani odpoczywa? Czy tego lata znajdzie Pani czas na wakacyjny odpoczynek?
Letnie wakacje zawsze spędzamy w Europie ze względu na moją mamę, która ma 83 lata i jest na wózku inwalidzkim. Jest więc to cała wyprawa, a wózek zwykle nadaje się do wyrzucenia po jednym sezonie. Często musi pokonywać największe wertepy, więc wypadają śrubki i odpadają kółka. Ale to nic. Mama znosi upały najlepiej z nas wszystkich. Zadaje mi tylko pytanie, co się z nią stanie na wypadek choroby, a ja na to, że nic, bo z taką ilością lekarzy na wyprawie nie może się nic złego przytrafić. W tym roku byliśmy w Hiszpanii, Portugalii i nawet udało nam się zahaczyć o Maroko. Było wspaniale. Myślę już o kolejnych wakacjach.
Czy angażuje się Pani w życie społeczne, kulturalne i towarzyskie Polonii? Czy ma Pani swoje ulubione polonijne organizacje, instytucje?
Niestety, na życie towarzyskie i kulturalne Polonii nie mam dużo czasu, ale może się to zmieni.
Pani marzenia, plany. Jakie jest Pani życiowe motto?
Moje marzenia to mieć więcej czasu dla siebie i przestać tak wiecznie gonić.
Jestem życiową optymistką i wyznaję zasadę „chcieć to móc”.
Dziękuję za rozmowę.

Psycholog radzi
Fobia szkolna

„Moja 12-letnia córka, która jest niezłą uczennicą, od pewnego już czasu nie chce chodzić do szkoły. Sprawia wrażenie osoby, która czuje lęk przed szkołą. Skąd to się bierze i jak temu zapobiec?” – pyta Krystyna K.

Mama z dzidziusiem

Istotą fobii szkolnej jest głównie mniejsza lub większa niemożność chodzenia do szkoły. Przybiera ona różne nasilenie począwszy od częściowej niechęci aż do absolutnej odmowy pozostania w szkole, spowodowanej silnym lękiem, przerażeniem lub paniką, występującymi w środowisku szkolnym.
Główne objawy somatyczne towarzyszące fobii szkolnej to: bóle głowy i brzucha, mdłości, wymioty i biegunki. Ustępują one zwykle po kilku godzinach, jeżeli rodzice pozwolą zostać dziecku w domu. Oprócz objawów somatycznych, dzieci z fobią przejawiają szereg obaw lub trosk za pomocą których usiłują uzasadnić niechęć do szkoły (lekcje są za trudne, nauczyciel jest niesprawiedliwy, uczniowie go nie lubią). Fobię szkolną łatwo odróżnić od uzasadnionych obaw przed pójściem do szkoły takich, jak lęk przed egzaminem czy lęk przed doświadczeniem realnej przemocy ze strony rówieśników. Wagary z kolei można odróżnić od fobii tym, że odbywają się one bez wiedzy rodziców i często są objawem odmiennych problemów związanych z zaburzeniami zachowania. Fobia szkolna występuje z taką samą częstością u dziewcząt jak u chłopców.
Matka dziecka z fobią szkolną jest uzależniona, często od własnej matki, z niską samooceną, nadopiekuńcza, usiłująca zaspokajać wszystkie potrzeby dziecka, utrzymując i utrwalając zależność dziecka. Troszcząc się w ten sposób o dziecko matka usiłuje zarówno zaprzeczyć własnym negatywnym uczuciom wobec niego, jak i zapobiegać jakiejkolwiek złości czy urazom z jego strony.
Przy wystąpieniu tendencji do fobii szkolnej, matka zaostrza sytuację współczując dziecku gdy narzeka na szkołę i zgadza się na pozostawienie go w domu. Chociaż w rozmowach zgadza się, że dziecko powinno jak najszybciej wrócić do szkoły, znajduje mnóstwo przyczyn, ze względu na które trzeba jeszcze z tym poczekać. Wobec dziecka często stosuje szantaż, apeluje do jego rozsądku, błaga go o rozwagę, pragnie aby było blisko zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Ojciec dziecka najczęściej nasila nieprawidłowy charakter kontaktu matki z dzieckiem poprzez akceptację nadopiekuńczej, infantylizującej postawy żony i przez dalsze podważanie jej i tak nadwątlonego poczucia kompetencji. Wśród ojców dzieci z fobią szkolną mamy do czynienia przeważnie z jednym z dwóch typów funkcjonowania.
Pierwszy, to mężczyźni bierni, zależni, ze słabym poczuciem własnej męskości i potrzebach przypominających potrzeby ich żon. Wobec dzieci są również nadopiekuńczy, ciągle się o nie troszczą, rozwijają u nich zależność i niesłabnące uwielbienie, starają się unikać jakichkolwiek negatywnych emocji w stosunkach rodzinnych, czasem są infantylni i wchodzą w rywalizację z dzieckiem o uczucia żony/matki, lub rywalizują z żoną o zdobycie roli macierzyńskiej w domu. Podobnie jak żony wycofują się, gdy napotykają złość dziecka i ulegają jego żądaniom przy najmniejszych sygnałach nieprzyjemnych reakcji.
Drugi typ ojca, charakteryzuje się energią, a nawet nadmierną męskością, minimalnym zaangażowaniem w sprawy rodzinne. Rodzina ma dla niego drugorzędne znaczenie, wobec pracy zawodowej, zainteresowań czy związków z innymi ludźmi. Przeważnie dowiaduje się o tym, że dziecko nie chodzi do szkoły przypadkiem, reaguje na to obwinianiem żony i krytykowaniem jej za brak umiejętności wychowawczych lub/i umywaniem rąk. Oba podejścia zaostrzają tylko problem.
Dziecko z fobią szkolną zwykle nienawidzi nadmiernej opiekuńczości swej matki. Prawidłowo rozpoznaje w jej przytłaczającej troskliwości próbę zduszenia lub zaprzeczenia jego tendencji do rozwoju i często wyczuwa wrogość, która leży częściowo u podłoża nadmiernej opieki. Ale zewnętrzne przejawy przywiązania matki i jej ciągła rezygnacja z własnych potrzeb na jego rzecz powodują, że wszelka złość, jaką odczuwa wobec niej, wzbudza silne poczucie winy. Często radzi sobie z tym poczuciem winy kierując swoją wrogość na zewnątrz..
Nadmierna koncentracja matki na dziecku i zaspokajanie jego wszystkich potrzeb, często powoduje rozwój dziecka w kierunku osobowości narcystycznej i związane z tym nierealistyczne przecenianie własnych możliwości. Kiedy sytuacja szkolna powoduje zagrożenie tego obrazu, przeżywa ono lęk i wycofuje się do warunków, w których może bez przeszkód zachować nierealistyczny obraz własnej osoby.
Według klasyfikacji zaburzeń psychicznych fobia szkolna jest jednym z zaburzeń lęku separacyjnego, nie jest fobią specyficzną jak np. nieracjonalny lęk przed lataniem, pająkami, wysokością, zamkniętą przestrzenią itd.
Podstawowym problemem do rozwiązania jest zatem, umożliwienie dziecku rozwoju poprzez uwolnienie go z nadmiernej symbiotycznej więzi z rodziną. Proces ten jest trudny, również ze względu na wyżej wymienione neurotyczne problemy rodziców dziecka. Metodą najbardziej skuteczną w tej sytuacji jest terapia całej rodziny, której dziecko jest tylko jednym z elementów.
Na poziomie behawioralnym, najbardziej istotne jest jak najszybsze przerwanie absencji dziecka w szkole. Konieczne jest zatem nawiązanie kontaktu ze szkołą, gdzie powinny być stworzone (przejściowo), bezstresowe, warunki powrotu dziecka do szkoły. Przeszkadza w tym częste mylenie fobii szkolnej z wagarami, co może powodować negatywne nastawienie uczących do dziecka.

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt