O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2006
Drodzy Czytelnicy,
Wrzesień kojarzy się Polakom raczej ze smutnymi rocznicami - atakiem na Polskę hitlerowskich Niemiec 1 września 1939 roku oraz wtargnięciem wojsk sowieckich na wschodnie obszary naszego kraju 17 września tego samego roku. Pierwsze z tych wydarzeń rozpoczęło najbardziej krwawą w historii świata II wojnę światową. W pejzaż tych smutnych wrześniowych rocznic wpisuje się tragedia z 11 września 2001 roku - atak na wieże WTC i Pentagon w USA. O tych wydarzeniach przypominamy w obecnym wydaniu naszego magazynu. Dla uczniów i studentów wrzesień oznacza powrót do szkoły. Skończyły się wakacje i nadszedł czas nauki. Życzymy im wytrwałości w zdobywaniu i pogłębianiu wiedzy oraz samych sukcesów, a Państwu życzymy przyjemnej lektury.
Nr 09 -05-2006
Gorący temat
Na pielgrzymkowym szlaku

Mama z dzidziusiem
Jak już wspomnieliśmy w poprzednim numerze „2TP”, w dniach 10-13 sierpnia 2006 roku odbyła się XIX Piesza Pielgrzymka do Amerykańskiej Częstochowy w Doylestown w stanie Pensylwania. Odbyła się ona z okazji Święta Wniebowstąpienia Matki Bożej i wyruszyła wczesnym rankiem z parafii Św. Piotra i Pawła w Great Meadows, NJ.

Pielgrzymi mieli do przejścia w ciągu czterech dni około 65 mil.Szli bardzo malowniczą trasą: wśród lasów, pól i łąk, mijając liczne wioski i miasteczka. Pogoda dopisała - oprócz krótkiego deszczu pierwszego dnia było sucho i słonecznie, przy tym niezbyt gorąco.
Pielgrzymi podzieleni byli na 3 grupy. Pierwszą polską grupę dla dorosłych poprowadzili Ojcowie Redemptoryści, a przewodniczył jej, jak co roku, Ojciec Jan Kwiecień. Drugą polską grupę - młodzieżową - prowadzili Ojcowie Paulini pod przewodnictwem Ojca Anzelma Chałupka. Natomiast trzecia, z roku na rok coraz bardziej rozrastająca się grupa amerykańsko-hiszpańska, była prowadzona przez braci Franciszkanów z Nowego Jorku, na czele z Ojcem Mariuszem Kochem. Grupy maszerowały w półgodzinnych odstępach, zatrzymując się na krótkie postoje co 2-3 mile.
Perfekcyjna była organizacja pielgrzymki, w którą zaangażowanych było ponad 200 osób. Koordynacja tak wielkiej imprezy jest przedsięwzięciem naprawdę na ogromną skalę. Zagwarantowanie bezpieczeństwa na drogach, nagłośnienie, serwis porządkowy, przygotowanie i dostarczenie posiłków, wody, przewóz bagaży i wiele innych obowiązków jest wykonywane przez rzesze wolontariuszy. Przygotowanie imprezy trwa praktycznie przez cały rok. Wszystko zapięte było na przysłowiowy ostatni guzik. Głównym organizatorem pielgrzymki jest niestrudzony proboszcz z Great Meadows, Ojciec Ignacy Kuziemski, a jej głównymi koordynatorami pan Szczepan Radziński i pani Zofia Ryngwelska.
Każdego dnia pielgrzymi maszerują praktycznie od rana do nocy, ale swój trud ofiarowują Matce Bożej w niesionych w swoich sercach intencjach. Obolałe mięśnie, stawy i stopy, odciski oraz zmęczenie przyjmowane są przez uczestników z nadzwyczajną wyrozumiałością, wszak jest to jakby wpisane w scenariusz pielgrzymki. Wszyscy pątnicy zgodnie podkreślają wspaniałą atmosferę, życzliwość i poczucie jedności. Głównym punktem każdego dnia była wspólna Msza Św. dla wszystkich uczestników pielgrzymki.
Według organizatorów, pierwszego dnia zarejestrowanych było około 1000 osób, w następnych dołączyło kilkaset kolejnych. W niedzielę było ich już oficjalnie ponad 1800, choć liczba pielgrzymów wchodzących do maryjnego sanktuarium była z pewnością znacznie wyższa, gdyż wiele osób, które dołączyły do pielgrzymki w czasie weekendu, nie rejestrowała się. Duchowymi przewodnikami pielgrzymki byli w tym roku biskupi: Czesław Stanula z Brazylii oraz Tomasz Wiencki z Orlando, którzy szli całą trasę z resztą grupy. Ponadto wzięło w niej udział około 80 osób duchowych (księży, ojców, braci i sióstr zakonnych).
W niedzielę, 13 sierpnia, przywitał pielgrzymów na przedpolach Amerykańskiej Częstochowy prowincjał Zakonu Paulinów w USA, Ojciec Krzysztof Wieliczko. Zwieńczeniem pielgrzymki była uroczysta msza św. w sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej, w której wzięło udział tysiące wiernych.
Wypowiedź Ks. Biskupa Czesława Stanęli, CSRS z Tabuny, Brazylia
„Tegoroczna pielgrzymka była wielkim utwierdzeniem w wierze biorących w niej udział wiernych. Najbardziej uderzyła mnie liczba osób, które uczestniczyły w pielgrzymce: ponad tysiąc pierwszego dnia. Pielgrzymka codziennie rosła liczebnie i dołączali do niej nowi pątnicy. Przybyli na nią ludzie z dalekich zakątków Ameryki, z zagranicy, nawet z Indii. Ludzie pielgrzymują z wielką wiarą i pobożnością. Widziałem osobę w podeszłym wieku, która szła dzielnie, a jedynie w niektórych trudniejszych momentach przy wspinaniu się pod górki, prosiła o pomoc inne panie czy siostry zakonne, by móc się na nich wesprzeć. Uderzyło mnie wielkie pragnienie pogłębienia i przeżywania wiary. Konferencje i rozmyślania były uważnie słuchane, a następnie komentowane. Wielką rolę odgrywali kapłani, którzy szli i udzielali pomocy duchowej pielgrzymom. Prawie całej pielgrzymce towarzyszyła modlitwa na różańcu, rozważania stacji Drogi krzyżowej i koronki do Miłosierdzia Bożego. Można powiedzieć, że pielgrzymka była wielkim wydarzeniem religijnym i wspólnotowym ludzi, których łączy ta sama wiara i miłość do Matki Bożej Częstochowskiej. Pod koniec pielgrzymki czuło się, że jesteśmy jedną wielką rodziną. Słowa uznania należą się całej ekipie, która pracowała na zapleczu, czy to w kuchni, czy to w dziale porządkowym lub innym sektorze organizacyjnym. Była to duża, pracująca zgodnie ekipa. Codziennie uczestniczyli we mszy św., która była dla nich pokarmem duchowym na cały dzień trudnej pracy. Wielkie uznanie należy się pokornemu, cichemu, ale dynamicznemu księdzu Ignacemu Kuziemskiemu oraz jego pomocnikowi ks. Stanisławowi Lewińskiemu”.

Gość „2TP”
Zapracować na sukces

Z Kamilem Marasem rozmawiała red. Barbara Aleksandrowicz z  „2Tygodnika Polonijnego”.

Mama z dzidziusiem

Masz zaledwie 26 lat, a można o Tobie śmiało powiedzieć, że osiągnąłeś już w życiu bardzo wiele. Z sukcesami zawodowymi przeplatają się sportowe – jesteś bowiem mistrzem Stanów Zjednoczonych w karate w stylu kyokushin. Masz piękny dom, urodziwą żonę...
To prawda, że mimo młodego wieku osiągnąłem w życiu sporo. Swoje sukcesy zawdzięczam przede wszystkim ciężkiej pracy i… rodzicom. Ojciec Jerzy, który jest prawnikiem i mama Barbara, która od lat zajmuje się biznesem, zadbali nie tylko o moje wykształcenie, ale i wychowanie, wpajając mi pewne wartości, na które nie ma ceny. Dali mi również szansę na rozwijanie swoich zainteresowań i pasji.
Od ponad roku prowadzisz swój biznes. Wcześniej byłeś głównym szefem ds. bezpieczeństwa lotów w USA, pracując w prywatnej firmie ochroniarskiej JCM.
Obecnie prowadzę własną firmę budowlano-inwestycyjną zajmującą się renowacją elewacji zewnętrznej budynków mieszkalnych, którą przejąłem po mamie i ojczymie Jerzym Banelu, po ich przeprowadzce na Florydę. Nie bez żalu rozstałem się z JCM, ale uznałem, że nadszedł czas zmian w moim życiu. Ponadto praca była stresująca i szczerze mówiąc nie zapewniała mi satysfakcji finansowej.
Kiedy przybyłeś do USA i jak zaczęła się Twoja droga do sukcesu?
Do Stanów Zjednoczonych przybyłem w wieku 13 lat. Pochodzę z Krosna. Po ukończeniu gimnazjum zostałem słuchaczem Union County College, a następnie studiowałem na Kane University w Union, gdzie na wydziale zarządzania i biznesu uzyskałem dyplom bakałarza.
Był rok 1999. Byłem wtedy w senior high school i szukałem jakiejś pracy na popołudnia i wieczory. W jednej z gazet znalazłem ogłoszenie, że potrzebny jest pracownik do prywatnej firmy ochroniarskiej John C. Mandel Security Bureau Inc. na Międzynarodowym Lotnisku w Newark. Główna siedziba firmy mieści się w Nowym Jorku. Posiada siedem innych, poza tą w Newark i Nowym Jorku, placówek na terenie USA. Firma czuwa nad bezpieczeństwem pasażerów samolotów korzystających z dziewięciu największych portów lotniczych w Ameryce Północnej.
Nie wahałem się ani chwili. Poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną i pracę otrzymałem. Polegała ona na ochronie samolotów po ich przylocie aż do czasu ich odlotu. Pracę w firmie ochroniarskiej kontynuowałem w czasie studiów. Przez cały ten czas pomagałem swojemu szefowi w rozwoju firmy. Przeszedłem przez wszystkie szczeble. W 2002 r. powierzono mi stanowisko menedżera placówki w Newark. Zarządzałem pięćdziesięcioma pracownikami. Półtora roku później, po odejściu mojego szefa na emeryturę, mianowano mnie głównym szefem firmy. Miałem pod sobą ponad 1000 osób i byłem odpowiedzialny za życie wielu ludzi. Moje obowiązki polegały na koordynowaniu pracy pięciu placówek – w Bostonie, San Francisco, Los Angeles, Las Vegas i Newark. Byłem odpowiedzialny za działalność każdej z filii i za swoje decyzje.
Na czym polegała praca Twoich podwładnych? Kim są ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo lotu?
Do obowiązków pracowników firmy należy m.in. nadzorowanie pracy mechaników i obsługi rozładowującej i ładującej samolot, nadzorowanie pracy załogi samolotu, przeszukanie samolotu przed rejsem i po rejsie, przeprowadzenie odprawy celnej i paszportowej, bezpieczne wprowadzenie pasażerów na pokład samolotu, a także wyrywkowe sprawdzanie bagaży przed wystartowaniem i po wylądowaniu samolotu. Firmy ochroniarskie współpracują na co dzień z urzędem celnym, policją, FBI i innymi służbami specjalnymi. Zatrudniają ososby obu płci. Większość z nich to ludzie w wieku ok. 30 lat. 70% stanowią mężczyźni, 30% kobiety. Są to obywatele amerykańscy pochodzący z różnych krajów świata, w tym Polacy.
Kandydat na ochroniarza musi przejść odpowiednie szkolenie oraz badania medyczne. Praca jest trzy-zmianowa. Wymaga skupienia, zdyscyplinowania, ale też i szybkiego działania.
W obecnej sytuacji szczególną uwagę zwraca się na pasażerów z tzw. No Fly Passengers List, czyli z tzw. czarnej listy. Znajdują się na niej osoby, które mogą mieć powiązania z terroryzmem lub miały je w przeszłości.
Jakie linie lotnicze obsługiwaliście? Czy spotkałeś jakichś ciekawych, znanych ludzi?
Obsługiwaliśmy osiem linii lotniczych, m.in. PLL LOT. Osobiście ochraniałem Kofi A. Annana, sekretarza generalnego ONZ, który w 2002 r. spędził na lotnisku w Newark kilka godzin, a także byłych premierów: Leszka Millera i Marka Belkę; brytyjskiego boksera Lennoxa Lewisa i Monicę Lewinsky. Miałem też okazję spotkać się z byłym prezydentem Billem Clintonem.
Czy sprawność fizyczna odgrywa w pracy ochroniarza jakąś rolę? Ty sam jesteś niebywale wysportowany. Od kilku lat tu, w USA, wytrwale trenujesz karate pod okiem Sensei Romana Hermana i  jesteś w tym znakomity.
Sprawność fizyczna nie odgrywa tu najważniejszej roli, ale jest niewątpliwie plusem. To, że jestem wysportowany, w dużej mierze zawdzięczam ojcu, który, jeszcze w dzieciństwie, zaraził mnie zamiłowaniem do sztuki walk wschodnich. Obaj przez kilka lat z pasją trenowaliśmy karate i judo. Tu, w USA, uczęszczam na treningi kyokushin karate do szkoły Sensei Romana Hermana w Garfield. Jak sama wiesz, bo i Ty trenujesz w jego dojo, jest to znakomity nauczyciel, i to jemu głównie zawdzięczam swoje sukcesy w karate. Chętnie też biorę udział w większych zawodach i cieszę się z każdego sukcesu.
A trzeba powiedzieć, że masz ich wiele. W listopadzie zeszłego roku wywalczyłeś tytuł mistrza Stanów Zjednoczonych w kategorii wagi ciężkiej… Gratuluję!
Dziękuję bardzo. Mistrzostwa „15th Annual American International Karate Championships” odbyły się 5 listopada 2005 r., Rochester w stanie Nowy Jork. Wzięło w nich udział wielu zawodników, m.in. ze stanów Virginia, Maryland, Pennsylvania, Connecticut, Arizona, Illinois, Nowy Jork, New Jersey i z Kanady. Zawody dostarczyły wiele emocji i wrażeń. Zawodnicy byli świetnie przygotowani, a poziom imprezy bardzo wysoki. Ja sam trafiłem na bardzo trudnych przeciwników. Jeden posiadał 2 dan, a ja, jak wiesz, mam 3 kyu. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się aż tak wielkiego sukcesu. Z drugiej jednak strony treningi pod kierunkiem Sensei Romana Hermana, regularne treningi i sparingi z Sempai Arturem, musiały przynieść efekty.
Jaki jest mistrz karate poza pracą? Jakie ma zainteresowania i pasje? Gdzie mieszka i jak spędza wolny czas? Czy lubi latać samolotem?

Od trzech lat mieszkam w Hazlet, NJ wraz z żoną Patrycją, która jest celniczką w Sea Port w Newark oraz labradorem Calibem. Calib kilka lat przepracował w urzędzie celnym w Newark. Teraz jest na zasłużonej emeryturze. Żywo interesuję się polską kulturą i tradycją. Szczególnie bliskie są mi Bieszczady. Gdyby tak dało się przenieść je tutaj, do USA! Moją pasją było i jest karate. Wolny czas spędzam najchętniej z żoną w domu lub gdzieś na łonie natury. W domu rządzi żona. Swój stres, a nie brak go w jej pracy, odreagowuje w kuchni tłukąc się garnkami (czego plonem są wyśmienite obiadki) i pokrzykując na mnie. Bywam wtedy potulny jak baranek. (Śmiech) W ogóle Patrycja jest wspaniałą żoną. Ja mam dyżur w kuchni w niedziele rano, co oznacza śniadanko do łóżka. Czy lubię latać samolotem? Jasne. Nie przepadam jedynie za lądowaniem...
Zdradzę Ci sekret, który przyprawia mnie o prawdziwą dumę – Patrycja jest w ciąży. To dla mnie największa radość…
Dziękuję Ci za rozmowę i życzę dalszych sukcesów i powodów do dumy

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt