O nas
reklama w Tygodniku Polonijnym
Reklama w Tygodniku
Prenumerata Tygodnika
Archiwum Tygodnika
Galeria Tygodnika
Nasi Sponsorzy
Ksiegarnia Tygodnika
Skontaktuj sie z nami
2005
Nr 1 08-11-2005
Wywiad tygodnia
Wierzę w Polonię
Mama z dzidziusiem

Stanisław Trojaniak - wlasciciel firmy konstrukcyjno-budowlanej TGC, prezes Stowarzyszenia Podhalan w New Jersey, wiceprezes Zwiazku Podhalan w Ameryce, Wielki Marszalek Parady Pulaskiego 2001-2002, kandydat do Rady Dyrektorow w Polsko – Slowianskiej Federalnej Unii Kredytowej i czlowiek sukcesu opowiada o sobie Tygodnikowi Polonijnemu, wspomina swoj rodzinny dom, mowi o pracy i rodzinie, a także zwierza sie ze swoich obaw i marzen.

TP- Gdyby mial sie Pan scharakteryzowac w kilku slowach, jakby sie Pan o sobie wypowiedzial?
ST- Jestem przede wszystkim normalnym czlowiekiem, ktory twardo stapa po ziemi i ma cele, które wytrwale realizuje. Jestem wierzacy, uczciwy, ciezko pracuje i mam wspaniala rodzine.
TP - Ogromna wiara w lepsze jutro, wiara w Polonie, zdrowe przekonania, odwaga - czy to wartosci, ktore wyniosl Pan z rodzinnego domu?
ST - Mysle, ze tak. Jestem najstarszy z rodzenstwa. Mam pieciu braci i jedna siostre. Moj tata wyjechal do Stanow Zjednoczonych 10 lat przed moim przyjazdem tutaj. Mama zostala z nami sama. Wtedy tez spadlo na mnie sporo obowiazkow i odpowiedzialnosc za mlodsze rodzenstwo. Opiekowalem sie rowniez dziadkami. Warunki, w jakich przyszlo mi żyć sprawily, ze nauczylem sie odpowiedzialnosci nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za innych.
TP - Czy Pana tata przyjechal do USA ze wzgledow politycznych?
ST - Nie. Pierwsi czlonkowie naszej rodziny przyjechali tutaj, jak udalo nam sie ustalic na podstawie kroniki, w 1909 roku. Przypuszczam, że gdyby nie pierwsza, a potem druga wojna światowa, to moi dziadkowie zostaliby tutaj na stale. Stalo sie jednak inaczej. Wrocili do kraju, gdzie urodzili sie moi rodzice, a potem ja i moje rodzenstwo. Nie cala jednak rodzina powrocila do Polski. Czesc jej pozostała w USA.
TP- Wyjechal Pan z Polski w 1983 roku. Dlaczego?
ST - Nie ukrywam, ze system, w ktorym przyszlo mi zyc w Polsce nie był w zgodzie z moimi przekonaniami. Przez wiele lat bylem nekany. Nie moglem nawet studiowac. Choc staralem sie o przyjecie na uczelnie wszedzie bylem odrzucany. Bylem niewygodny. Uważam, że to byl najgorszy system jakiego moglismy doswiadczyc. Czlowiek czlowiekowi byl wilkiem. Jesli ktos ulegał władzy i robią wszystko pod jje dyktando żyło mu się nieźle, jeśli nie – to musiał wiele cierpieć lub opuścić kraj. Tak stało się w moim przypadku. Ostatecznie wyjechałem z Polski w 1983 r.
TP -Wspomnial Pan, ze nie ukonczyl studiow, bo nie pozwolil Panu na to komunizm. Posiada Pan jednak wielka wiedzę i jest Pan inteligentny.
ST - Tak dokladnie bylo, ale nie zaluje. Jest podobno coś takiego jak inteligencja wrodzona. Faktem jest, że studiuje cale zycie zglebiajac tajniki wiedzy potrzebnej mi w prowadzeniu biznesu. Duzo czytam i interesuje sie historia swiata. Nie ukrywam jednak, ze kiedyś chcialem studiowac. Mialem tez taki zamiar po przyjezdzie do USA, ale mialem rodzine i jej utrzymanie bylo dla mnie priorytetem. Nie zaluje jednak, ze tak potoczylo sie moje zycie. Spotykam sie z wielkimi, madrymi ludzmi i wcalr nie czuje sie przy nich gorszy. Za najlepsze studia uwazam bowiem szkole zycia. Taka skonczyc z dobrym wynikiem to rzecz doprawdy wielka.
TP- Ma Pan szczesliwa rodzine, wspaniałą zone Marie i dwoje udanych dzieci.
ST - Tak, rodzine mam wspaniałą. Jeszcze w Polsce poznałem Marysię i tam wziąłem z nią ślub. W Polsce również urodzila sie nasza corka Basia. Syn Jessy był urodzony w Stanach Zjednoczonych. Obecnie uczęszcza do High School, a corka studiuje. Mieszkamy w Clifton w stanie New Jersey.
TP- Cofnijmy sie jeszcze kilka lat wstecz. Jakie byly Pana poczatki w USA?
ST - Domyslam sie, ze podobne do początków wielu Polakow przyjezdzajacych do Ameryki. Zaraz po przylocie tata znalazl mi prace w rzezni. Przez pol roku pracowalem na produkcji, pozniej zostalem przeniesiony na mechanike, co bylo blizsze moim zainteresowaniom. Po roku bylem pewny, ze Ameryka jest moją drugą Ojczyzną i tu chciałbym żyć. Wtedy tez zdecydowalem sie na sprowadzenie tu mojej zony i corki, ktore szybko zaaklimatyzowaly sie w nowym kraju. Dzisiaj, chociaz z Ameryka jestem bardzo mocno zwiazany, to jednak nie zapomnialem o Polsce. Nadal jest mi bliska i często ją odwiedzam. Mam tam dalszych krewnych, prowadze tam interesy i posiadam dom.
TP – Nade wszystko jest Pan czlowiekiem sukcesu, wlascicielem duzej firmy konstrukcyjno – budowlanej TGC.
ST - Zdecydowalem sie na jej zalozenie jakies 18 lat temu. Budownictwo bylo dziedzina, ktora, odkad pamietam, bardzo mnie interesowala. Obecnie wykonuje projekty warte kilka milionow dolarow.
TP - Mimo wielu obowiazkow znajduje Pan czas na dzialalnosc spoleczna. Jest Pan prezesem Stowarzyszenia Podhalan w New Jersey, wice prezesem Zwiazku Podhalan w Ameryce i zasiada Pan w zarządzie w kilku innych organizacjach.
ST - Jestem czlowiekiem, ktory nie potrafi siedziec w domu, ogladac telewizie i cieszyc sie z tego co ma. Lubią pracowac spolecznie i dzielic sie swoimi doswiadczeniami z innymi. Niemal codziennie z ramienia roznych organizacji spotykam sie z ludzmi pracujac dla ogolu. Dzieki pracy spolecznej czuje sie spelniony.
TP - Mimo ogromu obowiazkow znajduje Pan czas by aktywnie walczyć o dobro Polski. Byl Pan zaangazowany w procesie przystapienie Polski do NATO.
ST - O przystapienie Polski do Paktu Polnocnoatlantyckiego starala sie cala Polonia, a ja bylem w tym gronie. Organizowalismy spotkania z kongresmenami, pisalismy listy. Zrobilismy wtedy to co powinno byc zrobione i dzis mysle, ze powinnismy byc z siebie dumni. Boli mnie jednak powszechnie panujace wsrod Polonii przekonanie, ze nie warto glosowac, bo wszystko jest z gory przesadzone. A przecież wcale tak nie jest. Warto też pamiętać, udzial w glosowaniu i wolnych wyborach to podstawa demokracji i nasz przywilej, z którego powinniśmy być dumni.
TP – Odegral Pan również niebagatelną rolę w przyznaniu Polsce pomocy wojskowej od rzadu USA.
ST - W 1997 roku jako czlonek i Marszalek Dywizji Centrali Polskich Organizacji Polonijnych zabiegalem do rzadu USA o pomoc wojskowa dla Polski, ktora wedlug historii od dawna nam sie nalezala.
TP - Zaangazowal sie Pan rowniez w organizacje Olimpiady Zimowej 2006 w Zakopanem. Dlaczego nie doszlo do realizacji tego pomyslu?
ST - Zakopane bylo jednym z miast kandydujacych do organizacji igrzysk. Spodobal mi sie ten pomysl i uwierzylem w jego realizacje, dlatego aktywnie zabralem sie do pracy. Znalazlem sponsorow, nawiazlem potrzebne kontakty, organizowalem spotkania. Wiedzial o tym polski rzad. Poinformowany byl rowniez prezydent Kwasniewski, ktory o wraz z panem Paszczykiem, niegdys prezesem PKOL, sprzedali olimpiade. Nie dostalismy jej, chociaż bylismy na nia gotowi. Okazało się, że czyjas kieszen byla glebsza niz dobro kraju i to mnie boli najbardziej.
TP - W Pana slowach jest wiele goryczy, gdy mówi Pan o obecnej sytuacji w Polsce.
ST - Boli mnie nielad i zaklamanie wsrod rzadzacych naszym krajem. Chcialbym by kiedys wyszlo na jaw wszystko to, co dzis sie tak skrzetnie ukrywa. Uklady powoduja, ze o tym nie chce mowic nikt, takze tamtejsze media, a to doprowadzi do powtorki historii, ktora tak niedawno przerabialismy. Dlatego apelowalem i nadal apeluje do Polonii bysmy wzieli sprawy Polski w swoje rece. Niestety, ma jednak zbyt wiele osob, ktore do tej dzialalnosci chcialyby sie przylaczyc.
TP- Czy nie pomyslal Pan o kandydowaniu do polskiego parlamentu?
ST - Myslalem i niewiele brakowalo bym wystartowal w tegorocznych wyborach. Stwierdzilem jednak, ze moje zaangazowanie w sprawy polonijne jest zbyt duze by z niego teraz zrezygnowac. Chętnie jednak służę swoim doswiadczeniem i pomyslami, spotykam sie z wieloma osobami ze swiata polityki.
TP -Gdyby jednak zdecydowal sie Pan na kandydowanie do polskiego parlamentu, do jakiej partii by sie Pan przylaczyl?
ST - Do zadnej, bo partii do jakiej chcialbym nalezec jeszcze nie ma. Na pewno nie przylaczylbym sie do SLD, ani innego postkomunistycznego tworu. Bylbym blizej Ligii Polskich Rodzin, Samoobrony, PiS. Mam nadzieje wespol z grupa madrych ludzi stworzyc partie, ktora odpowiadalaby moim przekonaniom. Podkreslilbym znaczenie Polonii, ktora dzis jest od kraju odsuwana.
TP - W roku 2001 i 2002 zostal Pan Wielkim Marszalkiem Parady Pulaskiego, a to wielkie wyroznienie.
ST - W roku 2000 zostalem wybrany Marszalkiem Parady Pułaskiego na rok 2001. Bylem tym faktem bardzo zaszczycony. Ataki terrorystyczne na Nowy Jork spowodowaly, ze parada w 2001 roku sie nie odbyla. Rok później miałem zaszczyt poprowadzić swoich rodakow z okazji największej dorocznej manifestcji polskości Piątą Aleją. To było dla mnie niezwykle przezycie i wielka radość.
TP - W 2002 roku zdecydowal sie Pan rowniez na zalozenie Polskiego Radia RYTM, jedynej polonijnej radiostacji na Wschodnim Wybrzezu nadajacej program 24 godziny na dobe. Postawil Pan przed soba kolejne wyzwanie.
ST - Zdecydowalem sie na zalozenie radiostacji, bo uwazalem, ze Polonia jej bardzo potrzebuje. Pomogla mi w tym grupa profesjonalnych i oddanych sprawie dziennikarzy. Dzis radio rosnie w sile, a jestem z tego wielce dumny.
TP - Dlaczego zdecydowal sie Pan kandydowac do Rady Dyrektorow Polsko – Slowianskiej Federalnej Unii Kredytowej, wokol ktorej jest tak wiele niejasnosci?
ST - Pytanie jest dosc skomplikowane, bowiem zawiera w sobie wiel watkow, ktore nalezalo by poruszyc. Mysle, ze zdecydowalem sie na kandydowanie glownie dlatego, ze Unia potrzebuje ludzi zdrowo myslacych. W tej instytucji dzieja sie rzeczy, ktore bulwersuja nie tylko mnie, ale cale polonijne srodowisko. Nie w pelni wykorzystane mozliwosci Unii, brak przeplywu informacji i ogolnie panujaca dezorganizacja to problemy, ktore uniemożliwiają Unii zmierzanie we wlasciwym kierunku. Nadszedl czas, by zaprowadzic w niej lad i porzadek. Mysle, ze z moja wiedza i doswiadczeniem biznesowym jestem w stanie tego dokonac.
TP - Co chcialby Pan zmienic w PSFUK?
ST - W Unii należy zmienić bardzo wiele. Moim zdaniem instytucja idzie w zlym kierunku, a do tego nie mozemy dopuscic. Brak tam logicznego myslenia. Należy zrobić wszystko by PSFUK pozostala w polskich rekach. Chcialbym także rozszerzenia wachlarza uslug, przede wszystkim przyznawania pozyczek. Bardzo wazna jest również kwestia stypendiow dla studentow. Unia powinna ponadto wspierac polonijne biznesy, a tak nie jest. Przykladem jest chocby budowa siedziby Unii przy McGuiness Blvd. Wsrod zatrudnionych firm zadna nie jest polska. To sa dla mnie rzeczy niezrozumiale. Co do przeplywu informacji dotyczacych spraw dotyczących Unii to zamierzam udostepnic antenie Radia Rytm możliwość przekazu wiadomosci, tak by wszyscy mieli obraz tego co w dzieje sie w PSFUK.
TP- Czy w nawale tak wielu obowiazkow ma Pan jeszcze czas na rodzine?
ST - Oczywiscie, ze mam. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna i jestem z nią codziennie. Staram sie byc jak najlepszym ojcem i mezem. Widocznie nieźle się staram, bo skarg nie ma.
TP - Sadzac z Pana wypowiedzi, mozna stwierdzic, ze jest Pan odwaznym czlowiekiem. Ale nawet najodwazniejsi czegos sie lękają.
ST - Ja mysle, ze kazdy sie czegos lęka. To co mnie najbardziej niepokoi to groźba nie wykorzystania pewnych sytuacji i szans, ktore moglyby pomoc i nam, Polonii, i Polsce. Owe szanse przez zawisc i spory, mozemy bezpowrotnie stracic. Ja sam nie należę do ludzi bojaźliwych. Wierze też, ze wszystko jest w rekach Boga i, że jesli ma mnie cos spotkac to spotka.
TP - A o czym Pan marzy?
ST - Wiele moich marzeń już się spełniło, nawet te mało realne. Tych marzeń mam więcej. Jednym z nich jest to bysmy, my, Polacy, potrafili wyciagnac nauki z nauczania Papieza Jana Pawla II i wcielili je w życie.
TP. Dziekujemy za rozmowe i życzymy spełnienia marzeń.

Home | O nas | Numer bieżący | Reklama | Prenumerata | Archiwum | Galeria | Księgarnia | Kontakt