|
Dlaczego mężczyźni boją się przyjaźni?
|
|
 |
Przyjaźń męska jest inna niż damska. Kobiety szukają w przyjaciółce głównie powierniczki swoich spraw i codziennych problemów. Chcą się wygadać. Mężczyźni wyrażają przyjaźń przez działanie.
Badania statystyczne wykazują, że kobiety mają kilka czy nawet kilkanaście przyjaciółek, mężczyzna co najwyżej dwóch przyjaciół. Większość panów sądzi, że trudno zaufać innym lub że nie mają czasu na przyjaźń.
Zbigniew Miłuński, terapeuta prowadzący warsztaty dla mężczyzn uważa, że chłopcy, żeby się zaprzyjaźnić, muszę się najpierw „poprzepychać”. Jednak nawet w wieku dojrzałym istnieje między mężczyznami potrzeba zmierzenia się, wyczucia i sprawdzenia partnera. „Przyjaciela nie można po prostu znaleźć, nie jest też tak, że ktoś zdaje jakiś test na przyjaźń. To szczególny rodzaj uczucia, świadomość, że można na kimś polegać” - mówi Wojciech Mann, znany dziennikarz radiowy i telewizyjny. Jednak, aby dwóch mężczyzn mogło się zaprzyjaźnić, wcale nie muszą zjeść razem beczki soli czy wypić morza piwa. Psychologowie mówią, że niezbędne jest przełamanie bariery nieufności. Chodzi o to, by nie bać się wyciągnąć rękę o pomoc lub zaoferować ją i udzielić i to rodzi zaufanie i więź. Jednak powszechnie uważa się, że najłatwiej mężczyźnie znaleźć przyjaciela w dzieciństwie. Takie przyjaźnie często przechodzą próbę czasu i trwają długie lata. W miarę upływu lat mężczyźni stają się coraz bardziej gruboskórni i zamknięci, są coraz mniej spontaniczni, a chcą być samowystarczalni, dlatego trudniej im budować przyjacielskie stosunki. „Męski styl życia promuje konkurencyjność. Mężczyźni zamiast otwierać się na innych, zabezpieczają się przed rywalami. Tracą do siebie zaufanie” - uważa Zbigniew Miłuński. Wielu chłopców wierzy bezwarunkowo w przyjaźń w dzieciństwie, ale im się jest starszym, tym trudniej znajdować nowych przyjaciół. Jednak również mężczyźni dojrzali, po trzydziestce - szczególnie ci, którzy nadal są kawalerami - pragną nadal utrzymywać liczne grono kumpli. To do nich kierowane są reklamy piwa, pełne rozrywkowej męskiej komitywy.
Obawa przed zaszufladkowaniem
Lęk przed etykietą geja jest chyba dla heteroseksualnych mężczyzn największą przeszkodą, by mogli się w pełni zaangażować w afektywną przyjaźń z drugim mężczyzną. Obawa przed podejrzeniami o skłonności homoseksualne wyklucza między mężczyznami fizyczną zażyłość czy okazywanie uczuć. Dotyk, a szczególnie obejmowanie, są zastrzeżone tylko do zapasów czy gratulacji przy strzeleniu bramki, przynajmniej w naszej kulturze. Nie dziwi jednak widok dwóch mężczyzn idących za rękę w krajach arabskich i wcale nie oznacza to, że są gejami. Psycholog Wojciech Eichelberger uważa, że strach przed męskim dotykiem u wielu mężczyzn wynika z poczucia opuszczenia przez swoich ojców. „Jeśli syn nie miał możliwości blisko i przyjaźnie obcować z ojcem, pozostaje w nim niezaspokojone pragnienie tej nie zaznanej bliskości. Gdy te pragnienia dochodzą do głosu, mogą być przyczyną przerażającego samooskarżenia o skłonności gejowskie. Dlatego wielu mężczyzn, negując te potrzeby, chce uchodzić za twardzieli i ostentacyjnie nienawidzi gejów” - tłumaczy Eichelberger. Dodaje, że fakt, iż tak rzadko łączą nas z ojcami bliskie więzi, przeszkadza w zaprzyjaźnieniu się z drugim mężczyzną. Po prostu nie nauczyliśmy się w dzieciństwie, że można bezpiecznie i blisko czuć się z mężczyzną. Bardzo ważna jest zatem dorosła przyjaźń z własnym ojcem. Jest ona możliwa jedynie, gdy syn przejdzie fazę buntu i odnajdzie własną tożsamość, by nie być jedynie kalką ojca. „Mężczyźni nie potrafią rozmawiać o sprawach osobistych, między innymi dlatego, że nie nauczyli się partnerstwa w relacjach z ojcami” - tłumaczy Zbigniew Miłuński. Chłopcy są wychowywani w przekonaniu, że życie nikogo nie pieści i w związku z tym muszą być twardzi i nie okazywać emocji. Skutkiem tego, dorośli mężczyźni nie potrafią przyjmować krytyki i z reguły cierpią w milczeniu.
Obecnie rozwój przyjaźni między mężczyznami hamują brak czasu, konsumpcyjny styl życia i pogoń za pieniędzmi. Ważniejsza staje się kariera i praca, chęć podniesienia kwalifikacji i dokształcenia lub wypoczynek. Resztę wolnego czasu poświęcają rodzinie.
Między nami mężczyznami
Mężczyźni, w przeciwieństwie do kobiet, większą wagę w przyjaźni przywiązują do wspólnego działania - kibicowanie jednemu klubowi i udział w imprezach sportowych, uprawianie jednej dyscypliny sportowej, wspólne hobby, wędkowanie itp. Wojciech Eichelberger uważa, że mają oni dużo mniejszą potrzebę zwierzeń od kobiet, a mówienie o swoich problemach czy szukanie oparcia w przyjaciołach traktowane jest jako przejaw słabości. Czasami mężczyźni po prostu milczą w swoim towarzystwie i nie jest to wcale oznaką braku zrozumienia i komunikacji między nimi.
Często zdarza się, że tak naprawdę niezbyt wiele wiemy o najbliższym przyjacielu, chyba, że znamy się z dzieciństwa. Zdaniem Miluńskiego, mężczyźni, by mogli sobie zaufać, również potrzebują rozmowy. Jednak ponieważ rzadko rozmawiają o sprawach osobistych, ich dyskusje dotyczą polityki, filozofii, sportu czy kobiet. Wbrew obiegowym opiniom, nie rozmawiają często o seksie, choć lubią sobie trochę „poświntuszyć”.
Młodsi mężczyźni odczuwają z reguły silniejszą potrzebę werbalnej ekspresji. Nie boją się też tak bardzo, jak starsze pokolenie, wyrażania swoich emocji. Tematów do rozmowy jest mnóstwo - można ponarzekać na codzienne życie, zwierzyć się z problemów w pracy, niezrealizowanych planów i marzeń albo posiedzieć w milczeniu przy piwie. „W prawdziwej przyjaźni nic nie musisz, ale wszystko możesz. Nie musisz zgrywać twardziela” - uważa 30-letni Piotr, który swego przyjaciela poznał przed blokiem 15 lat temu.
Stara przyjaźń nie rdzewieje
Silnym spoiwem przyjaźni jest przeszłość, wspólne przeżycia i wspomnienia sprzed lat. Znane jest powiedzenie, że męska przyjaźń jest jak kaktus. Raz zadzierzgnięta trwa latami. Mam w Polsce dwóch przyjaciół z lat studenckich. Mimo że od 10 lat przebywam w Stanach i widujemy się raz na 2-3 lata, nie odczuwa się między nami dystansu i to co nas łączyło, jest ciągle żywe. Gdy się spotykamy, sami nie możemy się nadziwić, że upływ czasu nie działa negatywnie na naszą przyjaźń. Rzadko do siebie pisujemy i sporadycznie rozmawiamy przez telefon, więc gdy się widzimy, nie brakuje nam tematów do rozmowy i nadal odczuwamy bliskość i radość z przebywania razem. Znane przysłowie mówi, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, ale mężczyźni wolą ukrywać, że jest im ciężko i wolą radzić sobie sami. „Wielu facetów w potrzebie odbiera odmowę jako bardziej upokarzającą od samego zwrócenia się o pomoc” - mówi amerykańska psycholog Debora Tanner. Jednak ta w męskim wydaniu, w odróżnieniu od kobiecej, nie musi polegać na pomocy. „Po prostu jest się z przyjacielem. Nie tylko w ważnych sprawach, ale też, gdy trzeba coś załatwić, naprawić samochód albo po prostu się upić” - uważa wspomniany już Piotr. No i prawdziwy przyjaciel może nas skrytykować, a i tak wiadomo, że się od nas nie odwróci. Ale jak i każda inna, męska przyjaźń może się rozpaść, np. w przypadku dopuszczenia się zdrady czy nie wywiązania się ze spłaty pożyczki. „Chcesz stracić przyjaciela, pożycz mu pieniądze”.
Wielu mężczyzn oszukuje się, że przyjaźń jest im niepotrzebna lub nie starają się jej znaleźć, nie wierząc, że jest możliwa. Jednak przyjaźń to jedna z najbardziej fundamentalnych potrzeb człowieka, także mężczyzny i jej niezaspokojenie może być przyczyną samotności i depresji.
Dariusz Serwach
|
|
Wywiad z Sylwestrem „Kacprem” Gawłem
Z Sylwestrem „Kacprem” Gawłem rozmawiał Sebastian Aulich z „Tygodnika Polonijnego”
Sylwester „Kacper” Gaweł to polski dżudoka mieszkający w Nowym Jorku.
22 kwietnia tego roku został mistrzem Stanów Zjednoczonych w judo w kategorii „open”, przez ekspertów uważanej za najbardziej prestiżową i najtrudniejszą do wygrania. „Kacper” był także wielokrotnym mistrzem Polski w latach 1990-2000. Obecnie jest aktualnym wicemistrzem świata kategorii "Masters", tytuł ten wywalczył w zeszłym roku w Toronto. Zajął też trzecie miejsce na prestiżowym New York Open w marcu tego roku oraz drugie miejsce w międzynarodowym US Open rozegranym na Florydzie w 2005 roku. Posiada 4 dan i rywalizuje w kategorii 90 kilogramów. Od pewnego czasu poświęca się pracy szkoleniowej z dziećmi, prowadząc zajęcia judo w Centrum Polsko-Słowiańskim zlokalizowanym na Greenpoint. Sylwester pochodzi z Krakowa, jest absolwentem tamtejszej Akademii Wychowania Fizycznego.
Pod koniec zeszłego miesiąca, zostałeś mistrzem Stanów Zjednoczonych w judo w kategorii "open", pokonałeś najlepszych amerykańskich zawodników. Jakie to uczucie być pierwszym Polakiem w historii tej dyscypliny, który dokonał takiego czynu?
Bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać te zawody, tym bardziej, że jest to bardzo prestiżowa kategoria. Walczą w niej wszyscy zawodnicy niezależnie od posiadanej wagi. Można w związku z tym walczyć z zawodnikiem ważącym jedynie 60 kg, ale także z zawodnikiem o wadze nawet ponad 150 kg!
Ciężko było zostać mistrzem Stanów Zjednoczonych? Jak wyglądały walki? Obfitowały w jakieś nieoczekiwane wydarzenia, a może wszystkie wygrałeś przed czasem, jak to przeważnie masz w zwyczaju?
Do zawodów zawsze przystępuję bardzo skoncentrowany. Wszystkich przeciwników traktuję bardzo poważnie. Jeżeli udaje mi się wygrać walkę przed upływem regulaminowego czasu, jestem bardzo zadowolony, jednak nie ze wszystkimi przeciwnikami jest to możliwe. Podczas tego turnieju stoczyłem 8 walk, 7 wygrałem przed czasem. Najcięższe były zmagania o wejście do finału. Walczyłem w niej z zawodnikiem z Chicago - Maje Omagbaluwaje (Ill./Tohkon). Był to pojedynek bardzo wyrównany, o podłożu taktycznym. Losy tej wali rozstrzygnąłem na swoją korzyść dopiero na 20 sekund przed końcem pojedynku.
Jak długo musisz trenować, aby odpowiednio przygotować się do zawodów tego typu? Jak wygląda Twój proces przygotowań i jak godzisz uprawianie sportu wyczynowego z życiem prywatnym i zawodowym?
Przygotowywanie się do głównych imprez zabiera około 5-6 miesięcy w roku. Zaczyna się od okresu przygotowań ogólnych (siła, wytrzymałość), później następuje okres przygotowań ukierunkowanych, aż w końcu okres przygotowań specjalnych, który składa się z licznych sparingów oraz udziału w mniejszej klasy turniejach. Jeżeli chodzi o godzenie uprawiania sportu z życiem prywatnym to życie zawodowe próbuję dopasowywać do życia sportowego.
Jak długo jesteś w Stanóch Zjednoczonych? Jak wyglądały Twoje pierwsze sportowe doświadczenia w Ameryce?
W Stanach jestem już 3 lata. Hmm...jak czas tutaj szybko leci! Przygodę z judo w Nowym Jorku zacząłem od przeglądania książki Yellow Pages. Znalazłem w niej adres klubu judo, który był najbliżej mojego domu. To malutki „klubik” pana Hanka Krafta, gdzie jest niesamowita atmosfera do treningu i gdzie do dzisiaj trenuję dwa razy w tygodniu.
Przed wyjazdem do Ameryki osiągałeś znaczne sukcesy sportowe w Polsce, byłeś członkiem kadry olimpijskiej. Czy ze sportowego punktu widzenia nie żałujesz swojego wyjazdu do Ameryki i rezygnacji ze współzawodnictwa w Polsce?
Coś jeszcze o tym pamiętam, ale to już raczej historia. W życiu jest czas na wszystko. W pewnym sensie wciąż biorę jeszcze udział w tej rywalizacji. Zawsze będę reprezentował Polskę, która jest we mnie bardzo głęboko zakorzeniona. Zawsze będę pamiętał skąd pochodzę.
Czy masz szanse na znalezienie się w narodowej reprezentacji Stanów Zjednoczonych w judo?
Są takie realne szanse. Przez ostatnie trzy lata wygrywałem pojedynki praktycznie ze wszystkimi amerykańskimi zawodnikami z kategorii 90 kg oraz 100 kg. W rankingach zajmuję najwyższą pozycję. Jednakże uważam, że reprezentowanie Polski na matach całego świata jest dla mnie wystarczające i w pełni mnie satysfakcjonuje.
Startując w zawodach judo w USA, reprezentujesz prestiżowy New York Athletic Club zlokalizowany przy samym Central Parku na Manhattanie. Jakie są Twoje odczucia związane ze współpracą z tym klubem i czy stwarza Ci on odpowiednie warunki do uprawiania sportu wyczynowego?
To zaszczyt reprezentować ten klub. Jest to instytucja z dużymi tradycjami. Po pierwsze jest to klub prywatny, a po drugie ma około 300 medalistów olimpijskich w prawie wszystkich dyscyplinach sportowych. Klub zapewnia mi bardzo dobre warunki do treningu i absolutnie niepowtarzalną atmosferę. W sekcji judo trenują różne grupy wiekowe i co najpiękniejsze, jesteśmy w stanie wszyscy wzajemnie pomagać sobie w przygotowaniach do zawodów.
Od pewnego czasu poświęcasz się również pracy szkoleniowej z dziećmi. Jak wyglądają Twoje doświadczenia na tym polu?
Od 6 miesięcy prowadzę zajęcia judo dla dzieci i młodzieży w założonej przeze mnie sekcji przy Centrum Polsko-Słowiańskim na Greenpoint. Najmłodsi adepci to 4,5-latkowie, najstarsi to 14-latkowie. Inicjatywa ta ma kilka zadań, przede wszystkim przekonanie naszej Polonii do uprawiania sportu. Trenujący są podzieleni ze względu na wiek i stopień zaawansowania. Chętnych cały czas przybywa.
Jaka jest Twoim zdaniem rola sportu, w szczególności sportów walki takich jak judo, w wychowaniu dzieci?
Sport narzuca zdrowe zasady rywalizacji. Walka uczy szacunku do przeciwnika. Proces treningu judo uczy szacunku do innych, szacunku do ciężkiej pracy, uczy sumienności, konsekwencji i pracy nad błędami. Wpływ wychowawczy judo jest niezaprzeczalny.
Czy z wyczynowego uprawiania judo można się w Ameryce utrzymać?
Myślę, że można. System punktacji i ustalania rankingów w Stanach jest bardzo sprawiedliwy i miarodajny. Chociaż i tak najwięcej zależy od sponsorów!
Jakie masz plany sportowe na przyszłość?
Obecnie myślę o Mistrzostwach Świata Masters w Paryżu, które mają się odbyć pod koniec czerwca. W ubiegłym roku w Toronto byłem drugi. Tegoroczny turniej chciałbym wygrać. Bardzo intensywnie przygotowuję się do tych zadów. Co potem, zobaczymy.
Redakcja Tygodnika Polonijnego będzie trzymała kciuki i życzy „Kacprowi” zdobycia złotego medalu w nadchodzących Mistrzostwach Świata w Paryżu.
|