|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
2006 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
|
Od Redakcji
Drodzy Czytelnicy,
Do Państwa rąk oddajemy kolejny, 31. już numer „Tygodnika Polonijnego”. Z pewnością każdy znajdzie w nim coś ciekawego. Szczególnie polecamy wywiad z Krystyną Jandą oraz krótką recenzję prezentowanej niedawno w Nowym Jorku sztuki „Ucho, gardło, nóż” z jej udziałem. Znajdą też Państwo teksty o szkodliwości picia napojów gazowanych, kontrowersjach nt. książki „Kod Leonarda da Vinci” i wspomnienie zmarłej w ostatnich dniach nieodżałowanej Hanki Bielickiej. Na uwagę zasługują również interesujące artykuły w sekcji „Zdrowie”, kolejna część pamiętników z wyprawy na najwyższy szczyt Ameryki Południowej oraz prezentowany w dziale „Opinie” felieton o fikcyjnych przepisach imigracyjnych.
Życzymy przyjemnej lektury! |
|
Nr 11 03-21-2006 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
RECENZJE |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
JANDA W NOWYM JORKU
|
|
 |
„Nazywam się Tonka, z domu Babić. Nie mogę spać”- tym wyznaniem Krystyna Janda rozpoczyna swój najnowszy monodram - „Ucho, gardło, nóż”.
Ten wstrząsający spektakl to zwierzenia zbolałej, doświadczonej życiem i samotnej kobiety. Sztuka oparta jest na autobiograficznej książce Chorwatki, Vedrany Rudan. To rzeka wulgaryzmów poprzeplatanych wspomnieniami z życia. Życia kobiety w czasie wojny domowej w byłej Jugosławii, pełnego ludzkich dramatów i osobistych porażek.
Ubrana w jedwabną podomkę, poczochrana, zmęczona, cierpiąca na bezsenność Tonka, całymi nocami siedzi na kanapie i ogląda telewizję bez dźwięku. Wystarczy, że patrzy na obrazy w srebrnym ekranie, by te wywoływały w niej dramatyczne wspomnienia z dzieciństwa, małżeństwa, wojny…
Krzyczy, płacze, złorzeczy i rzuca k****, ale na szczęście rola Tonki grana jest przez tak doskonałą aktorkę, jaką jest Janda, dowcipną i bystrą, potrafiącą dozować emocje i spojrzeć z dystansem na swoją bohaterkę. Janda – aktorka, nawiązuje kontakt z publicznością i od tej chwili stajemy się powiernikami Tonki i jej najskrytszych tajemnic. Mówi o sprawach, które są wstydliwe, trudne i raczej pomijane milczeniem na publicznym forum. Dzieli się opiniami o innych, komentuje oglądane w telewizji wydarzenia oraz te, które wracają jak bumerang. Jej długie monologi tną jak nóż w naszych sumieniach i zmuszają do refleksji także o nas samych. ,„Historie opowiadane przez Tonkę w ustach Jandy stają się dowcipne i wzruszające, a wulgaryzmy prawie niesłyszalne”- pisze w „Życiu Warszawy” Iza Natasza Czapska.
Na początku bohaterka zawstydza swoją szczerością. Widownia co chwilę wybucha nerwowym śmiechem, często zupełnie niestosownie. Tak jakby ludzie bronili się przed bolesnymi wyznaniami tej 50-kilkuletniej, nieszczęśliwej kobiety. Jakby bali się jej prawdy. I nic w tym dziwnego, bowiem opowieść Tonki pełna jest cierpienia, łez, upokorzeń. Odsłania przed nami inne oblicze wojny, najczęściej pomijane w pompatycznych przemowach naszych przywódców, którzy bez mrugnięcia okiem ciągną swoje narody na śmierć.
Napisałam „Ucho, gardło, nóż", gdy wybuchła wojna na Bałkanach jako autoterapię - by nie strzelić sobie w łeb - mówi Vedrana Rudan.
Tonka mówi o potwornych, nieludzkich wyborach, wobec których staje ona i jej bliscy podczas wojny. Żołnierze walczący na froncie, ale i pozostające w domach kobiety - oni i one zhańbieni, złamani, z podkulonymi ogonami. Wojna oczami Tonki odbiera człowiekowi ludzką twarz - współczucie, godność, troskę. Ona sama, cyniczna, wściekła, opluwa wszystkich naokoło, oskarża o swój ból matkę, mężczyzn, przyjaciółkę, rządy, by w końcu, obrócić się przeciw sobie i ze zwieszoną głową, w rozpaczy, przyznać się do swoich własnych okrucieństw. Nikt nie jest bez winy, wszyscy ponosimy odpowiedzialność za zło tego świata.
„No one wins, it’s a war of men”- Neil Young.
Premiera i zarazem jedyny spektakl „Ucho, gardło i nóż” odbyły się w Sali Tribeca Performing Arts Center na Manhattanie.
Kasia Ruszkowska
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
WYWIAD TYGODNIA |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Kobieta odważna
|
|
 |
Z aktorką Krystyną Jandą rozmawiała Kasia Ruszkowska z „Tygodnika Polonijnego”.
Czy występowała Pani już wcześniej w Stanach Zjednoczonych? Jaka jest publiczność polonijna? Czy jako aktorka teatralna wyczuwa Pani różnice w odbiorze?
O, tak. W Stanach Zjednoczonych występowałam już wielokrotnie. Byłam z wieloma moimi rolami i monodramami m.in. z „Białą bluzką”, z „Kobietą zawiedzioną”, „Mężem i żoną” i z „Kto się boi Wirginii Woolf”. Ze sztuką „Shirley Valentine” byłam nawet wielokrotnie. Zresztą gram ją nieprzerwanie od 15 lat.
Lubię publiczność polonijną, bo jest niezależna, nieprzejednana. Chodzi na spektakl na swoich ulubieńców, mając do nich zaufanie. Wiem też, że niektóre tytuły, nazwijmy je bardziej wymagającymi, lepiej jest prezentować w Nowym Jorku, inne z kolei będą miały większe powodzenie w Chicago. Wydaje mi się, że nowojorska publiczność polonijna jest bardziej wybredna i woli trudniejsze sztuki.
Założyła Pani własny teatr „Polonia”. Skąd ten pomysł? Czy mało jest scen teatralnych w Warszawie?
Scen teatralnych jest w Polsce dużo, ale wszystkie są państwowe i działają na dawnych zasadach. Od dawna, tj. od czasu naszych zmian ustrojowych krzyczałam, że trzeba też zrobić reformę organizacyjną teatrów w Polsce. No więc ją robię. A poza tym od pewnego czasu myślałam o własnym miejscu, gdzie będę mogła produkować i prezentować tytuły i tematy według własnego gustu i wyczucia, bardziej niezależnie. Jeśli chodzi o mój ostatni spektakl „Ucho, gardło, nóż” Vedrany Rudan, wydaje mi się, że nie pozwoliłby mi tego zagrać żaden z teatrów warszawskich. Dyrektorzy woleliby nie ryzykować i nie podpisywać tak kontrowersyjnego tekstu.
Czy własna scena wymaga wielkich poświęceń?
Właściwie nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Postawiłam wszystko na jedną kartę, zaczynając od spraw trywialnych. Włożyliśmy z mężem w to
„utopijne marzenie” tak je jednak nazwijmy, wszystkie oszczędności życia. Sprzedaliśmy dom warszawski i pracujemy teraz oboje od świtu do świtu, a i tak, na razie otwarcie dużej sceny jest marzeniem. Oddałam temu miejscu wszystko, także poza walorami materialnymi, mój talent, dorobek, nazwisko, autorytet. Wszystko. Z małej sceny, na której gramy od trzech miesięcy, nie da się utrzymać tego teatru, a już na pewno nie da się go dalej remontować. W tej chwili trudno nawet mówić o pokryciu kosztów stałych i o nowych produkcjach. Zakładam zresztą ambitny repertuar. Jeśli mi się nie uda, wynajmę komuś scenę. Będą tu grać same farsy i na pewno im się uda, dzięki temu koszty inwestycji się zwrócą. Ja jednak na razie nie chcę kapitulować. Dałam sobie dwa lata na tę wielką próbę.
Proszę opowiedzieć w kilku słowach o programie artystycznym „Polonii”.
Małą scenę nazwałam „Fioletowe pończochy”, tak jak ruch feministyczny w początkach wieku, i oczywiście zajmujemy się na tej scenie kobietami, kobiecymi historiami, literaturą pisaną przez kobiety. Cykl ten nazywa się „Kobiety z Europy”, z nowej Europy i obejmuje dziesięć tytułów. Wydaje się, że jest to wyrazisty kierunek. Temat, którego brakowało. Za chwilę odbędzie się czwarta premiera i sala jest zawsze pełna. Często gramy dwa razy dziennie, szczególnie tytuły komediowe. Repertuar na dużej scenie, który już też mam skomponowany, byłby bardzo różnorodny. Chciałabym zacząć „Bogiem” Woody Allena. Kupiłam też dwa tytuły komediowe grane w tej chwili z powodzeniem na świecie. Planujemy „Radosne dni” Becketta i nowy polski tytuł. Jak widać plany są duże, a repertuar komponowany z myślą o zróżnicowanej publiczności, o różnych wymaganiach i gustach. Dodatkowo od dziesięciu lat dość dużo reżyseruję.
Czym się Pani kieruje przy doborze repertuaru?
Tym samym czym kierowałam się zawsze, od trzydziestu lat. Zawsze zależało mi na prawdziwym dialogu z publicznością - wartościowym i radosnym. Pierwsza zasada jaką się zawsze kierowałam to taka, że to ja jestem dla publiczności, a nie publiczność dla mnie. Oczywiście jest to przyjaźń nie na warunkach dyktowanych przez publiczność. Nigdy nie kazałam się podziwiać. Nie pouczałam swojej publiczności, ani też nie podlizywałam się jej. Podstawą jest wzajemny szacunek i chęć spotkania.
Dlaczego Tonka Babić? Co takiego poruszyło Panią w jej historii?
Od dawna czekałam na współczesny, gorący tekst o świecie, w którym przyszło nam żyć i o nas samych. O kobietach także. Ten tekst mnie zelektryzował. Wdzięczna jestem także publiczności za te wieczory. Śmiejemy się, płaczemy, nienawidzimy, protestujemy razem, a bohaterka nie jest głupsza od nas wszystkich. To prawdziwa ulga.
Pani Krystyno - własna scena, wolność, niezależność, sukcesy…Czy ma Pani jeszcze jakieś marzenia?
Marzę o tym, aby doprowadzić do zbudowania dużej sceny. Bo inaczej się „przewrócimy” i nie dotrwamy nawet do końca roku. Nie mamy dotacji, musimy się utrzymać i produkować nowe rzeczy z pieniędzy za bilety, a to przy tak małej sali jaką w tej chwili dysponujemy, nie jest takie proste. Moim marzeniem jest więc zbudowanie sali głównej i zakończenie remontu.
Gratuluję i życzę Pani z całego serca spełnienia marzeń i dalszych sukcesów.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Ameryka |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
PRAWO JAZDY DLA NIELEGALNYCH
W 25. numerze „Tygodnika Polonijnego” w artykule „Prawo jazdy gorszej kategorii” pisaliśmy o planach wprowadzenia prawa jazdy dla nielegalnych, uprawniającego jedynie do prowadzenia samochodu. 6 marca 2006 roku, członek Legislatury Stanowej w New Jersey (Assemblyman) Joseph Vas, razem z innymi senatorami z Partii Demokratycznej - Reedem Gusciora, Upendra Chivukula i Gordonem Johnsonem zorganizowali przed wejściem do gmachu urzędu stanowego w Trentom konferencję prasową i przedstawili ostateczną propozycję ustawy, która wkrótce będzie poddana głosowaniu.
Osobom, które nie mogą wykazać się sześcioma punktami za posiadanie oficjalnych dokumentów, umożliwi ona uzyskanie pozwolenia na prowadzenie samochodu (tzw. driving privilege card). Nie będzie go można używać jako oficjalnego dokumentu indentyfikacyjnego, tak jak jest to w przypadku „normalnego” prawa jazdy. Początkowo dokument wydawany będzie na rok, z możliwością corocznego przedłużenia.
Ustawa federalna, oznaczona symbolami H.R.418, znana także jako Real ID Act, otworzyła stanowym legislaturom możliwość opracowania przepisów dotyczących wydawania dokumentu, który uprawnia jedynie do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Będą go mogły uzyskać osoby, które nie mogąc wykazać się legalnością pobytu w USA, mogą udokumentować zamieszkanie w danym stanie. Ustawodawcy z New Jersey skorzystali z takiej możliwości i opracowali prawo, które stworzy nielegalnym możliwość wyrobienia karty uprawniającej do prowadzenia samochodu. W czasie konferencji w Trenton poinformowano o zasadach wydawania takiego dokumentu oraz o przeznaczeniu 90 000 dolarów na kampanię informacyjną. Fundusze mają być przeznaczone na promocję ustawy i rozpowszechnianie materiałów reklamowych i broszur na temat możliwości zdobycia przez nielegalnych zezwolenia na prowadzenie samochodu. Ważne aby mogły one dotrzeć do jak najszerszych kręgów zainteresowanych ustawą osób. Przypuszcza się, że z nowych przepisów może skorzystać około 300 tysięcy mieszkańców New Jersey.
„Nowe zezwolenie na prowadzenie samochodu służy poprawie bezpieczeństwa i ekonomii stanu New Jersey. Będzie ono pomocnym narzędziem, by monitorować nieudokumentowanych rezydentów naszego stanu, a także zwiększy odpowiedzialność kierowców uzyskujących ten dokument” - stwierdził kongresman Vas. „Poprawi to bezpieczeństwo na drogach i pomoże obniżyć koszty ubezpieczeń samochodowych, gdyż ubezpieczalnie będą mogły sprzedać więcej polis oraz mieć pewność, że posiadacz legalnego dokumentu ma odpowiednie uprawnienia do prowadzenia pojazdu”.
Ustawa uzyskała poparcie wielu organizacji imigracyjnych, w tym polskich, m.in. Polish American Citizen Club of Harrison i Pulaski Cadet, Ltd. Znalazł się wśród nich także „2Tygodnik Polonijny”, który oficjalnie zgłosił poparcie dla wprowadzenia nowego prawa. „Wielu obywateli godzi się na tego typu rozwiązanie. Wiem, że nie jest ono idealne, gdyż jest to swego rodzaju »prawo jazdy drugiej kategorii«, ale obecnie nic więcej nie możemy zrobić w świetle istniejących przepisów federalnych” - powiedział na zakończenie konferencji kongresman Vas.
Jeśli ustawa zostanie zatwierdzona przez stanowy Kongres, New Jersey stanie się 12-tym stanem dającym nielegalnym dokument uprawniający do prowadzenia samochodu. Inne stany, w których takie rozwiązanie stało się już obowiązującym prawem to: Hawaje, Maryland, Michigan, Montana, Nowy Meksyk, Północna Karolina, Oregon, Tennessee, Utah, Washington i Wisconsin.
Oprac.Dariusz Serwach
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|