|
Serce Polonii - Wallington
Chociaż wielu przybyszów z Polski upodobało sobie Chicago i Nowy Jork, to serce Polonii amerykańskiej bije w małym miasteczku w stanie New Jersey – w Wallington.
To tu, w Wallington, w miejscu, któremu otaczające je rzeki nadały osobliwy kształt serca, od lat osiedlają się przybywający do USA Polacy. Nigdzie indziej w Ameryce nie poczują się tak swojsko jak tu, gdzie w każdym niemal sklepie, restauracji, agencji i banku słyszą na co dzień ojczysty język.
To najbardziej polskie miasto na Wschodnim Wybrzeżu, położone na południowym krańcu powiatu Bergen, zaledwie 8 mil na południe od Nowego Jorku, posiada dziś ok. 12 tysięcy mieszkańców. W ponad 2/3 z 5 tysięcy domów mieszkają Polacy, bądź Amerykanie polskiego pochodzenia.
Krótki rys historyczny
Ślady pierwszych europejskich osadników w Wallington datuje się na rok 1668. Wcześniej tereny te pokryte dziką puszczą, przemierzali wyłącznie polujący na zwierzynę Indianie. Przed osiedleniem się odstraszały ich jednak częste i gwałtowne powodzie. To właśnie dzięki nim tutejsza ziemia stała się nadzwyczaj urodzajna i zaczęła przyciągać farmerów - imigrantów z Holandii i Irlandii. Zaledwie kilka domów, jakie zbudowali oni u zbiegu dzisiejszych Paterson Avenue i Main Avenue nie zapowiadały jednak szybkiego rozwoju tych terenów. Wszystko zmieniła Amerykańska Rewolucja – żyzna gleba i piękna okolica urzekła powracających z frontu żołnierzy. Powstawało coraz więcej gospodarstw, powołano również do życia pierwszą szkołę. Stale wzrastająca liczba osadników wymusiła w końcu próby nazwania osady. Odnalezione dokumenty, z których wynikało, że aż ośmiu spośród pierwszych farmerów nosiło imię Walling, znacznie ułatwiło mieszkańcom wybór. I choć część z nich upierała się przy nazwie Andersonville, zdecydowana większość wybrała miano Wallington, skrót od wyrażenia „the town of Walling”.
1 stycznia 1895 roku miasteczko oficjalnie zaistniało na mapie powiatu Bergen. W marcu tego samego roku wybrano lokalne władze. Pierwszym w historii Wallington burmistrzem został Jacob Wagner. Od tej pory osada zaczęła wyraźnie się rozwijać. Powołano straż pożarną, powstał pierwszy kościół. W 1901 roku mieszkańcy dzięki własnej pomysłowości i pieniądzom zbudowali sieć wodociągową i kanalizacyjną. Do Holendrów i Irlandczyków zaczęli dołączać także imigranci z Niemiec, Włoch, Polski, Austrii, Rosji i Węgier. Nawet wielka powódź z 1903 roku, która zniszczyła mosty na Saddle i Passaic River i zatopiła część miasta, nie powstrzymała fali emigrantów ze Wschodniej Europy.
Liczba mieszkańców wzrastała w ogromnym tempie. W 1890 roku było ich 1,812, a pod koniec 1920 r. już 5,712, co plasowało miasteczko na 4. miejscu najbardziej zaludnionych terenów powiatu Bergen. Wybudowany w 1915 r. most łączący Wallington z Ósmą Ulicą w Passaic zaowocował dziesiątkami nowych osadników pochodzenia polskiego – robotników fabryk tekstylnych gęsto rozsianych na terenie Passaic. Z biegiem czasu miasteczko zaczęło zatracać swój agrarny charakter. Zanikały farmy, pojawiało się coraz więcej drobnych biznesów. Przede wszystkim budowano jednak nowe domy. Zaciszny Wallington jawił się bowiem mieszkańcom jako oaza spokoju, miejsce przeznaczone głównie do wychowywania dzieci i odpoczynku po pracy. Z tego względu nie zapomniano też o utworzeniu kilku placów zabaw i lokalnego parku. Do dziś The Samuel Nelkin County Park to miejsce, w którym można nie tylko spacerować i korzystać z cienia licznych drzew, ale i grać w baseball, bujać się na huśtawkach, karmić kaczki, a nawet łowić ryby w znajdującym się na terenie parku stawie.
Sielski klimat Wallington zachował do dnia dzisiejszego i nadal przyciąga jak magnes kolejne rzesze naszych rodaków.
Polskie biznesy i instytucje
W Wallington aż roi się od polskich sklepów i restauracji. Pieczywo i słodkie przysmaki kupuje się w Banaś Bakery, piekarni należącej do Zenona Banasia. Inne artykuły spożywcze sprowadzane z Polski bądź produkowane na miejscu, łącznie z obiadami na wynos, można kupić m.in. w Mieszku Meat Market Deli przy Paterson Avenue i w Fima’s Deli Catering przy Locust Avenue. Najstarszy sklep w mieście - Adam’s Food Market znajdujący się przy Maple Avenue - istnieje od 1945 roku. Jest prowadzony obecnie przez dwóch kuzynów - Andrzeja i Tadeusza. I podobnie jak kiedyś, tak i dziś przyciąga spragnionych życzliwej obsługi i dobrej jakości towaru klientów. Chętnie odwiedzany jest również niedawno otwarty Super Deli należący do państwa Zawadzkich, w miejscu w którym przez wiele lat funkcjonował sklep warzywniczy.
Największym ośrodkiem polskości w Wallington jest niewątpliwie istniejący już 70 lat Polski Dom Cracovia. Tu odbywają się uroczyste bankiety, zebrania organizacji polonijnych, obchody ważnych dla Polonii wydarzeń. Tu też urządza się przyjęcia prywatne. Od dwóch lat znakomitą kuchnię zapewnia gościom Cracovii Alfred Lemański, właściciel delikatesów Golden Eagle „Orzełek” w Garfield. Na dobry obiad można się udać również do pobliskiego Krakusa lub do Wallington Exchange. Po ciężkiej pracy Polak z Wallington ma zaś do wyboru kilka miejsc, w których może napić się nadwiślańskiego piwa. Jako miejsce wieczornych spotkań przy „małym z pianką” młodzież najchętniej wybiera Zoom przy Main Avenue, trochę starsi chętnie przesiadują w Janosiku lub innych pubach.
Strawę duchową zapewniają dwa polskie kościoły. Rzymsko-katolicka Parafia Najświętszego Serca Jezusowego przy Paterson Avenue powstała w 1942 r. Proboszczem jest tam ks. Felix Marciniak, znany jako dobry kaznodzieja i świetny godpodarz. Niektórzy nasi rodacy uczestniczą w nabożeństwach odprawianych w Polskim Kościele Narodowym, którego korzenie sięgają 1925 roku. Parafię prowadzi ksiądz Gregorz Młudzik. W Wallington działają również dwa polonijne domy pogrzebowe: Kamienski Funeral Home oraz Woźniak Home For Funerals.
Z myślą o Polakach i ich problemach dnia codziennego działają agencje, m.in. Konikowski Insurance Agency, Ampol, Deltona Travel, Classic Travel czy biuro Trish Bukowski. Nad finansami czuwa zaś mający ponad 80-letnią historię Wawel Savings Bank, w którym zdecydowaną większość personelu stanowią Polacy.
Tutejsza Polonia nie może też narzekać na brak opieki medycznej. Od czerwca 1995 roku przy Main Avenue działa przychodnia Clifton-Wallington Medical Group, oferująca kompleksowe usługi internistów, badania laboratoryjne, fizykoterapię oraz leczenie różnych rodzajów bólu i urazów powypadkowych. Swoje gabinety w Wallington mają także inni lekarze, m.in. dr Lesiczka, dr Śliwowski, dr Rozdeba, dr Dubij i dr Kriso. Przez wiele lat działała tu również przychodnia dentystyczna, którą prowadzili Donald W. Pavlick Sr. i Jr. W mieście znajduje się również Polska Apteka, mieszcząca się przy Locust Avenue.
Dbające o urodę Polki chętnie odwiedzają salon kosmetyczny Beauty Face. Znajduje sią także kilka salonów fryzjerskich i piękności, m.in. studio Sebastian & Victoria oraz Solarium Tropical Tanning BLW, prowadzone przez Barbarę Dąbrowską.
Edukację zapewniają lokalne szkoły podstawowe: Jefferson School i Frank W. Gavlak School. Dzieci mogą również pobierać nauki w prywatnej szkole przy Parafii Najświętszego Serca Jezusowego. Później mogą kontynuować edukację w Wallington High School.
Ku uciesze wszystkich moli książkowych od lat istnieje w Wallington biblioteka publiczna. Do budynku przy Hathaway Street zagląda wielu Polaków. Znajdują tu setki polskich książek. W bibliotece można też korzystać z komputerów podłączonych do Internetu. Wszystko to sprawia, że Polacy stanowią aż 70% osób odwiedzających John F. Kennedy Memorial Library.
Od 1992 roku urząd burmistrza sprawuje Walter Wargacki, zabiegający o czystość i bezpieczeństwo miasteczka. To z jego inicjatywy przy Main Avenue stanął pomnik naszego wielkiego rodaka, generała Kazimierza Pułaskiego, zaprojektowany przez znanego nowojorskiego rzeźbiarza Karola Mieczysława Partykę. W urzędzie miasta personel jest również polsko-języczny, łącznie z administratorem miasta, Witoldem T. Bagińskim. Podobny komfort zapewnia posterunek policji, gdzie prawie połowa oficerów mówi świetnie po polsku.
Wallington dziś
Na ulicach Wallington pojawia się coraz więcej ludzi młodych (średnia wieku mieszkańców nie przekracza 40 lat) i wykształconych (ok. 75% ukończyło minimum szkołę średnią, a kolejne 20% ma wyższe wykształcenie). „Przyjeżdżająca do Wallington młodzież zna świetnie język angielski, jest chętna do pracy i ciekawa życia” – mówi pani Halina Małkowski, właścicielka delikatesów Mieszko, która prowadzi swój biznes od 10 lat. „To dzięki młodym ludziom nasza społeczność może się rozwijać” – dodaje. Ponad 30% Polaków zamieszkałych w Wallington przybyło tu w latach 90., już po ustrojowych i rynkowych przemianach jakie zaszły w Ojczyźnie. Podobnie jak kiedyś, tak i teraz zdecydowana większość przyjechała tu „za chlebem” z Łomży, Zambrowa, Stalowej Woli, z Podhala. „To dobre miejsce na start w Ameryce” – mówi Zbyszek W., lat 22. „Można się tu bez stresu oswajać z nowym krajem i dowiedzieć wielu pożytecznych rzeczy od rodaków, którzy są tu już długie lata”. „No i zjeść dobre polskie pierogi” – śmieje się inny rozmówca, Piotr, wynajmujący mieszkanie przy Hathaway Street.
Część Polaków decyduje się zostać tu na stałe, zakłada rodziny. Wallington to bardzo rodzinne miasteczko – prawie 50% mieszkańców żyje tu w ramach „podstawowej komórki społecznej”, jaką jest małżeństwo. W jednej czwartej spośród prawie 5 tysięcy domów mieszkają rodziny z dziećmi. Większości z nich powodzi się całkiem nieźle – tylko 6% rodzin żyje poniżej ustawowego minimum socjalnego.
Polakom działającym społecznie doskwiera mała aktywność lokalnej społeczności. Choć wielu z nich cieszy się zalegalizowanym pobytem czy nawet amerykańskim obywatelstwem, nie kwapią się oni do udziału w politycznym życiu miasteczka. Parafialne pikniki i kulturalne imprezy przyciągają w większości ludzi starszych, a młodzież ogranicza się do przesiadywania w pubach.
Na co dzień miasteczko tętni jednak życiem. Przewijają się przez nie setki rodaków, którzy przyjeżdżają tu z okolicznych miasteczek, by załatwić sprawę u adwokata, przebadać się u lekarza, zakupić specjały polskiej kuchni, bądź odwiedzić znajomych.
Zgodnie z polską mentalnością na coś trzeba jednak narzekać. Podstawową bolączką rodaków z Wallington są ceny nieruchomości. Domy są tu drogie, a cena wynajmu 3-pokojowego mieszkania rzadko schodzi poniżej tysiąca dolarów miesięcznie. „To mnie skutecznie odstrasza od osiedlenia się tutaj” – mówi Janusz, który zdecydował się codziennie dojeżdżać do Wallington, choć prowadzi tu sklep muzyczny. Dla nowo przybyłych ceny mieszkań rzeczywiście mogą stanowić problem. Mówi się więc, że w Wallington mieszkają raczej ci lepiej sytuowani, życiowo ustawieni, mający dobrze płatną pracę lub przyjeżdżający tu do swoich rodzin.
Jak każde miasto, także i Wallington ma swoją najbogatszą dzielnicę; jest nią Hill Section. Ceny domów nie schodzą tu poniżej 700 tys. dolarów. Te najpiękniejsze, ale i najdroższe tereny stały się prawdziwą wizytówką miasta, symbolem dobrobytu lokalnej społeczności. W większości są one w posiadaniu Polaków. I kto mówi, że Polacy nie posiadają pieniądzy?
Ewelina Nasiadko
|
|
Pół wieku Amerykańskiej Częstochowy
Tak jak Polacy mieszkający w Polsce mają swoje miejsce kultu Matki Bożej na Jasnej Górze w Częstochowie, tak Polacy, których los rzucił za ocean, mają swoją Częstochowę w Ameryce w Doylestown w stanie Pensylwania. W tym roku obchodzi ona 50 lat swojego istnienia.
O tym jak ważnym miejscem dla Polaków jest Amerykańska Częstochowa mogły świadczyć tysiące pielgrzymów, którzy w dniach 25 i 26 czerwca 2005 r. przybyli do Doylestown, miasta położonego pośród pięknych, lesistych wzgórz Pensylwanii, aby uczestniczyć w uroczystościach 50-lecia Sanktuarium Maryjnego i uroczystościach jubileuszowych pierwszego na ziemi amerykańskiej Zakonu Ojców Paulinów. Nie zraziła ich upalna pogoda i temperatura powietrza przekraczająca 100°F.
26 czerwca, w głównym dniu obchodów, w samo południe odprawiona została uroczysta msza święta pod przewodnictwem Kardynała Justyna Rigali, Arcybiskupa Filadelfii. Mszę świętą poprzedził religijny koncert symfoniczny pod batutą Mariusza Smolija w wykonaniu orkiestry „Riverside Theatre Orchestra of Bristol”. Homilię w języku angielskim wygłosił Kardynał Adam Maida Arcybiskup Detroit, a w języku polskim Prymas Józef Glemp. Po zakończonej jubileuszowego nabożeństwa odczytano listy z gratulacjami od prezydentów: George`a W. Busha oraz Aleksandra Kwaśniewskiego. W uroczystościach jubileuszowych udział wzięli przedstawiciele zakonów paulińskich z całego świata. Gośćmi specjalnymi oprócz Prymasa Glempa byli m.in.: Arcybiskup Szczepan Wesoły i Kardynał Henryk Gulbinowicz, Arcybiskup Metropolita Wrocławski. Licznie przybyli wierni z okolicznych stanów, a wśród nich przedstawiciele i członkowie organizacji polonijnych, m.in.: Kongresu Polonii Amerykańskiej, Stowarzyszenia Podhalan, Koła im. Jana Sabały, Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej, Związku Harcerstwa Polskiego w USA.
W swojej homilii Prymas Polski Kardynał Józef Glemp nawiazując do odbywających się uroczystości porównał radość z obchodzonego jubileuszu do radości jaka towarzyszyła uczestnikom wesela w Kanie Galilejskiej. Jego homilia nagrodzona została wielkimi brawami.
Ojciec Marian Zalecki, paulin z zakonu w Doylestown tak posumował czerwcową uroczystość : „Złoty Jubileusz jest szczególnym czasem podziękowania Matce Boskiej Czestochowskiej za 50 lat Jej obecności w tym Sanktuarium. To ona wybrała to miejsce. Z perspektywy lat dostrzegamy Jej wieloraką pomoc i Matczyne pośrednictwo. Jubileusz jest czasem podsumowania, refleksji i zadumy nad latami, które minęły, czasem przebogatym w różne wydarzenia religijne, kulturalne, a jednocześnie jest czasem spojrzenia w przyszłość”. “Była to wspaniała uroczystość. To bardzo ważne, że na ziemi amerykańskiej mamy namiastkę Polski i kawałek chyba najbliższego sercu wielu Polaków miejsca jakim jest Jasna Góra w Częstochowie. Czcząc Matkę Boską Częstochowską Polacy w USA mogą dawać świadectwo swojej wiary, jedności i patriotyzmu” – powiedział pan Bronisław Stolarz z New Jersey, 84-letni uczestnik niedzielnych obchodów.
Inny uczestnik niedzielnej uroczystości ks. Stefan Las, proboszcz parafii Matki Boskiej Różańcowej w Passaic w New Jersey był również pod wrażeniem niedzielnej uroczystości, a kazanie Prymasa Glempa określił jako „piękne i radosne”.
Amerykańska Częstochowa wczoraj i dziś
Założycielem Sanktuarium był O. Michał M. Zembrzuski, paulin, przybyły do Stanów Zjednoczonych 12 lipca 1951 r. Na początku pobytu na nowej ziemi Ojciec Michał pracował jako misjonarz w różnych polskich parafiach w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Doświadczenia te przekonały go o potrzebie umocnienia i ożywienia polskości wśród Polonii. Z jego inicjatywy 6 listopada 1953 r. ojcowie paulini otrzymali pozwolenie od Stolicy Apostolskiej na budowę klasztoru oraz założenie domu zakonnego w Doylestown w Pensylwanii. Mając w posiadaniu 40 hektarów ziemi, O. Michał rozpoczął starania o przyjazd ojców paulinów do Ameryki, do posługi w nowo powstałej prowincji paulińskiej. W 1955 roku, w byłej farmerskiej chacie, otwarto kaplicę Matki Boskiej Częstochowskiej. Wystarczyło jednak tylko kilka lat jej istnienia, by stało się jasne, że nie jest ona w stanie pomieścić tłumów napływajacych do niej pielgrzymów i turystów. Paulini zainteresowali się więc pobliskim „Wzgórzem Nadziei”. Wkrótce zapadła decyzja, by powstało tam sanktuarium - pomnik nowego Milenium. Budowę świątyni rozpoczęto w czasie zbliżającego się jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski. Naczelnym achitektem został inżynier polskiego pochodzenia z Los Angeles, Jerzy G. Szeptych. 17 września 1963 r., podczas uroczystej procesji z uczestnictwem tysięcy wiernych, na wzgórzu umieszczono krzyż, a w jego miejsce niebawem stanęła przepiękna świątynia. W niedzielę 16 października 1966 r., w obecności licznie zgromadzonych pielgrzymów, w tym amerykańskiego prezydenta Lyndona Bainesa Johnsona, Arcybiskup John Król dokonał poświęcenia nowej świątyni pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Na przestrzeni 50-letniej historii Sanktuarium odwiedziło wiele znakomitych osobistości, w tym prezydenci Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan i George Bush (ojciec obecnego prezydenta) i Ojciec święty Jan Paweł II. Pośród wielu pamiątek narodowych szczególną uwagę przykuwa najcenniejszy dar – kopia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, pobłogosławiona przez Papieża Jana XXIII w dniu 10 lutego 1962 r. Warto też dodać, iż w roku jubileuszowym zostały wybudowane dwa inne budynki: Centrum Pielgrzyma i Dom Rekolekcyjny. Ojciec Michał Zembrzuski, który odegrał szczególną rolę w budowie Sanktuarium i przez te wszystkie lata przyczyniał się do jej rozkwitu, zmarł 16 stycznia 2003 r. Jego następcą został Ojciec Prowincjał Krzysztof Wieliczko, który kontynuuje jego dzieło.
Obecnie w Sanktuarium w Doylestown celebrowane są najważniejsze święta religijne. Wokół tego tak bliskiego nam Polakom miejsca skupiają się różne grupy i wspólnoty religijne, m.in.: Jasnogórska Wspólnota Młodzieży im. Jana Pawła II, Centrum Pielgrzyma i Jasnogórska Wspólnota Rodzin. W nadchodzącym okresie ojcowie paulini organizują I Polonijny Zlot i Kongres Trzeźwości im. Jana Pawła II, który planowany jest na 23 i 24 lipca br., a 27 i 28 sierpnia odbędzie się Pierwsza Młodzieżowa Polonijna Noc Czuwania.
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów stanowiących o wyjątkowym charakterze tego miejsca jest tradycja pielgrzymowania, która na ziemi amerykańskiej sięga roku 1987. Dorocznie w pielgrzymkach uczestniczy ponad 3 tys. osób. Pątnicy przebywają tysiące mil, by przed cudownym obrazem Maryi szukać ukojenia i nadziei.
Magdalena Dłużeń
|