O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2006
Od Redakcji
Drodzy Czytelnicy,
W ręce Państwa oddajemy kolejne wydanie naszego pisma. Znajdą w nim Państwo, oprócz wielu ciekawych artykułów, niezwykle interesujący materiał poświęcony naszemu wielkiemu rodakowi – Ojcu Edmundowi Szelidze i jego cudownym ziołom. Autorem materiału, na który złoży się
kilka części, jest znany podróżnik, odkrywca i prezes Polonijnego Klubu Podróżnika Jurek Majcherczyk.
Życzymy przyjemnej lektury!
Nr 2 01-17-2006
Ameryka
Raj na ziemi
Mama z dzidziusiem

Na początku stycznia 2006 r. inwestor nieruchomości Richard Kurtz, nabył 5-sypialniowy budynek mieszkalny położony na 63 hektarach lasów i łąk w Alpinie w stanie New Jersey za niebagatelną sumę ….58 milionów dolarów!
Wartość samego budynku o powierzchni 7,000 stóp stanowi niewielką część tej kwoty. To działka w Alpine warta jest majątek. Miejscowość ta jest bowiem najbardziej prestiżowym miejscem w całym New Jersey.
Wg. „Worth Magazine” Alpine zajmuje 20 miejsce wśród 250 najbogatszych miejscowości w USA. Mieszkańcy tego miasta to prawdziwi wybrańcy losu. Są to ludzie bardzo zamożni i znakomicie wykształceni, głównie biali i Azjaci.
To niewielkie miasteczko położone na zaledwie 6.4 milach kwadratowych liczy... 2,400 mieszkańców. Swoje gniazdo uwiły tu takie gwiazdy jak Eddie Murphy i Chris Rock. Położone w powiecie Bergen, zaledwie 17 mil od Nowego Jorku, Alpinie jest od lat znane jako enklawa dobrobytu. Średni dochód roczny na rodzinę wynosi tutaj dużo ponad średnią krajową, a wartość domu to średnio $1 000, 000! Nic więc dziwnego, że ceny za działkę są tak wysokie. Poza tym posiadłość, w której posiadanie wszedł Kurtz, zostanie podzielona na kilkadziesiąt działek, na których powstaną ekskluzywne domy o wartości nie mniejszej niż 5 000, 000 dol. każdy.
Poziom wykształcenia w Alpinie jest znacznie powyżej średniej stanowej Aż . 62% mieszkańców tego miasteczka ma ukończone studia wyższe studia z tytułem bakałarza, a ponad 20% ukończyło studia magisterskie.
O edukację w Alpine dba się już począwszy od szkoły podstawowej. Wysoki poziom nauczania zapewnia wysoko wykwalifikowana kadra nauczycielka, a także fakt, iż na każdego nauczyciela przypada tutaj dziewięcioro uczniów.
W sąsiedzwie znajduje się świetna szkoła średnia Tenafly High School przygotowująca uczniów do studiów wyższych.
W Alpinie istnieje też dobrze wyposażone w sprzęt sportowo-rekreacyjny centrum sportowe, na terenie którego znajduje się klub pływacki, kort tenisowy oraz boisko golfowe. Jest tu również poczta, kościół i restauracja.
Tylko żyć i nie umierać.
kr

PRAWDZIWA HISTORIA OJCA SZELIGI I JEGO CUDOWNYCH AMAZOŃSKICH ZIÓŁ
MOJA HISTORIA Z OJCEM SZELIGĄ
Mama z dzidziusiem


Decydując się na napisanie serii tekstów o zmarłym niedawno Ojcu Edmundzie Szelidze postanowiłem najpierw opisać moje z nim kontakty. Wydaje mi się, że jest to ważne, aby czytelnicy wiedzieli, że moja 25- letnia historia z Ojcem Szeligą to nie przypadkowe zetknięcia, a wieloletnia, pogłębiająca się z czasem przyjaźń, która przez ostatnie kilka lat nabrała szczególnego charakteru. Czułem, że O. Szeliga bardzo chciał abym prawdę o jego ziołach przekazywał innym i był, w pewnym sensie, obrońcą jego dobrego imienia, które coraz mocniej było szkalowane przez wiele instytutów w Polsce, Londynie i na świecie bezprawnie podających się za jego reprezentantów. Wykorzystują jego podobiznę i nazwisko do promocji spreparowanych przez siebie ziół.
W kolejnych artykułach poznacie Państwo koleje losu O. Szeligi, historię odkrycia zioła "vilcacora" i jego drogę poprzez laboratoria uczelni medycznych świata. Będę również prezentował poszczególne zioła z bogatej apteki Instytutu IPIFA, założonego w 1983 roku w Limie przez O.Szeligę.
Cieszę się, że na spotkania z O.Szeligą zabierałem ze sobą kamerę wideo (szkoda tylko, że nie czyniłem tego od samego początku, dzięki czemu posiadam sporo materiału filmowego, z którego jak dotychczas udało mi się wyprodukować dwa krótkie filmy. Z ich wykorzystaniem przygotowałem trzy programy o Ojcu Szelidze i jego ziołach, które zostaną wyemitowane w znanym polonijnym programie Iwony Rachelskiej Studio 3TV, WNYE, która od ponad 13 lat nadaje je w każdą sobotę od godziny 5:30 wieczorem na publicznym kanale 25. Zapraszam do ich obejrzenia w sobotę 14, 21 i 28 stycznia. Programy telewizyjne i te artykuły wzajemnie się uzupełniają i pozwolą Czytelnikowi dowiedzieć się o niezwykłym życiu i osiągnięciach naszego wielkiego Rodaka.
„Solidarność” w Limie
W grudniu 1981 roku byłem w Peru z kolegami z wyprawy kajakowej Canoandes’79 i przygotowywaliśmy się do powrotu do Ojczyzny po blisko trzy letniej podróży przez trzy Ameryki. Niestety stan wojenny pokrzyżował nasze plany i sprawił, że zostaliśmy emigrantami.
Po odkryciu Kanionu Colca byliśmy w Peru bardzo znani, przyjął nas na audiencji prezydent tego kraju, występowaliśmy w telewizji i pisała o nas prasa. Na dodatek mieszkaliśmy w hotelu o nazwie Polonia. Nasza reakcja była jednoznaczna – potępiliśmy wprowadzenie stanu wojennego i zażądaliśmy uwolnienia wszystkich aresztowanych z Lechem Wałęsą na czele. Napisaliśmy kilka odezw–apeli to społeczeństwa peruwiańskiego, do prezydenta Peru o wyrażenie solidarności z „Solidarnością” i całym narodem polskim. Apele te odczytaliśmy w telewizji. Opublikowała je cała prasa. Ambasada polska zażądała od nas natychmiastowego zaprzestania tej działalności i powrotu do Warszawy samolotem przez Moskwę! W odpowiedzi założyliśmy przedstawicielstwo „Solidarności” w Limie z zasięgiem na całą Amerykę Południową. Naszą pierwszą akcją było zorganizowanie mszy świętej za Polskę w intencji zabitych górników i cierpiącego narodu.
Ksiądz zakonnik z dżungli…
Jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że nie mogliśmy znaleźć polskiego księdza, który odprawi mszę za Ojczyznę! W samej Limie było czterech polskich księży, którzy pracowali w kilku parafiach. Wszyscy gdzieś nagle wyjechali lub byli chorzy. Mijały dni, a my dalej szukaliśmy, nie tracąc nadziei. I nagle w naszym biurze zadzwonił telefon i w pięknej polszczyznyźnie odezwał się głos: „Słyszałem, że potrzebujecie księdza do odprawienia mszy za Polskę. Ja to uczynię z wielką radości. Nazywam się Edmund Szeliga i dzwonię z Tarapoto z Amazonii...”. To był ksiądz zakonnik- salezjanin, o którym jeszcze wtedy nic nie wiedzieliśmy. Jakaż była nasza radość! Mamy polskiego księdza!
W dniu 20 grudnia do jednego z największych kościołów w Limie pw. Matki Boskiej Fatimskiej, na mszę św. za Polskę przychodzi ponad trzy tysiące osób, w tym kilkuset polskich marynarzy. Na żywo msza jest transmitowana przez trzy główne stacje telewizyjne na całe Peru. Atmosfera jest podniosła i bardzo patriotyczna, w czym jest ogromna zasługa Ojca Szeligi, który z mównicy okrytej biało-czerwoną flagą wygłasza przepiękne kazanie o swojej Ojczyźnie, która cierpi, a której nie widział przez blisko 50 lat. Na zakończenie mszy zostaje odczytany w języku polskim i hiszpańskim nasz apel do narodu i prezydenta Peru o solidarność z narodem polskim. O tego dnia osoba O. Szeligi staje mi się bardzo bliska.
Spotkanie po latach terroru..
Z Peru wyjechaliśmy w poszukiwaniu miejsca dla siebie. Trafiliśmy do Stanów Zjednoczonych. Ojciec Szeliga wrócił do Amazonii do swoich Indian i tak na wiele lat utraciliśmy kontakt ze sobą. Nadeszły ciężkie lata dla Peru, terroryzm zawładnął całym krajem. Tak było aż do roku 1992 kiedy to całe przywództwo „Świetlistego Szlaku" zostało złapane w Limie na terenie tak zwanej "Polskiej Parafii", dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci dwóch młodych polskich zakonników - Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka - których ci sami terroryści zamordowali w bestialski sposób strzałem w tył głowy. Ale to już osobna historia.
Gdy ustał terror i życie wróciło do normy, powróciłem do Peru z grupą polonijnych podróżników i zastałem O.Szeligę w jego już od kilku lat funkcjonującym Peruwiańskim Instytucie Fitoterapii Andyjskiej (IPAFA) z siedzibą w Limie. Wspomnieniom nie było końca. Wtedy to po raz pierwszy usłyszałem od niego samego historię pracy misyjnej wśród Indian w Amazonii, o jego fascynacji ziołami z dżungli (szczególnie Vilcacorą) oraz dzieje założenia Instytutu IPIFA. Ja zaś podarowałem mu swoją książkę „Zdobycie Rio Colca – Najgłębszego Kanionu Ziemi”, w której napisałem o naszym pierwszym spotkaniu i mszy za „Solidarność”.
Co roczne spotkania…
Od tego pamiętnego spotkania odwiedzałem go w Instytucie przynajmniej raz w roku. Rozmawialiśmy o postępach badań nad kolejnymi ziołami. Kiedyś z wielką radością poinformował mnie o znalezieniu zioła, które bezpośrednio działa na komórki rakowe, Nazywa się „Annona Muricata”. Natomiast "Vilcacora" (czytaj - Łilkakora) działa w sposób pośredni na raka, wpływając na system obronny organizmu, który nastopnie sam zwalcza komórki rakowe. To nowe zioło okazało się być jeszcze skuteczniejsze w zwalczaniu komórek rakowych, niż Vilcacora, gdyż atakowało je wprost, niszcząc jest całkowicie.
Ojciec Szeliga coraz częściej wspominał również o przykrościach, jakie wyrządzają mu dwaj Polacy, którzy najpierw obiecali mu, że założą filie IPIFA w Polsce, a później okazało się, że Instytut taki powstał, ale w… Londynie. Wtedy O.Szeliga zerwał z nimi kontakt i odebrał im prawo reprezentowania IPIFA. Mimo tego oni nadal bezprawnie podają się za jego reprezentantów wykorzystując do promocji jego imię i podobiznę i sprzedają zioła o wątpliwej reputacji.
Polonia u Ojca Szeligi…
Kilkakrotnie, zapraszałem Ojca Szeligę, aby odwiedził Polonię w USA. Dwa razy byliśmy blisko jego przyjazdu. Nie udało się ze względu na pogarszający się stan jego zdrowia, który obserwowałem z wielkim niepokojem. Widząc nasz żal O. Szeliga powiedział: „Jak ja nie mogę przyjechać do Was to proszę Wy przyjedźcie do mnie, … to tylko sześć godzin lotu, tak blisko..” Nie mogłem odmówić.
Najpierw jednak jesienią 2004 roku zorganizowałem dwa wieczory poświęcone Ojcu Szelidze i Peru. Pierwszy w Passaic, a drugi na Greenpoicie. Na obu prezentacjach było blisko 600 osób, które zasmakowały nie tylko peruwiańskich napojów, ale też zobaczyły grupy folklorystyczne, wykonujące tańce z różnych rejonów Peru. Zainteresowanie osobą naszego wybitnego rodaka i jego ziołami było tak duże, że do Limy pojechały trzy grupy - w listopadzie 2004 r, w styczniu i kwietniu 2005 r.
W czasie czterodniowego pobytu w Limie spotkaliśmy się z O.Szeligą w klasztorze Salezjanów, gdzie mieszkał. Dwukrotnie odwiedziliśmy Instytut IPIFA, gdzie każdy z uczestników mógł spotkać się z lekarzami i otrzymać stosowną do diagnozy ziołową kurację. Zwiedzieliśmy również Limę „Miasto Królów” i pojechaliśmy wzdłuż najwyższej kolei świata, zaprojektowanej i zbudowanej przez polskiego inż. Ernesta Malinowskiego. Wracaliśmy z tych wycieczek obładowani do granic możliwości ziołami i pamiątkami oraz niezapomnianymi wrażeniami ze spotkania z Ojcem Szeligą.
Honorowy Odkrywca…
Przed pierwszym wyjazdem do Limy zarząd Polonijnego Klubu Podróżnika postanowił nadać Ojcu Edmundowi Szelidze Honorowe Członkostwo naszego Klubu w uznaniu wybitnych osiągnięć w eksploracji dżungli amazońskiej, w której spędził blisko 70 lat swojego życia. Rezultatem tego było nie tylko odkrycie dla cywilizacji wielu leczniczych ziół, ale również jego wielce pożyteczna działalność na rzecz ochrony środowiska i okolicznych mieszkańców. Doprowadził do nadania przez rząd peruwiański kilku indiańskim plemionom aktów własności ziemi na pow. wynoszącej ponad 120 tys. hektarów amazońskiej dżungli. Ziemia ta przestała być niczyja stając się prawnie własnością rodowitych mieszkańców. Odtąd mogli bez obaw zabronić firmom farmaceutycznym dewastowania na tych terenach flory.
Wręczenie Dyplomu Honorowego Członka 94-letniemu zakonnikowi Edmundowi Szelidze odbyło się w dniu 24 listopada 2004 r, w Klasztorze Salezjanów w Limie. W ten sposób dołączył on do grona innych wybitnych polskich odkrywców wyróżnienionych przez nasz klub - do Elżbiety Dzikowskiej, Marka Kamińskiego, Macieja Kuczyńskiego, Andrzeja Zawady, Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz, Krzysztofa Wielickiego, prof. Zdzisława Ryna i Olgierda Budrewicza.
Nobel dla O. Szeligi…
Gdy jesienią 2004 r. Kenijka Wangari Maathai otrzymała pokojową nagrodę Nobla, głównie za to, że założyła w Kenii ruch na rzecz ochrony środowiska (później została ministrem), byłem już pewny, że trzeba jak najszybciej rozpocząć akcje zgłoszenia do tej nagrody Ojca Edmunda Szeligę. Jego osiągnięcia na tym samym polu były wielokrotnie większe niż pani Maathai. Ona jednak miała bogatych sponsorów, a o polskiego misjonarza, któremu dziesiątki tysięcy osób zawdzięcza życie, który odkrywając "vilcacore", daje nadzieją wielu ludziom na wyleczenie, a także, który ochronił tysiące hektarów Amazonii od dewastacji, nikt nie zadbał. Postanowiłem na własną rękę szukać organizacji lub instytucji, która zechciałaby zgłosić Ojca Szeligę do Pokojowej Nagrody Nobla.
Udało mi się tym zainteresować Katolicki Uniwersytet Lubelski, który wysłał do Limy na rozmowę z o. Szeligą jednego z pro-rektorów. Niestety było już za późno. Stan zdrowia Ojca Szeligi pogarszał się coraz bardziej. Gdy w Watykanie umierał inny nasz wielki Polak, Papież Jan Paweł II, ja byłem w Limie u Ojca Szeligi, który gasł w oczach. Jego głos był bardzo słaby, a od kilku miesięcy poruszał się tylko na wózku inwalidzkim. Prosił mnie wtedy po raz ostatni, abym bronił jego dobrego imienia i szerzył prawdę o jego dokonaniach.
Bezinteresowna działalność Ojca Szeligi dla ludzkości zasługiwała na najwyższe wyróżnienia. Szkoda, że my Polacy nie obudziliśmy się wcześniej, aby zgłosić jego osobę do nagrody Nobla. Szkoda też, że nie potrafimy docenić osiągnięć swoich rodaków za ich życia, gdy inne nacje potrafią robić to bardzo dobrze. Powinniiśmy uczyć się tego od nich.
3 września 2005 r...
Odszedł od nas wielki Polak i wielki człowiek. W chwili śmierci do ukończenia 95 lat brakowało mu dwa miesiące. Bezpośrednią przyczyną śmierci były problemy z oddychaniem oraz osłabienie całego organizmu. Jego pogrzeb odbył się w kościele przy klasztorze Salezjanów w poniedziałek 5 września. Został pochowany na cmentarzu El Angel w Limie.
Pozostanie na zawsze w mojej pamięci jako wielki Polak i patriota, oddany Bogu i ludziom, a szczególnie amazońskim Indianom, którym służył całe swoje życie. Niestety nie doczekał wyróżnienia największego –Pokojowej Nagroda Nobla, na którą w pełni zasłużył. Jego osiągnięcia dla ludzkości oceni dopiero historia.
Ja zaś cieszę się, że mogłem nie tylko osobiście go znać, ale i zaskarbić sobie jego przyjaźń. Moim obowiązkiem zaś jest – tak jak przyrzekłem – szerzyć prawdę o jego dokonaniach w jego życiu.
Zapraszam wszystkich moich Rodaków, którzy osobiście poznali Ojca Szeligę i tych, którzy przeczytają te artykuły i zobaczą programy telewizyjne w Studio 3TV, do przyłączenia się tej naszej misji promowania prawdy o dokonaniach naszego wielkiego Rodaka jakim bez wątpienia był Ojciec Edmund Szeliga.
Koniec części 1.
Jerzy Majcherczyk

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt