O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2006
Od Redakcji
Drodzy Czytelnicy,
Jak zapewne Państwo zauważyli, nasz magazyn zmienił się w dwutygodnik. Jest to odpowiedź na prośby Czytelników, którzy twierdzili, iż w pewnych punktach sprzedaży był on zbyt krótko. Teraz będą Państwo mieli więcej czasu, by przeczytać go od „deski do deski”. Obecnie wszyscy pasjonujemy się występami polskiej reprezentacji na Mundialu w Niemczech i trzymamy kciuki za naszych chłopców...
Życzymy przyjemnej lektury
Nr 21 05-30-2006
Gość specjalny „2TP"
Kosmiczne korzenie człowieka
Z prof. dr Leszkiem Weresem rozmawiała Barbara Aleksandrowicz
Jest Pan prawnikiem, socjologiem, matematykiem, astrologiem i kosmobiologiem. A najbardziej...
człowiekiem, a więc nic, co ludzkie nie jest mi obce. Jako zdeklarowany humanista (najlepsze uczelnie amerykańskie i polskie) ze zdumieniem odkryłem, iż matematyczna teoria gier (doktorat), czyli studium racjonalnych zachowań w sytuacjach konfliktowych, intensywnie współbrzmi z logiką planetarnych cykli, współdecydujących o wymiarze nie tylko egzystencji każdego z nas, ale i trendów rozwojowych, narodowych, kulturowych i cywilizacyjnych. Najbardziej pasuje do mnie określenie kosmoekologa kultury.
Interesuje się Pan również astrologią - dziedziną wielce ulotną.
Astrologią zawsze interesowały się najtęższe umysły każdej epoki (oczywiście, nie tą gazetową). Nasze potoczne o niej wyobrażenia pozostają w jawnej sprzeczności z rzeczywistym, słabo zresztą znanym, wizerunkiem tego dynamicznego, logicznego i probabilistycznego systemu wiedzy. Leszek Szuman mawiał: „Astrologia nie zna przeciwników, tylko ignorantów”. Bezpodstawność zarzutów stawianych astrologii (ale i bezsensowność tej gazetowej), ukazaliśmywraz z Rafałem Prinke w wydanej przed laty książce „Mandala życia. Astrologia - mity i rzeczywistość”. Trzeba wiedzieć, że to nie gwiazdy wpływają na losy człowieka, ale konfiguracje planetarne transformujące energię Kosmosu.
Konfiguracje te ze względu na znane nam okresy trwania poszczególnych cykli planetarnyvch, pozwalają precyzyjnie, a w dodatku ilościowo datami, opisać życie każdego z nas w dowolnym momencie jego trwania.
Jako że horoskopy jakie czytamy w gazetach są nieprawdziwe, zatem nie jesteśmy Pannami, Lwami, Bliźniętami...
To w ogóle nie są horoskopy, bo dla ich wyliczenia (nazywam je kosmogramami) potrzeba dokładnego czasu urodzin i znajomości współrzędnych miejscowości. Każdy człowiek w swoim życiu, wielokrotnie, różnymi cyklami planetarnymi, przechodzi przez wszystkie lub niektóre tylko fazy zodiakalnego rozwoju - od Barana do Ryb. Powstaje symboliczna spirala rozwoju osobowości, osobista mandala człowieka, symbolicznie od wojownika (Barana) do mistyka (Ryb). Zodiak to roczny czas obiegu ziemi wokół Słońca i nie ma on nic wspólnego z gwiazdozbiorami poza nazwami, gdyż gwiazdozbiory skutkiem precesji punktów równonocy przesunęły się względem zodiaku. Ale o tym „drobnym szczególe” zdają się wciąż zapominać niedouczeni, choć ponoć uczeni, krytycy astrologii.
Zodiak Barana zaczyna się zawsze 21 marca (wiosna), niezależnie od tego, gdzie są gwiazdozbiory.
W jednej z Pana pięciu książek, w „Homo Zodiacus”, prezentuje Pan postacie literatury światowej.
Stworzyłem unikatowy katalog kilkudziesięciu, a raczej kilkuset, literackich, jungowskich archetypów zodiaku. Ponieważ nikt nie jest związany z jedną tylko fazą zodiaku (panta rei, a więc wszystko jest w ruchu), dałem przykłady jej wzorcowego ujęcia, czyli jakby 100-procentowego znaku, którym nie jest nikt z nas. To pierwsza i jedyna taka pozycja (prawie 500 stron) w świecie.
Ukazałem, że m.in. Basia Wołodyjowska, Winicjusz i Scarlet O’Hara, to faza Barana, Byczek Fernando, ale i stary Boryna to Byki, Piotruś Pan - Bliźnięta, Mały Książę - Rak, Tomek Sawyer i Trzej muszkieterowie - zodiakalne Lwy, Alicja w krainie czarów - Panna, Barbara Niechcic, Telimena i Petroniusz (choć na różnych poziomach), to przecież Wagi, Cezary Baryka, Konrad Wallenrod, bohaterowie Dostojowskiego i Kapitan Ahab, to Skorpiony, Jacek Soplica (ksiądz Robak) - Strzelec, Bogumił Niechcic i Robinson Kruzoe, Martin Eden, ale i Kłapouchy (tak, ten z Kubusia Puchatka) to Koziorożce, Ambroży Kleks, dr Żywago, a nade wszystko Kapitan Nemo - Wodniki, też Dziewczynka z zapałkami, Hamlet, Jan Valiean („Nędznicy”), a także Ania z Zielonego Wzgórza to Ryby. Wszystkie postacie są poparte setkami niezapomnianych i ulubionych przez nas cytatów. Dzięki tej książce łatwo jest pojąć różnorakie i wielopoziomowe więzy łączące człowieka i tworzoną przez niego kulturę z Kosmosem.
Zatem astrologia nie jest przepowiadaniem przyszłości...
Astrologia, a właściwie kosmobiologia, nie przepowiada przyszłości, ale wyznacza jej trendy rozwojowe oraz interpretuje je w oparciu o tysiącletnie obserwacje empiryczne. To właściwie psychologia matematyczna wyrażana językiem astronomii i czerpiąca z nieprzebranego bogactwa jungowskiej nieświadomości zbiorowej. Profesjonalnie wykonany kosmogram urodzeniowy to zapis dynamicznego i probabilistycznego, zmieniającego się w czasie (wg znanych nam reguł), układu planet w momencie narodzin.
Znając długość poszczególnych cykli planetarnych można opisać dowolny wycinek z życia każdego człowieka z dokładnością przekraczającą to, co oferuje każda inna wiedza! Zawsze zaczynam od dzieciństwa, a nawet niemowlęctwa, bo nie wolno zapominać, że nasze życie jest w dużej mierze rozwinięciem tego, co streściło się w naszym dzieciństwie. Ta wiedza wielu fascynuje i pociąga, innych odstrasza i poraża, ale bez niej żyjemy z iluzji lub w niewiedzy, co znacznie nas zuboża.
Co takiego pokazuje kosmogram? I jak długo zajmuje jego przygotowanie?
Przede wszystkim zakres potencjałów, szans i możliwości człowieka oraz sposoby i czas jego aktualizacji. Pokazuje, jak i kiedy zmaksymalizować minimalne możliwości i szanse, a zminimalizować maksymalne zagrożenia i straty, co wywodzi się przecież z teorii minimaksu matematycznej teorii gier. Przygotowanie pełnej interpretacji, to zwykle dzień lub dwa. Potem nagrywam ją na taśmę magnetofonową podczas wielogodzinnej sesji w obecności zainteresowanej osoby, którą zazwyczaj widzę po raz pierwszy w życiu. I to ja ukazuję całe jej życie, wskazując przy okazji na kilkaset dat, tych ważnych i przełomowych, od urodzenia po późną starość. Bo daty śmierci pod żadnym pozorem wyznaczać nie wolno. Człowiek dostaje więc i rybkę i wędkę, mogąc sam wyznaczać sobie najbardziej krytyczne i przełomowe momenty w życiu.
Przed tragicznymi wydarzeniami 11 września 2001 r., w obecności studentów przepowiedział Pan owe wydarzenia, a także nadchodzące wojny (Afganistan, Irak) mówiąc, że „ta wojna nigdy się nie skończy” oraz zaakcentował w 2001 przełom 2004-2005.
Kilkudziesięciu uczestnikom XXXIII Ogólnopolskiej Szkoły Astrologii Humanistycznej i Kosmoekologii Kultury (Gdynia Orłowo) opisałem tę potężną katastrofę, która nadejdzie z powietrza, mówiąc o chaosie i tysiącach ofiar. Wyliczyłem to w oparciu o znajomość historii, realiów świata, kosmogramu USA i planetarnych cykli. A tak naprawdę wiedziałem i mówiłem o tym już od lata 1996 r. (katastrofa lub zestrzelenie pasażerskiego samolotu poza Nowym Jorkiem), w przededniu otwarcia olimpiady w Atlancie, który wcześniej miał rozpocząć „amerykańską apokalipsę”, uderzając w jeden z budynków na Manhattanie.
Co 250 lat Pluton znajduje się w Strzelcu (podróże, religia, filozofia). 500 lat temu, to wielkie wyprawy odkrywcze, 250 - odkrywanie ludzkiego ciała, planet poza Układem Słonecznym. Także wiara powoduje zawirowania: jedni zaczynają poszukiwać nowej wiary, inni walczą o utrzymanie starej. Pluton za kilka lat znajdzie się w Koziorożcu, rozbijając wiele struktur, nie tylko państwowych. Cios dotknie także Rzym, o czym mówi III Przepowiednia Fatimska, a to wpłynie również na losy Polski. Nieprzypadkowo ogromna bazylika w Licheniu jest w stanie przejąć funkcje Watykanu (o czym już 6 lat temu pisałem w artykule „Licheń nowym Watykanem”).
Zaczęły się wydarzenia, które zmienią bieg historii na naszej planecie i nie jest to jasnowidzenie, a solidna, kilkadziesiąt lat gromadzona wiedza.
Jakie są prognozy dla świata? Czy rok 2012 to koniec świata?
Wystarczy spojrzeć na zachowania ludzi i zmiany klimatyczne, by wiedzieć, że nie mogą one być dla nas rewelacyjne. Obserwujemy przecież wielką eskalację patologicznych zachowań w sensie globalnym. Wzrasta poziom agresji, bo człowiek zakłócił swoje środowisko naturalne, wyalienował się z niego i coraz mniejsze ma w nim oparcie.
Jeśli dodać do tego przepowiednie Malachiasza, Nostradamusa i Cayce’a, to mamy przynajmniej materiał do przemyśleń. Już dziś płacimy cenę w postaci skutków globalnego ocieplenia. Zgodnie z Kalendarzem Majów oraz obliczeniami Patrick’a Geryl’a, w oparciu o badania Wielkiej Piramidy, czekają nas bardzo daleko idące, nieodwracalne zmiany i być może upadek naszej cywilizacji. „Koniec świata” może oznaczać po prostu powstanie innego świata.
Trzymajmy się więc słów wielkiego Jana Pawła II: „Nie lękajcie się” i zawsze prawdziwe dla każdego z nas, bo czyż ktoś gwarantował, a choćby tylko obiecywał nam nieśmiertelność? A jeśli nawet, to co byśmy z nią zrobili?
Polska
Leopardy z Mielca
Mama z dzidziusiem

Leopard to zwierzę szybkie i zwinne. I taki jest mechaniczny leopard Zbysława Szwaja. Do 100 kilometrów rozpędza się w 3,8 sekundy i potrafi osiągnąć prędkość nawet 250 km/godz. A jakie piękne ma kształty. To auto warte 100 tys. euro, produkowane jest ręcznie w niewielkiej firmie w Mielcu. Być może właśnie w tym momencie król Szwecji ogląda leoparda na specjalnym pokazie...
Firma „Leopard Automobile” to niepozorny budynek w specjalnej strefie ekonomicznej. Pan Zbysław wita serdecznie i od razu chce pokazać, jak produkuje się samochody. W holu niespodzianka - obok biur stoi gotowy leopard. Robi niesamowite wrażenie. Dwuosobowy kabriolet przypomina auta sprzed kilkudziesięciu lat. „Nie ma drugiego takiego modelu. To nie jest replika. Jestem autorem konstrukcji tego samochodu. To oryginalny pomysł - podkreśla Szwaja. Podaje parametry: silnik 8-cylindrowy, moc - 405 KM, waga 970 kg (czyli o połowę mniej niż przeciętne auta, dlatego potrafi uzyskać prędkość 100 km w niecałe 4 sekundy).
Trzy nieduże hale. To właśnie tu powstają warte fortunę samochody. W każdej - jeden, dwóch pracowników. Nie widać skomplikowanych urządzeń, bo auta w dużej mierze to efekt ręcznej pracy. W jednym z pomieszczeń formy, na których nadaje się kształt blachom. Praca trwa długo. W ciągu miesiąca pan Zbysław „tworzy” jednego leoparda. Kto je kupuje? W Polsce nikt. Leopardami z Mielca jeżdżą Szwedzi. Konstruktor tłumaczy: „Firma jest polsko-szwedzką spółką. Ja zajmuję się konstrukcją i produkowaniem, szwedzki partner finansowaniem i marketingiem”. Wspólnik pana Zbysława sprzedaje auta w swoim kraju. Konstruktor nie spotyka się więc ze swoimi klientami. No chyba, że ktoś do niego przyjedzie. Tak jak jeden ze Szwedów, który dwa tygodnie temu wraz z żoną chciał ustalić kolor wnętrza. ”Wczoraj pracowałem do godziny piątej rano, bo właśnie wysyłaliśmy kolejnego leoparda do Szwecji. W najbliższych dniach ma być zaprezentowany na pokazie, na którym pojawi się król Szwecji, Karol XVI Gustaw” - mówi Szwaja. Pan Zbysław wyciąga albumy ze zdjęciami, bo kolejne etapy powstawania aut dokumentują fotografie. Leopard to już drugi samochód, którego konstruktorem jest pan Zbysław. Pierwszego - geparda - firma produkowała do 1996 roku. Leopard już wkrótce będzie miał swoją drugą wersję. Ta obecna to auto bez dachu. Od dwóch lat Szwaja opracowuje leoparda coupe, z dachem.
”Czy to ciężka praca? Mam taki styl pracy, budzę się o godzinie 1 w nocy i pół godziny myślę nad konstrukcją. W głowie sobie wszystko układam, później zasypiam. Następnie, na drugi dzień omawiam pomysł z pracownikami, gdyż tak naprawdę samochód powstaje przy udziale wszystkich pracowników” - twierdzi konstruktor. W albumach są zdjęcia rysunków technicznych aut. Gepard ma swój projekt w skali 1:1 w gipsie, a leopard model warstwicowy. Dopiero wtedy zaczyna się produkcja, powstają kolejne elementy. To także pokazują fotografie. A na końcu zdjęcia z wystaw. Leoparda można było obejrzeć w sierpniu w Zamku Królewskim w Warszawie na wystawie najdroższych aut świata. Wcześniej oglądali go paryżanie. Wystawa przyniosła efekt. „Gdy zdobędziemy homologację na ten samochód - co jednak jest trudne i kosztowne - wtedy firmy „Bentley” i „Lotus” będą sprzedawać nasze auta w swojej sieci” - twierdzi Polak. Wierzy, że wkrótce jego leopardy zaczną jeździć po drogach całej Europy. ”Dotąd miałem około 40 samochodów. Wśród nich było około dziesięciu sportowych. Oczywiście, mówię o samochodach klasycznych - jaguar, MGF, triumph, MG, porsche. Przeważnie coś mi w nich nie pasowało. Dostrzegałem jakieś trudności eksploatacyjne, naprawcze i dlatego postanowiłem sam skonstruować samochód sportowy„ - mówi pan Zbysław. Zaczął w 1983 roku. To właśnie wtedy powstał pomysł na geparda. Jednak sukces odniósł już dużo wcześniej. W 1962 roku kupił jaguara, którego znalazł gdzieś na wsi.
„Odrestaurowałem go, a w 1969 roku pojechałem na wystawę do Szwecji. Zdobyłem drugą nagrodę. Wtedy też kupił go ode mnie pewien Szwed. To właśnie teraz on jest moim partnerem w firmie. Ten jaguar jeździ do dzisiaj. Wart jest pewnie 400 tys. euro”. Gdy rozmawiamy o pracy konstruktorskiej pana Zbysława, okazuje się, że mieszkaniec Mielca (pan Zbysław nie jest rodowitym mielczaninem, pochodzi z Warszawy) projektuje nie tylko auta. To on wymyślił elektryczny skuter dla niepełnosprawnych. Jednak tego pojazdu nie można kupić w Polsce - jego produkcją zajmują się Szwedzi. W swojej pracy zawodowej ma też inne niezwykłe doświadczenie - współpracę z Jackiem Karpińskim. Opowiada o nim: „To konstruktor światowej sławy, który opracował pierwszy minikomputer. Wcześniej były komputery wielkości pokoju, a on skonstruował komputer, który mieścił się na biurku. To był wtedy skok o jedno pokolenie. Ustrój socjalistyczny nie pozwolił mu w pełni wykorzystać swoich osiągnięć”

Prawo i bezprawie
Kolejny krok w drodze do legalizacji
Mama z dzidziusiem

Senat Stanów Zjednoczonych po ośmiodniowej burzliwej debacie stosunkiem głosów 62:36 przyjął 25 maja nową ustawę imigracyjną. Jest w niej m.in. zapis o umieszczeniu Polski w programie Visa Waiver. Oznacza to zniesienie wiz dla Polaków oraz możliwość legalizacji pobytu dla milionów nielegalnych imigrantów.
Nie oznacza to jednak, że nowe prawo imigracyjne wejdzie w życie. Teraz zajmie się nim specjalne gremium - tzw. konferencja, czyli przedstawiciele obu Izb Kongresu USA: Izby Reprezentantów i Senatu. Ta pierwsza w grudniu ub. roku uchwaliła nieprzychylną imigrantom ustawę, czyniącą pozostanie nielegalnie na terenie Stanów Zjednoczonych przestępstwem kryminalnym. Teraz konferencja obu izb musi uzgodnić nową wersję ustawy, jednak nie będzie to takie proste, gdyż zdominowana przez republikanów Izba Reprezentantów sprzeciwia się senackiej wersji i jest o wiele bardziej sceptyczna wobec imigracyjnej reformy. W propozycji nowego prawa Izby Reprezentantów główny nacisk położono na wzmocnienie granic i penalizację przewinień imigracyjnych. Nie ma w niej także zapisu o możliwości legalizacji pobytu przez miliony nielegalnych czy tzw. guest worker program, to znaczy - tymczasowych wiz dla pracowników zagranicznych.
Prezydent USA George W. Bush w oświadczeniu Białego Domu opublikowanym prawie natychmiast po głosowaniu, wyraził zadowolenie z aprobaty przez Senat nowej wersji ustawy. Przypomniał, że to właśnie Izba Reprezentantów zrobiła w grudniu zeszłego roku „pierwszy krok na drodze dialogu narodowego”. „Obecnie działania w tej ważnej sprawie podjął Senat. Liczę na owocną współpracę obu izb Kongresu i powstanie nowej ustawy, pod którą mógłbym się podpisać” - zakończył amerykański prezydent. Przypuszcza się jednak, że ostateczna wersja powstanie nie wcześniej niż jesienią tego roku.
Amerykański Senat uchwalił serię poprawek do swego projektu ustawy imigracyjnej, zmierzających do uszczelnienia południowej granicy i ograniczenia nielegalnym imigrantom możliwości ubiegania się o stały pobyt i obywatelstwo amerykańskie.
Decyzje Senatu, podjęte z inicjatywy konserwatywnych republikanów, zbliżyły senacki projekt do uchwalonej już przez Izbę Reprezentantów dużo bardziej restrykcyjnej ustawy imigracyjnej, która nie przewiduje stworzenia nielegalnym przybyszom „ścieżki do obywatelstwa”, natomiast zobowiązuje władze do zbudowania muru długości około 1100 km na granicy z Meksykiem. W pierwotnym projekcie ustawy, sponsorowanej przez demokratycznego senatora Edwarda Kennedy’ego i republikańskiego senatora Johna McCaina, nie było restrykcyjnych zapisów. Ustępstwami na rzecz republikanów w senackiej wersji ustawy były poprawki o języku angielskim jako oficjalnym języku USA oraz zmniejszeniu rocznej puli zagranicznych pracowników niewykwalifikowanych z 320 do 200 tysięcy. Zwiększono natomiast liczbę wiz dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów do 650 tysięcy rocznie.
Dzień wcześniej Senat zatwierdził także poprawkę do ustawy, która umożliwiłaby - na razie czasowo (na dwa lata) - zniesienie wiz dla Polaków. Stałoby się to obowiązującym prawem, gdyby poprawka znalazła się również we wspólnej wersji ustawy obu izb Kongresu.
Senacka wersja ustawy zakłada możliwość uzyskania „zielonej karty” przez wszystkich nielegalnych imigrantów przebywających w Stanach ponad 5 lat (szacunkowo około 7 miliona osób). Warunkiem jest brak kryminalnej przeszłości, ciągłość pracy oraz zapłacenie zaległych podatków i grzywny, którą podniesiono o kolejne 500 dolarów (w sumie będzie to ponad 3 tysiące dolarów). Dodatkowa kwota ma być przeznaczona na dofinansowanie budowy muru na granicy z Meksykiem oraz Straży Granicznej. Wszyscy nielegalni przebywający w USA od 2 do 5 lat mają gwarantowaną wizę pracowniczą w ramach programu guest worker, jednak by ją otrzymać, muszą wyjechać do swojej ojczyzny. Otworzy im to drogę do legalizacji pobytu w przyszłości. Natomiast ci, którzy mieszkają w Stanach mniej niż rok, będą musieli wyjechać do swego kraju, lecz nie mają gwarancji powrotu z wizą.

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt