O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2006
Od Redakcji
Drodzy Czytelnicy,
Gościem specjalnym dzisiejszego wydania naszego pisma jest wielka gwiazda estrady Irena Jarocka. W rozmowie przeprowadzonej z nami opowiada o swojej pracy, pasjach i najbliższych planach.
Ponadto w dzisiejszym wydaniu ciąg dalszy prawdziwej historii Ojca Szeligi i jego ziół, kolejny fragment historii legendarnej Ingrid Bergman i wiele innych interesujących materiałów.
Życzymy przyjemnej lektury!
Nr 4 01-31-2006
Polacy w świecie
Mama z dzidziusiem
Prawdziwa historia Ojca Szeligi i jego cudownych amazońskich ziół
Jak zamawiać zioła z Instytutu IPIFA Ojca Edmunda Szeligi

Zamawianie ziół w Instytucie IPIFA na odległość, czyli przesyłając list faksem (nie radzę pocztą) wiąże się z koniecznością posiadania wcześniejszej diagnozy od lekarza. Proszę się nie zdziwić, gdy lekarz nie będzie chciał jej wydać, gdy mu powiecie, po co jest wam ona potrzebna. Jest to jednak jego obowiązek dać wam jej kopię. Jeżeli chcecie zamówić zioła bez diagnozy np., kilkanaście torebek Vilcacora lub Cuti Cuti, to proszę pamiętać, iż jej zażywanie jest na wasze własne ryzyko, gdyż lekarze w IPIFA nie znając waszych dolegliwości nie będą wiedzieli w jaki sposób polecić wam jej dozowanie. Natomiast można je zażywać (pić wywar) profilaktycznie i wtedy można przy zakupie prosić o ogólne instrukcje zażywania. Poniższa informacja/instrukcja jest przeznaczona dla osób, które planują zakupić całą trzymiesięczną kurację. W roku ubiegłym cała kuracja kosztowała średnio $350 do $400, z czego $150 to koszt przesyłki pocztą ekspresową. Przesyłka taka nie jest ciężka, ale bardzo objętościowa i dlatego tyle kosztuje jej przesłanie.
Aby zamówić kurację i ją otrzymać konieczne jest następujące działanie:
1. Przesłanie krótkiego listu w języku angielskim lub polskim (chyba, że ktoś może po hiszpańsku, to jeszcze lepiej) z krótkim przedstawieniem swojego problemu. Do listu winna być załączona diagnoza lekarska choroby w języku polskim lub angielskim. Na podstawie tej diagnozy specjaliści z IPIFA ułożą zestaw ziół na trzy miesiące leczenia w porcjach na jeden miesiąc. Należy również podać swoje imię i nazwisko, dokładny adres, numer telefonu i faksu. Jeżeli zamawia się zioła dla kogoś innego, to wtedy trzeba podać adres, na który przesyłka ma być wysłana.
2. Po upływie kilku dni należy oczekiwać faksu z potwierdzeniem zamówionych ziół z kosztem całej kuracji i kosztem przesyłki oraz informacje o płatności przez przelew bankowy na konto Instytutu. Należy niezwłocznie udać się do swego banku i dokonać przelewu. Aby przyśpieszyć proces przysłania ziół, można dokument z przelewu przesłać faksem do Instytutu.
3. Po upływie 7-10 dni można oczekiwać otrzymania przesyłki pocztą ekspresową. W przesyłce oprócz ziół będzie również instrukcja ich zażywania w języku polskim, informacja o diecie, której trzeba przestrzegać oraz potwierdzenie zapłaty.
Można również osobiście odwiedzić Instytut i tam być zdiagnozowanym. Wtedy cała kuracja jest przygotowana w okresie 48 godzin i możemy zabrać ją ze sobą.
Według Ojca Szeligi efektywność działania tych ziół zależy od trzech podstawowych czynników:
A. Wiary w ich skuteczność,
B. Przestrzegania specjalnej diety,
C. Trzymania dyscypliny ich zażywania.

A oto adres Instytutu:

Instituto Peruano de Investigacion
Fitoterapica Andina
Ave. El Rosario 512-526
Chiclacayo, Lima 08, PERU
Tel: 011-511-358-3566;
011-511-358-4772.
Fax: 011-511-358-4703
www.ipifa.org

Wywiad tygodnia
Umieć żyć
Mama z dzidziusiem

Z Ireną Jarocką rozmawiała Barbara Aleksandrowicz z „Tygodnika Polonijnego”.

Mieszka Pani obecnie w Teksasie. Kiedy i jak Pani tam trafiła? Dlaczego właśnie tam?

W Teksasie mieszkam od trzech lat. Mój mąż dostał pracę jako profesor wydziału Computer Science na Texas Tech University. Przebywam tam, gdzie mąż dostaje pracę, ja zawsze się dostosowuję. Przemieszczam się z miejsca na miejsce, by wykonywać moją pracę i potrzebuję do tego samolotów i z nich najczęściej ostatnio korzystam.

Bywa Pani, choć niestety bardzo rzadko, na Wschodnim Wybrzeżu USA. Co sprowadza Panią tym razem?

Nie jestem wcale tak rzadko na Wschodnim Wybrzeżu. Byłam ostatnio z koncertami w Filadelfii, Reading, Allentown, “Polskiej Częstochowie” i na Florydzie. Będę także w Waszyngtonie i w Wood-Ridge w New Jersey na Balu Podróżnika 4-go lutego.

Nad czym Pani obecnie pracuje?

Ogromnie dużo czasu pochłania mi teraz “Discover Poland Festival”, który odbędzie się w Santa Monica w dniach od 28 do 30-go kwietnia. Jest to festiwal pokazujący Amerykanom dzisiejszą Polskę . Pracuję nad nowym CD, kończę autobiografię, przygotowuję trasę na maj i czerwiec po Polsce, pracuję także nad rozszerzeniem mojego repertuaru. Jak widać planów mam mnóstwo i im dalej w życie, tym jest ich więcej.

Gdzie Pani ostatnio koncertuje? Czym różni się publiczność w Polsce od tej polonijnej? Która jest bardziej wymagająca?

Koncertuję w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie, a przede wszystkim w Polsce.
Trudno powiedzieć, która publiczność jest bardziej wymagająca. Zawsze jest to “moja” publiczność, czekająca na wspomnienia związane z moją piosenką. Uczucia ludzi są wszędzie takie same. Dzisiaj już te reakcje wyrównały się. Kiedyś publiczność polonijna w Stanach reagowała bardziej żywiołowo na stare piosenki. Tęskniła za krajem i życiem, które tam zostawiła. Przez “żelazną kurtynę” trudno było się przebić, więc pozostawała im tęsknota i listy do najbliższych w Polsce. Teraz, gdy te piosenki nabrały patyny czasu, to dla wszystkich stały się szczególnie drogie przez wspomnienia, które są i tu i tam podobne.

Pani przeboje (właściwe wszystkie Pani piosenki są przebojami) zna cała Polska. Znają je również Polacy rozrzuceni po całym świecie. Co sprawia, że trafiają one do wszystkich? W jaki sposób dobiera Pani sobie repertuar, kompozytorów, autorów tekstów? Czy teksty pisze Pani również sama? Czy myślała Pani o tym?

Moje piosenki dobieram pod kątem dobrej muzyki i tekstu o zwykłych ludzkich sprawach, smutkach i radościach. Zawsze są one zgodne z moim wnętrzem. Jestem sobą w piosence, śpiewam prawdę i może dlatego moje piosenki tak trafiają do ludzkich serc. Piszą je różni kompozytorzy i autorzy; byłam zawsze bardzo wybredna jeżeli chodzi o dobór piosenek. Czasami nawet zdarzało się, że nie mogłam zdecydować się na zaproponowany utwór i oddawałam go z powrotem, po czym ktoś inny go nagrał i był to wielki przebój. Widocznie tak musiało być. Nie narzekam i tak miałam wiele przebojów, które przetrwały próbę czasu. Pewnie jestem w czepku urodzona.

Czy czuje się Pani kobietą spełnioną?

Mam to szczęście, że czuję się spełnioną artystką i kobietą, aczkolwiek nadal lubię odkrywać nowe możliwości, stawiać sobie kolejne wyzwania. Jestem niczym życiowy gracz, którego ekscytuje poznawanie życia i pokonywanie własnych słabości. Eksperymentuje, żyje całą sobą. Mam nadal wielkie plany i dużo do zrobienia.

Jakie są Pani pasje życiowe i zainteresowania poza muzyką? Jak i gdzie spędza Pani wolny czas? Z kim lubi Pani przebywać?

Moją pasją oprócz muzyki są podróże, poznawanie świata, wędrowanie po górach, spływy pontonowe po górskich rzekach, dobra książka, a ostatnio promocja Polski. Każdą wolną chwilę staram się spędzać z bliskimi. Jako, że często wyjeżdżam z domu, nie wyobrażam sobie wakacji bez mojej rodziny.

Czy ma Pani swoją receptę na zachowanie młodości i urody? A może sposób na zatrzymanie czasu, bo on definitywnie zatrzymał się dla Pani. Czy uprawia Pani jakieś sporty, stosuje terapie, itp?

Nie stosuje specjalnych zabiegów, aby wyglądać młodo. Mój wygląd w dużym stopniu zawdzięczam genom. Nie przejmuję się zmarszczkami, bo są one podobno oznaką mądrości. Pogoda ducha objawia się na twarzy. Jestem życiową optymistką, potrafię przebaczać, niepowodzenia traktuję jako kolejną szkołę życia, nie rozczulam się nad sobą, gdy coś mnie boli, potem samo przechodzi. Utrzymuję stałą wagę od wielu lat. Staram się również zdrowo odżywiać, czasami chodzę do Fitness Center, choć uważam, że powinnam korzystać z niego częściej. Niekiedy mam słabość do słodyczy, szczególnie do pysznych ciastek w Polsce, do polskiego chleba, który mogłabym jeść kilogramami, gdyby nie obawa przed nadwagą. Muszę się przyznać, że nie oszczędzam się w życiu. Ciężko pracuje i rozpiera mnie energia. Nie potrzebuję wiele czasu, aby się zrelaksować. Bywa jednak, że pojawia się potrzeba wyciszenia się, znalezienia czasu na “nicnierobienie”.

Czy ma Pani jakieś szczególnie bliskie Pani sercu utwory? Czy wiążą się z kimś lub czymś szczególnym?

Bliskie memu sercu utwory? Mam ich bardzo dużo, śpiewam różne gatunki muzyki. Trudno powiedzieć w czym najlepiej się czuję. Może w piosence refleksyjnej, głębokiej, chociaż jestem również otwarta na nową muzykę. Chciałabym na nowym CD ujawnić moje nowe możliwości wokalne, wejść w inne brzmienia aranżacyjne. Jestem zafascynowana możliwościami nagraniowymi w dzisiejszym studio. Śpiewanie to wielka frajda. Moje piosenki łączą się z różnymi wspomnieniami w życiu, do których wracam wraz z moją piosenką. Przykładowo utwór Wymyśliłam Cię dostałam od mojego byłego męża Mariana Zacharewicza, który przywiózł mi ją do Paryża. Przebywałam tam już czwarty rok i nie mogłam zdecydować się na powrót do kraju, chociaż bardzo tęskniłam za wszystkim co polskie. Marian dał mi tę piosenkę pod warunkiem, że szybko wrócę do Polski i tam pozostanę. Wróciłam, zaśpiewałam i….zostałam.

Czy uważa Pani, że artyści rodem z Polski mają większe szanse na realizowanie swoich marzeń w Ojczyźnie, czy też USA otwiera im większe perspektywy kariery artystycznej? Od czego to zależy?

Myślę, że rynek amerykański jest bardzo trudny, aby na nim zaistnieć. Łatwiej przebić się ludziom młodym, oryginalnym, posiadającym wielkie pieniądze i dobrego menadżera. Niezbędna jest też ciężka praca i łut szczęścia. Być może młodzież polonijna miałaby większe szanse zaistnieć w polskim show biznesie, ale tam także trzeba spełniać podobne warunki jak w Stanach. Dzisiejszy polski show biznes przypomina bardzo amerykański.

Jakie rady dałaby Pani młodym adeptom estrady?

Do osiągnięciu sukcesu potrzeba 10% talentu, 10% szczęścia i 80% procent pracy. Ważna jest również wiara w spełnienie marzeń.

Irenę Jarocką znamy jako wielką gwiazdę estrady o nieprzeciętnej urodzie i wdzięku, pewną siebie, świadomą tych atutów, niedostępną. Jaka jest Irena Jarocka naprawdę? Co ceni sobie w życiu najbardziej? Jakie wartości? Jak dobiera przyjaciół?

Uważam, że jestem normalnym, życzliwym człowiekiem, który stąpa twardo po ziemi. Czasem może traktuje życie trochę za poważnie. Najbardziej cenię sobie miłość, uczciwość, solidność, prawdę, szczodrość, tolerancję, pogodę ducha i poczucie humoru. W doborze przyjaciół kieruje się sercem. To ono podpowiada mi, komu mogę zaufać.

Jakie cechy ceni Pani w mężczyźnie? Jaki jest jej mężczyzna? Czym jest dla Pani rodzina, bliscy?

Mój mężczyzna to moja opoka. Wiem, że mogę na niego liczyć w każdym momencie. Zapewnia mi spokój, pewność siebie, jest ciekawy świata, inspiruje mnie do odkrywania siebie, do życia całą sobą. Szanuje przy tym moje pasje, podobnie tak jak ja szanuję jego. W naszym domu jest dużo śmiechu, ciekawych dyskusji. Problemy, których nie skąpi życie, są po to, aby je wspólnie rozwiązywać. Dziękuję Bogu, że mam tak wspaniałą rodzinę, która z wyrozumiałością podchodzi do moich wyjazdów. Kocham ją ponad życie.

Jakiej muzyki słucha Pani najchętniej? Co Pani myśli o współczesnej muzyce polskiej?

Lubię zatopić się w spokojnej muzyce do medytacji, brzmieniu fletu Indian; regeneruję się przy muzyce klasycznej.
Podoba mi się dzisiejsza muzyka w Polsce. Powstaje tam dużo pięknych piosenek, ale z żalem stwierdzam, że nie ma takiej promocji jak kiedyś i przez to wiele z tych utworów nie jest wylansowanych. Nie toleruję natomiast bzdurnych tekstów i niecenzuralnych słów w piosence. Nie lubię hard rocka i muzyki heavy metal, szkoda mi na to moich uszu. Z piosenkarzy szczególnie cenię Edytę Górniak, Beatę Kozidrak i Grzegorza Markowskiego.

Jak wygląda zwykły dzień Ireny Jarockiej?

Dzień zaczynam od pracy na komputerze, telefonów i pracy nad nowymi piosenkami. Obecnie pracuję również nad festiwalem oraz nowym programem dla Amerykanów. Wieczorami jak znajdę chwilę czasu, poprawiam moją książkę.

Czy tęskni Pani za Polską? Jak często ją odwiedza? Jak zmieniła się Polska na przestrzeni ostatnich lat? Jakie są według Pani te zmiany?

Ponieważ jestem w Polsce kilka razy w roku, to nie tęsknię już za nią tak bardzo, bo wiem, że zawsze mogę tam pojechać. Dostrzegam i cieszę się, że Polska rozkwita. Gdy jeżdżę po kraju widzę zadbane wioski, coraz lepsze drogi, coraz piękniejsze domy i coraz ciekawsze modele samochodów. Poprawia się również jakość oferowanych usług. Z naszych gabinetów stomatologicznych, salonów kosmetycznych korzystają mieszkańcy niemal całej Europy. Mamy się czym pochwalić: naszym słynnym na świecie wzornictwem, jachtami, wyrobami z bursztynu, skóry, srebra, a także osiągnięciami z dziedziny informatyki, astronomii, filmu, muzyki i w wielu innych dziedzinach. Chciałabym to wszystko móc pokazać na naszym festiwalu w Santa Monica w Kalifornii.
W Polsce mamy też najsmaczniejsze jedzenie, wszystko ma swój naturalny smak. Nigdzie na świecie chleb nie pachnie tak jak w ojczystym kraju.

Jakie ma Pani marzenia?

Marzy mi się wielka trasa koncertowa z występami w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu, Krakowie, a tutaj - w Nowym Jorku, Chicago i Toronto. Marzę również o nagraniu CD w wielkiej firmie płytowej. Chciałabym także, aby Discover Poland Festival zaistniał na stałe w Santa Monica, ale nade wszystko marzy mi się spokój ducha, znalezienie więcej czasu na poleniuchowanie i dla najbliższych. Jako że wszystkie moje marzenia się spełniają wcześniej czy później, to wierzę, że i te się spełnią.

Nowy Jork
Nowojorczycy uwielbiają jeść
Mama z dzidziusiem


Nowojorczycy uwielbiają jeść, a szczególnie poza domem. Tysiące restauracji oferuje mieszkańcom miasta potrawy ze wszystkich zakątków świata. A ponieważ jadanie w restauracjach jest stosunkowo tanią alternatywą dla przygotowywania posiłków w domu, na które wielu z nas nie ma czasu, nowojorskie restauracje nie narzekają na brak klientów.
Tylko na Manhattanie znajduje się 10 000 restauracji, gdyby więc przyszło komuś do głowy jadanie codziennie w innym miejscu na słynnej wyspie, to zajęłoby mu to bagatela…30 lat.
Do tej pory to co działo się w kuchni było dla klientów tajemnicą. Nikt z zewnątrz nie miał możliwości zajrzeć do garnka szefa kuchni, a jedynym kryterium w wyborze restauracji był prestiżowy Zagat Survey. Ranking małżeństwa Tima i Niny Zagat oceniający jakość potraw, obsługi, wystrój wnętrza i cenę potraw, nie dotyczy jednak tego co dzieje się “za kulisami”. A dzieje się tam dużo i nie zawsze najlepiej.
Na szczęście Departament Zdrowia w Nowym Jorku zdecydował się przyjść z pomocą amatorom jadania poza domem. Na stronie internetowej burmistrza miasta www.gov/health/restaurants można znaleźć rejestr restauracji nowojorskich. Wstukując nazwę restauracji otrzymamy wyniki inspekcji Wydziału Zdrowia, polskiego odpowiednika Sanepidu. Inspekcje te przeprowadzane są przynajmniej raz do roku i aż jedna na pięć restauracji nie przechodzi tego sprawdzianu. Te, którym się nie uda, mają kilka tygodni na poprawę warunków przed kolejną inspekcją. Jeśli i tej nie przejdą, lokal zostaje natychmiast zamknięty. Co roku taki los spotyka około 500 nowojorskich restauracji. Obecność myszy i karaluchów, niewłaściwe przechowywanie żywności, brak umywalek oraz mydła dla pracowników, brudne deski do krojenia, to niektóre z „przewinień”, za które restauracje dostają punkty karne.
Górną granicą jest 28 punktów. Ci, którzy otrzymają ich więcej niż 28, nie zdają egzaminu.
Wbrew pozorom, prawo bardzo często łamią znane i popularne restauracje mieście. Słynny Steakhouse z Brooklynu dostał aż 58 punktów za niewłaściwe przechowywanie mięsa, niską higienę osobistą pracowników oraz obecność myszy.
Natomiast najlepsze oceny otrzymała restauracja szybkiej obsługi z Bronxu oraz brazylijski steakhouse na Manhattanie.
A jak wypadły polskie restauracje? Teresa’s Restaurant z 1 Alei w East Village, otrzymała świetną ocenę. Natomiast jedna z największych i najbardziej popularnych restauracji na Manhattan Avenue na Greenpoincie, „zarobiła” 28 punktów.
- Ja sama pracowałam w kilku nowojorskich restauracjach i widziałam różne kuchnie - te czyste i schludne, i te brudne i okropnie śmierdzące. To co dzieje się w tych ostatnich jest wprost nieprawdopodobne. Bywa, że jedzenie z podłogi ląduje na talerzu, nieświeże ryby podaje się w zawiesistym sosie, a eskalopki „cielęce”, to nic innego jak bitki wieprzowe. Zdarza się też, że potrawa, zanim znajdzie się na stole klienta, próbowana jest przez głodnego kelnera, a nie zjedzony grillowany kurczak z sałatki trafia do pasty z sosem – twierdzi 30-letnia Kathy z Brooklynu.
Podobno najlepiej jeść w tajskich i japońskich lokalach, gdzie posiłki przygotowuje się w tzw. otwartej kuchni.
Pozostaje też wierzyć, że wyniki działań Departamentu Zdrowia będą na tyle miarodajne, że będzie można im zaufać, i że ich ujawnianie na Internecie zmobilizuje właścicieli restauracji do zadbania o zaplecze.
kr

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt