O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2005
Nr 11 10-20-2005
Temat tygodnia
Który jesteś w niebie

"In manus Tuas, Domine, commendo spiritum meum"
W ręce Twoje Panie powierzam ducha mojego...
(z papieskiego testamentu)
Jan Paweł II - w 27 rocznicę inauguracji pontyfikatu.

16 października 1978 r., tego pamiętnego dnia, kiedy cały świat usłyszał tradycyjną formułę: "Annuntio vobis gaudium manium: Habemus papam!" oraz obco brzmiące włoskiemu tłumowi nazwisko "Wojtyla", wiedzieliśmy już, że zaczyna się nowa epoka, przeczuwaliśmy zmianę. Jednak takiego ogromu odrodzenia wizerunku Kościoła, stolicy apostolskiej i świata nie spodziewał się wówczas nikt. Jan Paweł II zrewolucjonizował swoje czasy, sprawił, że zamknięty dotąd za świętymi murami Watykan otworzył swoje podwoje, wychodząc naprzeciw ludzkim potrzebom i troskom, a nieraz i ciekawości ludzkiej. Jeszcze nigdy dotąd tak wielu nie udało się osobiście spotkać z namiestnikiem Chrystusa, dotknąć jego dłoni, porozmawiać. Nowo wybrany Papież zrezygnował z dotychczasowego patosu i przesadnego kultu jego osoby: lektykę, na której noszono jego poprzedników zamienił na "papa mobile", najpierw otwarty, bez dodatkowych zabezpieczeń, a potem (już po zamachu na placu św. Piotra 13 maja 1981 r.) osłoniony kuloodpornymi szybami samochód. I wyruszył w świat... Jego pielgrzymki, których w ciągu 27 lat pontyfikatu odbył 104 odwiedzając łącznie 129 krajów na wszystkich kontynentach, wpisały się na trwałe w wizerunek tego niezwykłego urzędowania na Stolicy Piotrowej i stały się zarazem czytelnym świadectwem wielkiej gorliwości apostolskiej papieża Polaka, który nie ustawał w głoszeniu Chrystusa innym. Jakby zawołanie Mistrza do pierwszych apostołów sprzed dwóch tysięcy lat ciągle brzmiało w Jego uszach: "Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody".
Jaki był ten największy człowiek naszych czasów? Co sprawiało, że z największym uznaniem wypowiadali się o Nim wierzący i ateiści, politycy i przywódcy państw, ludzie prości i intelektualiści, w końcu dzieci i młodzież, których wbrew obiegowej opinii o nieatrakcyjności chrześcijaństwa, Papież przyciągał najwięcej? W 27 rocznicę inauguracji pontyfikatu, którą obchodzimy już bez naszego Ojca, ciągle pamiętając o jego niezwykłym przesłaniu i duchowej obecności pośród nas, przyjrzyjmy się momentom szczególnym Jego pontyfikatu. Wydarzenia te, wybrane spośród wielu niezwykłych i zdumiewających głębią Jego ufności i wiary, stanowią kalendarium szczególne, odsłaniające wielką osobowość świętego człowieka, który żył i modlił się pośród nas...

16 października 1978 r. Watykan - wybór kard. Karola Wojtyły na Stolicę Apostolską

Pierwszy dzień pontyfikatu Jana Pawła II, pierwszego od 455 lat papieża nie-Włocha. O wyjątkowości rozpoczynającego się urzędowania świadczy także niezapomniana scena składania homagium kardynalskiego przez Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Kiedy hierarcha z Polski ukląkł przed Ojcem Świętym i ucałował jego pierścień, Jan Paweł II uczynił niemal to samo - padł na kolana przed Prymasem i ucałował jego dłoń. Wkrótce świat obiegły niesamowite zdjęcia dwóch klęczących naprzeciw siebie wielkich Polaków.
Kard. Wyszyński tak wspominał moment rozstrzygnięcia konklawe:

"Z wielkim wzruszeniem serca, przekraczającym - zda się - ludzką wytrzymałość, pragnę dać wyraz swojej wdzięczności za okazane zrozumienie doniosłej dla Kościoła Świętego i naszego Narodu - dziejowej chwili, gdy na progu drugiego Tysiąclecia Chrztu Polski, został powołany przez Boga na tron Świętego Piotra w Rzymie, Syn Polski zawsze wiernej, Karol Kardynał Wojtyła, Pasterz Kościoła Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika, Arcybiskup Metropolita Krakowski.
Z tym dziejowym głosowaniem w Sykstynie, w obliczu Sądu Ostatecznego, łączono nadzieje, że może ten wybrany przez Boga Dawid, który nie ma doświadczenia władania orężem Goliatowym - zdoła rzucić wszystkich na kolana przed Ojcem ludów i narodów i przekonać o potędze doświadczonej wiary, bohaterskiej modlitwy, życia w ładzie nadprzyrodzonym, miłości społecznej, w poszanowaniu praw ludzi i narodów - jako jedynej broni, wiodącej do pokoju Chrystusowego w Królestwie Chrystusowym. "Stało się to przez Pana i jest przedziwne w oczach naszych" (Ps 117, 23). Stało się to obliczu Bogurodzicy Dziewicy, która wytrwała mężnie pod Krzyżem Zbawcy świata, a dziś trwa w misterium Chrystusa i Kościoła, jako Matka."


2 czerwca 1979 r. Warszawa - pierwsza wizyta Ojca Świętego w Ojczyźnie


Minął niecały rok od momentu wyboru nowego Papieża - Ojciec Święty składa swoją pierwszą apostolską wizytę w Polsce. Oprócz wielkiej radości towarzyszącej Jego przybyciu daje się wyczuć napiętą atmosferę, Jego słowa trafiają do uszu i serc milionów rodaków ale są nie na rękę władzy. Telewizja unika rzetelnych relacji z poszczególnych etapów wizyty, cenzurując nawet sam obraz, unikając pokazywania tłumów zgromadzonych na Mszy Świętej. Jednak to podczas tej pielgrzymki, w samej stolicy, padają prorocze słowa, których moc zapoczątkowała proces przemian, zapowiadała wyzwolenie:

"To wszystko: dzieje Ojczyzny, tworzone przez każdego jej syna i każdą córkę od tysiąca lat - i w tym pokoleniu, i w przyszłych - choćby to był człowiek bezimienny i nieznany, tak jak ten żołnierz, przy którego grobie stoimy... To wszystko: i dzieje ludów, które żyły wraz z nami i wśród nas, jak choćby ci, których setki tysięcy zginęły w murach warszawskiego getta. To wszystko w tej Eucharystii ogarniam myślą i sercem i włączam w tę jedną jedyną Najświętszą Ofiarę Chrystusa na placu Zwycięstwa.
I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja: Jan Paweł II papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi:
Niech zstąpi Duch Twój!
Niech zstąpi Duch Twój!
I odnowi oblicze ziemi.
Tej Ziemi!"


13 maja 1981 r. watykański Plac św. Piotra - zamach na życie Papieża


Tego dnia, jak co środę o godz.17, trwa audiencja generalna Jana Pawła II. Biały, odkryty samochód objeżdża po raz drugi plac, Papież bierze na ręce małą dziewczynkę, po czym oddaje ja rodzicom. Nagle powietrze przeszywa huk wystrzałów. Jest godzina17.19. Arcybiskup Stanisław Dziwisz:

"Byłem tak wstrząśnięty, że nie od razu zrozumiałem. Wybuch pod autem? Huk był ogłuszający. Naturalnie, szybko zrozumiałem, że ktoś strzelał. Ale kto? I zobaczyłem, że Ojciec Św. został zraniony. Chwiał się, ale nie było widać ani krwi ani ran. Zapytałem: Gdzie? Odpowiedział: W brzuch. Spytałem jeszcze: Czy bardzo boli? Odpowiedział: Tak. Stojąc za Ojcem Świętym podtrzymywałem go, żeby nie upadł. Półleżał w aucie, oparty o mnie i tak dojechaliśmy do ambulansu Koło centrum sanitarnego wewnątrz murów watykańskich. (...) Ojciec Święty miał oczy zamknięte, bardzo cierpiał i powtarzał krótkie modlitwy w formie aktów strzelistych. O ile dobrze pamiętam, to najczęściej: Maryjo, Matko moja! Maryjo, Matko moja!"

Ojciec Święty zostaje natychmiast przewieziony do szpitala, gdzie trwa długa i niebezpieczna operacja. W oczekiwaniu na jakiekolwiek informacje o stanie zdrowia Papieża ludzie tłumnie gromadzą się na placu. Jednak lekarze ostrożnie wypowiadają się na ten temat, jedno jest pewne: Jego życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo...
Jak już wiemy, po sprawnym leczeniu i pobycie w szpitalu, Papież powraca w pełni gorliwości i zapału do swoich obowiązków. A oto jak On sam komentuje to wydarzenie:

"To był prawdziwy cud i wiem, komu go zawdzięczam. Jedna ręka trzymała pistolet, a inna prowadziła kule. Zamach miał miejsce 13 maja, w rocznicę pierwszego objawienia się Matki Boskiej w Fatimie. Nawet godzina i minuty się zgadzały."

Po czym z jeszcze większym oddaniem powtarza: "Totus Tuus Marie, totus Tuus..." (cały Twój Maryjo, cały Twój).


9 czerwca 1999 r. - siódma pielgrzymka Jana Pawła II do Polski - przeczucie śmierci


Papież odwiedza dawny klasztor kamedułów nad Wigrami. Był tu jako młody kapłan otoczony gronem przyjaciół i młodzieży, pamięta organizowane wtedy spływy kajakowe i długie, poważne rozmowy. Jako autor "Miłości i odpowiedzialności" był nieocenionym nauczycielem wchodzących dopiero w dorosłe życie młodych ludzi. Jednak teraz, już u schyłku swojego, mówi:

„Nie jestem tu po raz pierwszy, ale jako Papież chyba po raz ostatni"

Jednak te chwile refleksji i prywatnego zadumania nad dziełem Stwórcy poprzedza wciąż niestrudzone napominanie i głoszenie Słowa Bożego. Dzień wcześniej Jan Paweł II woła w Ełku:

"Nie zatwardzajmy serc, gdy słyszymy "krzyk biednych". Starajmy się usłyszeć to wołanie. Starajmy się tak postępować i tak żyć, by nikomu w naszej Ojczyźnie nie brakło dachu nad głową i chleba na stole, by nikt nie czuł się samotny, pozostawiony bez opieki. Z tym apelem zwracam się do wszystkich."


20 - 26 marca 2000 r. - wizyta Ojca Świętego w Izraelu, modlitwa pod Ścianą Płaczu


W tych dniach miały miejsce wydarzenia, które wprowadziły w zdumienie nawet niektórych hierarchów kościoła katolickiego. Papież Jan Paweł II, nieustannie nawołujący do podjęcia dialogu miedzy wyznaniami, ten sam Papież, który jako pierwszy z następców św. Piotra modlił się w Synagodze, przeprasza za błędy i grzechy Kościoła popełnione w ciągu lat jego istnienia na narodzie żydowskim. "To nasz prawdziwy brat" - mówią żydzi.
Staje też przed Ścianą Płaczu - najświętszym miejscem judaizmu, by swoją modlitwą prosić dobrego Ojca o przebaczenie i nastanie pokoju między religiami, państwami. Jego pochylona sylwetka zdaje się nosić brzemię i czuć ciężar win, do których Kościół otwarcie się przyznaje. Zgodnie z tradycją wkłada w mur kartkę ze słowami:

"Boże naszych ojców, Ty wybrałeś Abrahama i jego potomstwo, aby objawić swe Imię narodom. Jesteśmy głęboko zasmuceni postępowaniem tych, którzy w ciągu historii spowodowali cierpienia Twoich dzieci. Prosząc Cię o przebaczenie, chcemy zobowiązać się do prawdziwego braterstwa z narodami Przymierza".


26 czerwca 2000 r. - Jan Paweł II - powiernik trzeciej tajemnicy fatimskiej


Kongregacja Doktryny Wiary opublikowała treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, której powiernikami od roku 1917 stali się kolejni papieże, w tym Jan Paweł II. Czego dotyczyła owa tajemnicza wizja? Według Kościoła jest zapowiedzią męczeńskiego świadectwa chrześcijan XX wieku, a szczególnie świadectwa wiary Jana Pawła II i zamachu na Jego osobę. To także znak nieustannej opieki Chrystusa i Jego Matki nad kościołem. Poniżej prezentujemy treść proroctwa objawionego 13 lipca 1917 w Cova da Iria-Fatima:

"Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.
Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawa ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: 'coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim' Biskupa odzianego w Biel 'mieliśmy przeczucie, ze to jest Ojciec Święty'. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stroma górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi, Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga."

2 kwietnia 2005 r. - Papież Jan Paweł II umiera

Jest koło godziny 22, wieczór... uwaga całego świata już od kilku dni skupia się na najmniejszym państwie, w którym kona Jan Paweł II. Pod rozświetlonymi oknami Jego papieskiego apartamentu, gdzie gromadzą się na modlitwie różnojęzyczne tłumy, pojawia się sylwetka Arcybiskupa Leonardo Sandri, który cichym głosem mówi: "O godzinie 21.37 nasz Ojciec Święty powrócił do domu Ojca." I milczenie... a zaraz potem jednostajny szept modlitwy. Cóż można więcej? Ave Maria, gratia plena, Dominus tecum....
A potem kardynał Ratzinger, wygłaszając podczas pogrzebu Ojca Świętego homilię, powie:

"Dla nas wszystkich pozostaje niezapomniana chwila, gdy w ostatnią Niedzielę Wielkanocną swego życia Ojciec Święty, naznaczony cierpieniem, ukazał się jeszcze raz w oknie Pałacu Apostolskiego i po raz ostatni udzielił błogosławieństwa "Urbi et Orbi". Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi obecnie w oknie domu Ojca, spogląda na nas i nam błogosławi. Tak, błogosław nam, Ojcze Święty. Powierzamy twoją drogą duszę Matce Bożej, twojej Matce, która prowadziła cię każdego dnia i zaprowadzi cię teraz do wiecznej chwały swego Syna, Jezusa Chrystusa, Pana naszego."

Papież poeta

Ktoś się długo pochylał nade mną
Cień nie ciążył na krawędziach brwi.
Jakby światło pełne zieleni,
jakby zieleń, lecz bez odcieni,
zieleń niewysłowiona, oparta na kroplach krwi.

To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
Które się we mnie osuwa, a pozostaje nade mną,
chociaż przemija opodal - lecz wtedy staje się wiarą i pełnią.

To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
taka milcząca wzajemność.

Zamknięty w takim uścisku - jakby muśnięcie po twarzy,
po którym zapada zdziwienie i cisza, cisza bez słowa,
która nic nie pojmuje, niczego nie równoważy -
w tej ciszy unoszę nad sobą nachylenie Boga.

Za tę chwilę pełna śmierci dziwnej,
która w wieczność niezmierną opływa,
za dotknięcie dalekiego żaru,
w którym ogród głęboki omdlewa.
Zmieszały się chwila i wieczność,
kropla morze objęła -
opada ciszą słoneczną
w głębinę tego zalewu.

Czyż życie jest falą podziwu, falą wyższą niż śmierć?
Dno ciszy, zatoka zalewu - samotna ludzka pierś.
Stamtąd żeglując w niebo
kiedy wychylisz się z lodu,
miesza się szczebiot
dziecięcy - i podziw.

Uwielbiam cię, siano wonne, bo nie znajduję w tobie
dumy dojrzałych kłosów.
Uwielbiam cię, siano wonne, któreś tuliło w sobie
Dziecinę bosą.
Uwielbiam cię, drzewo surowe, bo nie znajduję skargi
w twoich opadłych liściach.
Uwielbiam cię, drzewo surowe, boś kryło Jego barki
w krwawych okiściach.

Uwielbiam cię, blade światło pszennego chleba,
w którym wieczność na chwilę zamieszka,
podpływając do naszego brzegu
tajemną ścieżką.

Piotr Borucki

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt