O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2005
Nr 6 09-15-2005
Wywiad tygodnia
Lucyna Barczak - malowidła ścienne
Tygodnik Polonijny: Pani Lucyno, malowidła ścienne to zawód czy hobby?
Lucyna Barczak: Myśle, że najtrafniej byłoby powiedzieć, że to praca połączona z pasją. Kiedy dwa lata temu przyjechałam do Stanów Zjednoczonych, nie miałam pojęcia, że będę się tym zajmowała.
TP: Zatem nie tylko praca jest Pani pasją ale jeszcze przypadkiem! Ciekawe! Jak zaczęła się Pani przygoda artystyczna? Też tak nietypowo?
LB: Całkiem klasycznie (śmieje się)! Skończyłam w Polsce studia architektoniczne na Politechnice w Krakowie, pracowałam potem w firmach KB Projekt i Prospekt, w których odnosiłam swoje małe sukcesy - dwa projekty, nad którymi między innymi pracowałam wtedy były w pierwszej dziesiątce najlepszych! Projektowałam dla sieci sklepów Almi Decor specjalizujacej się w produkcji ekskluzywnych elementów wyposażenia wnętrz. Przeprowadzałam też renowację ołtaży w Kościele pod Tarnowem, mam na swoim koncie obrazy sakralne, projektowałam też dużo na własną rękę
TP: Imponująca wszechstronność!
LB: I to jeszcze nie koniec! Skończyłam też Studium Wizażu i Stylizacji w Krakowie, co bardzo cieszyło wszystkie moje koleżanki, którym robiłam makijaże i fryzury na wszystkie możliwe okazje. Ale tak poważnie, rzeczywiście jestem dość wszechstronna artystycznie, ale to co pociąga mnie najbardziej, to faza projektowania, moment w którym uruchamiam całą wrażliwość i intuicję.
TP: Co skłoniło Panią do przyjazdu tutaj, do USA?
LB: Z dnia na dzień zakończyła się moja współpraca z Almi Decor i musiałam wybrać: albo szukać sobie nowej pracy w kraju albo wyjechać do Stanów, gdzie był wtedy mój chłopak. Nie żałuję swojej decyzji, choć na początku było ciężko, nie wiedziałam za co się zabrać. Około trzy miesiące zajęła mi aklimatyzacja. Chyba odruchowo wzięłam z Polski teczkę ze swoimi projektami i ostatecznie okazało się, że bardzo mi się przydała. Znajomy kontraktor zapoznał mnie z ludźmi, którzy szukali akurat kogoś, kto pomalowałby im pokój syna. Zlecili mi wykonanie projektu. Kilka miesięcy spędziłam nad tym zadaniem. Ci państwo mieszkaja w Upper Sadle River, tam właśnie zrobiłam swój pierwszy w Stanach projekt. Tam zaczęłam i zostałam do dziś
TP: Co ma Pani przez to na myśli?
LB: Chodzi mi o to, że większość moich klientów jest właśnie z Upper Sadle River i z okolicznych miejscowośći, bowiem zaufanie jakie sobie wypracowuję u swoich klientów owocuje tym, że polecają mnie potem swoim sąsiadom, ci następni - kolejnym i tak się mój biznes kręci.
TP: Sprytne, ale z tego co wiem, pracowała Pani też na Manhattanie, dla kogo robiła Pani projekty?
LB: Malowałam w restauracji „Mała Italia”, miałam też kilka innych zleceń, ale z Manhattanem było o tyle problematycznie, że dojazd tam ze wszystkimi moimi farbami i materiałami, nie kalkulował mi się czasowo i był naprawdę utrapieniem. A i jeszcze te ciągłe problemy z parkowaniem sprawiły, że postanowiłam się skoncentrować na Upper Saddle River i okolicach. Lubię też Crescil - miejscowość z najwyższej półki, same bogate rezydencje.
TP: Zajmijmy się przez chwilę malowaniem samym w sobie..
LB: Bardzo chętnie!
TP: Skąd czerpie Pani inspiracje do swoich projektów?
LB: Bardzo często inspiracją są dla mnie po prostu oczekiwania moich klientów. Przeważnie pokazują mi zdjęcia ze swoich ulubionych miejsc i chcą ich odwzorowanie na ścianie, lub proszą tylko o wzorowanie się na nich. Zdarza się też, że siadam z właścicielką domu, zazwyczaj rozmawiam z kobietami, panowie nie zawsze chcą się wtrącać w dekorację domu, i przeglądamy różne gazety. Lubię tez szperać w księgarniach, często znajduję coś w kalendarzach, bardzo różnie.
TP: A co jest dla Pani twórczości najbardziej charakterystyczne? Jakiś ulubiony kolor może lub sposób pociągnięcia kreską, po którym można poznać niewiedząc wcześniej że malowidło na które patrzymy zostało zrobione Pani rękoma?
LB: Charakterystyczna dla mnie jest miękkość, ulotność moich projektów. Nie mogłabym zrobić niczego mocnego, szorstkiego. Lubię jasne barwy, pastele. Lubię ocieplać chłodne wnętrza. Mój styl nazwałabym intuicyjnym, bo staram się wczuć w atmosferę pomieszczenia. Chcę stworzyć w tych intymnych miejscach, jakimi są sypialnie czy jadalnie, malowidła z którymi ich mieszkańcy będą się czuli dobrze. Chcę by moja praca dawała im relaks.
TP: A czy zdarzyło się, że kiedykolwiek klient był niezadowolony z efektów Pani pracy?
LB: Tylko raz. Wiedziałam od samego początku, że coś pójdzie nie tak, bo klientka życzyła sobie mieć coć, co zupełnie nie pasowało do wnętrza, ale nie dawała się przekonać i ostatecznie, wbrew sobie, zrobiłam to co chciała najlepiej jak potrafiłam. Wynik był taki, że żadna z nas nie była zadowolona. On przekonała się, że miałam rację, a ja na zawszę zapamiętam, by zawsze słuchać swojej intuicji.
TP: Co jeszcze, oprócz talentu i intuicji trzeba mieć, by być dobrym w Pani pracy?
LB: Myślę, że trzeba mieć predyspozycje psychologiczne. Klient zazwyczaj nie wie do końca co ostatecznie znajdzie się na jego ścianie, tak naprawdę wiem to tylko ja i dlatego tym bardziej muszę wiedzieć czego chcą, muszę to wiedzieć lepiej niż oni sami!
TP: To chyba nie jest łatwe?
LB: Rzeczywiście nie, ale ja to bardzo lubię. Oczywiście najlepiej jak moje wizje pokrywają się z gustami klientów, ale wspólne wypracowywanie konsensusu też ma swój urok. W fazie projektowania z klientem łączy mnie bardzo dużo - pragnienie, by było pięknie.
TP: Malowanie daje pani spełnienie, prawda?
LB: O tak, jestem bardzo szczęśliwa!
TP: Co jeszcze, spoza dziedzin artystycznych daje Pani radość?
LB: Mąż, książki, ciepło na dworze. Lubię tez chodzić na siłownię, a może raczej muszę, ze względu na to, że oprócz malowideł, specjalizuję się też w faux painting, czyli w technice ozdabiania całych ścian, na przykład na styl kamienny czy starego tynku z Włoch. Bardzo fajnie to wygląda, zmienia teksturę gładkich powierzchni ale dla mnie jest niezwykle pracochłonne bo wymaga ode mnie tego, że każdy centymetr, niekiedy ogromnych powierzchnii, musze dotknąć pędzlen nawet po kilka razy. Kiedyś, zanim zaczęłam ćwiczyć, moja prawa ręka była znacznie grubsza od prawej. Ja nadal czuję różnicę, ale nie wygląda to już tak śmiesznie jak kiedyś.
TP: Chciałam na chwilę zostawić temat pracy i porozmawiać o Pani ale widzę, że ...
LB: Malowanie to ja (śmieje się), ale oczywiście, pomówmy o czymś innym.
TP: Proszę zatem powiedzieć jak spędza Pani swój wolny czas, ma go Pani trochę, prawda?
LB: O tak, z moją pracą jest bardzo różnie. W tygodniu pracuję zazwyczaj 3 - 4 dni, ale na przykład w wakacje mam niewiele zleceń, bo ludzie zazwyczaj wyjeżdzają gdzieś, albo po prostu wolą odkładać remonty na zimniejsze dni.
TP: I to jest dla Pani trochę nie na rękę, bo jak Pani powiedziała, jest ciepłolubna, czy tak?
LB: Zgadza się, żeby dobrze pracować muszę mieć komfort otoczenia, ale przede wszystkim potrzebuję psychicznej równowagi. Jak mam gorszy dzień, to nie zabieram się nawet za malowanie, bo znam siebie i wiem, że wtedy mogę coś zepsuć, na przykład pracę całego tygodnia, kilkoma ruchami ręką.
TP: A wracając do wypoczynku...
LB: Lubimy z mężem jeździć nad ocean i do Pensylwanii. Rok temu, zwiedziliśmy całe Stany, od jednego do drugiego wybrzeża.
TP: A czy tęskni Pani z Polską?
LB: Oczywiście, bardzo! Jestem z Polską mentalnie związana i choć nie lubię robić dalekosiężnych planów, to raczej jak myślę o rodzinie, o przyszłym życiu - widzę je w Polsce.
TP: Dlaczego zatem Stany?
LB: Życie artysty w USA jest znacznie lepsze niż artysty w Polsce. Klienci mają budżet na zrealizowanie każdego mojego pomysłu, nic mnie nie ogranicza. Ponadto, w Polce malowidła są mało popularne, a tu każda szanująca się rezydencja ma przynajmniej kilka.
TP: A Pani marzenia, Pani Lucyno?
LB: Marzy mi się by mieć kogoś do pomocy przy części fizycznej wykonania projektu, kogoś, kto potrafiłby mnie zrozumieć i dokładnie przenieść na ścianę mój projekt. Poznałam ostatnio chłopaka, który chyba będzie się nadawał, ale byśmy mogli zacząć współpracować, potrzebuje mieć więcej zleceń.
TP: Nawet mnie nie dziwi to, że Pani marzenia dotyczą malowania, w końcu, jak Pani powiedziała, to nie tylko praca ale i ...
LB: Pasja! o tak!
TP: Ma Pani prawdziwe szczęście. Dziękuje za rozmowę.
rozmawiała
Ewa Knast

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt