O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2005
Nr 17 12-01-2005
Polska
Polskie dziady czyli o śmierci trochę inaczej
Mama z dzidziusiem

„Spieszmy się kochać ludzi,tak szybko odchodzą...”
ks. Jan Twardowski

Minęły już w Polsce dni szczególne, pełne zadumy a nieraz i nieukrywanego żalu po stracie bliskch, kochanych, podziwianych osób. Oznaką ciągłej o nich pamięci są znicze, stawiane na grobach tych, ktorzy odeszli, kwiaty, które pomimo pierwszych przymrozków wciąż zdobią polskie cmentarze i ledwo słyszalny szept modlitw sączących się wciąż nieprzerwanie z ludzkich ust... Natura zresztą jakby sama popadła w ten niezwykły nastrój, nieprzypadkowo bowiem zasnute ciemnymi chmurami niebo zdaje się za słowami psalmisty powtarzać: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz...”
Nie dziwi nas nabożność a jednocześnie ponura atmosfera tych szczególnych dni, bowiem w naszej przeszłości, naszej – narodu polskiego, aż nazbyt często mieliśmy okazję do ich obchodzenia. Liczne wojny, potem powstania i ruchy narodowowyzwoleńcze przyniosły tysiące ofiar, miliony grobów i jeszcze więcej łez...
Jednak śmierć nie zawsze była postrzegana poprzez pryzmat straty, tragedi, która nieuchronnie spotyka każdego człowieka. W tradycji chrześcijaństwa jest ona swoistą bramą na drodze do wiecznej chwały a jej konieczność jedynie przypomnieniem kruchości i grzeszności wyznawców. W średniowiecznym społeczeństwie w tej jednej dziedzinie wszyscy byli jej równi: chłopi, wykształceni mnisi, potężni monarchowie i władcy. Swoim tchnieniem ogarniała prędzej czy później każdego, a straszną była o tyle, o ile przybliżała dzień sądu Pana nad jego stworzeniem. Taką też sytuację przedstawiają licznie zachowane w naszym kraju freski i malowidła kościelne, tzw. „dance macabre” – taniec śmierci. Ludzie na nich widoczni uczestniczą w niezwykłym wydarzeniu, oto obejmuje ich śmierć, przedstawiana najczęściej jako kościotrup, która trzymając za rękę wylęknionych prowadzi ich w tańcu ku krainie wieczności, albo też jak w przypadku malowidła znajdującego się w podziemiach klasztoru kamedułów nad Wigrami – wskazuje miejsce wiecznego spoczynku...
Ciekawą interpretację śmierci dał także etos rycerski, jego bowiem wyobrażenie o przejsciu do innego świata na polu chwały i mężności głosiły liczne opowiadania i legendy a nawet literatura wsoka. Mowa oczywiście o słynnej „ars moriendi” – czyli sztuce umierania, według której to prawdziwy rycerz odchodził do Pana w sposób tak teatralny, naznaczony mnogością gestów i symboli, że często sam czytelnik zaczyna wątpić w prawdziwość opowiadanej historii. Na przykład raniony wojownik, zanim skonał, łamał swój miecz, ażeby nie dostał się w ręce nieprzyjaciela i nie plamił honoru jego właściciela, dochodził do najbliższego wzniesienia, wyznawał swe grzechy Bogu jedynemu, zwracał twarz ku Ziemi Świętej a kiedy nadchodziła już chwila sam Anioł zstępował po jego duszę by odprowadzić ją do tronu przedwiecznego...
Jakże odległą od takiego stylu przeżywania śmierci jest dzisiejsza kultura amerykańskiego halloween, której powszechność występowania, nie tylko na terenie USA, jest faktem. Faktem, którego istnienie odzwierciedla ciągłą aktualność średniowiecznego zawołania „memento mori” – pamiętaj, że umrzesz. Jednak człowiek współczesny zamiast czcić śmierć coraz częściej woli się z niej śmiać, bawić się nią. Być może dlatego, iż nieprzerwanie od setek tysięcy lat próbuje ją sobie przybliżyć...i wciąż jej nie rozumie...
Piotr Borucki

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt